A. A. Milewska zaimponowała mi stylem, w jakim poprowadziła tę historię. Narracja jakże surowa, gęsta od emocji, momentami duszna. Autorka nie tłumaczy wszystkiego, nie prowadzi czytelnika za rękę. Wręcz przeciwnie – wrzuca go w sam środek chaosu, bólu i dezorientacji. Dzięki temu czujemy to, co czuje bohaterka. Jej strach staje się naszym strachem. Jej niepewność – naszą. I właśnie w tym tkwi siła „Kim jestem?”.
Są takie książki, które zaczynasz czytać „na chwilę”, a potem orientujesz się, że jest środek nocy, serce bije szybciej niż powinno, a Ty boisz się… przewrócić stronę. „Kim jestem?” A. A. Milewskiej to dokładnie ten przypadek. Thriller, który nie prosi o uwagę – on ją wymusza. Bez litości. Bez taryfy ulgowej. I robi to w sposób, który zostaje pod skórą na długo po odłożeniu książki na półkę NIK - Najlepszych Interesujących Książek.
Już sam punkt wyjścia jest jak zimny prysznic: kobieta bez imienia, bez twarzy w pamięci, bez przeszłości. Nie wie, kim jest, ale wie jedno – potrafi zabić. Ten kontrast uderzył mnie od pierwszych stron. Amnezja nie jest tu wygodnym zabiegiem fabularnym, lecz przekleństwem. Każde zdanie niesie ze sobą napięcie i pytanie: co się stanie, gdy prawda w końcu wypłynie? I czy na pewno chcemy ją poznać razem z bohaterką? Jestem przekonany, że jeśli jesteście wytrawnymi thrilleromaniakami, to oczywistym jest fakt, że (za)pragniecie tej książki. Zatem bierzcie i czytajcie.
Pragnę podkreślić, że czytając, czułem narastający niepokój. A. A. Milewska mistrzowsko bawi się strzępami wspomnień – krótkimi, brutalnymi obrazami: płytki grób, martwe ciała, przerażające dziecko z przeszłości, potwór bez imienia. To nie są wizje, które mają tylko straszyć. One mają drążyć. I drążą skutecznie. W pewnym momencie zacząłem łapać się na tym, że nie ufam nikomu – ani bohaterce, ani lekarzowi, ani nawet własnym czytelniczym intuicjom.
A. A. Milewska zaimponowała mi stylem, w jakim poprowadziła tę historię. Narracja jakże surowa, gęsta od emocji, momentami duszna. Autorka nie tłumaczy wszystkiego, nie prowadzi czytelnika za rękę. Wręcz przeciwnie – wrzuca go w sam środek chaosu, bólu i dezorientacji. Dzięki temu czujemy to, co czuje bohaterka. Jej strach staje się naszym strachem. Jej niepewność – naszą. I właśnie w tym tkwi siła „Kim jestem?”.
Ponadto Milewska świetnie buduje atmosferę nieufności, pokazując, że czasem największym zagrożeniem nie jest morderca czający się w cieniu, ale prawda, która próbuje się przebić do świadomości. "Kim jestem?" to thriller, ale taki, który idzie o krok dalej. Bo nie opowiada wyłącznie o ucieczce przed śmiercią. To książka o konfrontacji z własną przeszłością – tą wypartą, zapomnianą, zepchniętą w najciemniejsze zakamarki umysłu.
Autorka zadaje pytanie, które brzmi niewinnie, a w rzeczywistości jest potężnym ciosem: czy jeśli nie pamiętamy, kim byliśmy, to znaczy, że przestajemy być odpowiedzialni za swoje czyny? Przyznam szczerze, że podczas lektury wielokrotnie miałem ochotę krzyknąć: „Nie idź tam!”, „Nie chcesz tego wiedzieć!”. Ale jednocześnie nie mogłem się oderwać. Bo ta historia wciąga jak ruchome piaski – im bardziej próbujesz się zdystansować, tym głębiej zapadasz się w mrok. Finał? Bez spoilerów powiem tylko tyle: emocjonalnie miażdżący. Taki, który zmusza do zamknięcia książki i chwili ciszy. Na przemyślenia. Na oddech.
Chcę też jasno podkreślić jedno: doceniam twórczość A. A. Milewskiej. To autorka, która z każdą kolejną książką coraz mocniej elektryzuje czytelnicze emocje. W „Kim jestem?” widać dojrzałość, odwagę i ogromną świadomość tego, jak działa strach – nie ten tani, ale ten głęboki, psychologiczny, który rodzi się w głowie czytelnika. Dla mnie to bezsprzecznie jedna z tych powieści, które zostają w pamięci. Dlatego bez wahania przyznaję jej tytuł NIK – Najlepszej Interesującej Książki i stawiam na czyt-NIKowej półce w miejscu szczególnym. Jeśli kochacie thrillery, które nie tylko trzymają w napięciu, ale też zmuszają do myślenia i czucia, to „Kim jestem?” jest lekturą obowiązkową.
Książka pt. "Kim jestem?" ukazała się nakładem Wydawnictwa Brda

