Do twórczości niektórych pisarzy wraca się z ogromną przyjemnością, bo człowiek doskonale wie, że za kolejną książką czeka go coś wyjątkowego. J.R.R. Tolkien bez wątpienia należy do tego grona. Moje kolejne spotkanie z twórczością pisarza, który już dawno zdobył moje czytelnicze serce, po raz kolejny okazało się literacką podróżą pełną magii, niezwykłych pomysłów i historii, które nie kończą się wraz z zamknięciem książki. Tym razem wyruszyłem do „Opowieści z Niebezpiecznego Królestwa” – zbioru, który pokazuje Tolkiena z nieco innej strony, a jednocześnie przypomina, za co tak bardzo cenimy jego wyobraźnię.
Tolkien zachwycił mnie przede wszystkim kunsztem tworzenia niepowtarzalnych historii. To autor, który potrafił zwyczajne elementy baśniowej opowieści połączyć w taki sposób, aby stworzyć świat posiadający własny charakter, atmosferę i magię. U niego nie ma miejsca na przypadkowość. Każda podróż może prowadzić do niezwykłej przygody, każde spotkanie może zmienić bieg wydarzeń, a za pozornie prostą historią może kryć się coś znacznie głębszego. „Opowieści z Niebezpiecznego Królestwa” są tego świetnym przykładem.
W jednym tomie otrzymujemy cztery magiczne opowieści: „Łazikanty”, „Gospodarza Gilesa z Ham”, „Kowala z Podlesia Większego” oraz „Liść, dzieło Niggle’a”. Uzupełnieniem całości są „Przygody Toma Bombadila”, czyli baśniowy cykl wierszy przywołujący jedną z najbardziej tajemniczych postaci znanych czytelnikom „Władcy Pierścieni”. I właśnie ta różnorodność jest jednym z największych atutów książki. Tolkien nie zamyka się tutaj w jednej formule. Każda opowieść ma własny rytm, klimat i pomysł, ale wszystkie łączy charakterystyczna dla niego umiejętność budowania świata, w którym wyobraźnia może naprawdę rozwinąć skrzydła.
Czytając te historie, miałem poczucie, że przekraczam granicę pomiędzy rzeczywistością a krainą, w której wszystko jest możliwe. Smok? Oczywiście. Krasnoludy? Jak najbardziej. Rycerze, hobbici, niezwykłe stworzenia, morskie potwory czy czarownicy? Proszę bardzo. Tolkien nie potrzebuje jednak nieustannego epatowania wielkością i rozmachem. Potrafi uczynić fascynującą nawet niewielką historię. I chyba właśnie w tym tkwi jego pisarska siła.
Szczególnie doceniam kreatywność autora. Tolkien nie tylko opowiada historie – on zaprasza czytelnika do ich odkrywania. To ogromna różnica. Podczas lektury nie miałem wrażenia, że ktoś po prostu przedstawia mi kolejne wydarzenia. Czułem raczej, że otwieram drzwi do kolejnych niezwykłych miejsc i sam zaczynam odkrywać to, co znajduje się za nimi. A takie literackie podróże lubię najbardziej.
„Opowieści z Niebezpiecznego Królestwa” mają w sobie coś ponadczasowego. Można sięgnąć po nie jako dorosły czytelnik, można podsunąć je młodszemu odbiorcy, można również wracać do nich po latach i odkrywać zupełnie inne znaczenia. To jedna z tych książek, które nie zamykają się w konkretnej grupie wiekowej. Baśń może przecież zachwycić każdego, kto nadal ma w sobie choć odrobinę dziecięcej ciekawości. A tej ciekawości Tolkienowi zdecydowanie nie brakuje.
Bardzo podobał mi się również sposób, w jaki autor buduje narrację. Jest lekkość, jest humor, jest przygoda, ale jest też charakterystyczny dla Tolkiena klimat. Nie wszystko zostaje podane czytelnikowi na tacy. Czasami trzeba dać się prowadzić opowieści, pozwolić jej rozwijać się własnym rytmem i po prostu czerpać przyjemność z tego, dokąd nas zaprowadzi. I chyba właśnie dlatego ta książka pozostaje w głowie na dłużej.
Nie jest to jedynie zbiór historii, które przeczytamy, odłożymy na półkę i zapomnimy. Niektóre obrazy, pomysły i postacie zostają w czytelniczej psychice. Wracają po czasie. Przypominają o sobie. Sprawiają, że zaczynamy zastanawiać się nad tym, co właściwie kryje się pomiędzy słowami. To dla mnie jeden z najważniejszych wyznaczników dobrej literatury – książka powinna zostawić po sobie jakiś ślad. Tolkien robi to znakomicie.
Ogromnym atutem tego wydania są również ilustracje Alana Lee. Ich obecność doskonale współgra z charakterem książki. Obrazy nie są tutaj jedynie ozdobnikiem, ale dodatkowym zaproszeniem do świata, który stworzył Tolkien. Dzięki nim czytelnicza wyobraźnia otrzymuje jeszcze jeden punkt zaczepienia, a baśniowy charakter opowieści staje się jeszcze bardziej wyrazisty.
Nie ukrywam, że po raz kolejny zaimponowała mi kreatywność pisarska Tolkiena. Trudno nie zachwycić się autorem, który potrafił stworzyć tak niepowtarzalne historie i sprawić, że przez dziesięciolecia nie tracą one swojej siły. Można znać jego najbardziej rozpoznawalne dzieła, można kojarzyć Śródziemie i jego mieszkańców, a mimo wszystko wciąż odkrywać kolejne zakamarki jego literackiego świata.
„Opowieści z Niebezpiecznego Królestwa” to książka dla tych, którzy lubią baśnie, magię i niezwykłe przygody, ale również dla tych, którzy chcą po prostu spotkać się z wyobraźnią autora stojącego za jednymi z najbardziej niezwykłych opowieści fantasy. Tolkien po raz kolejny udowadnia, że dobra historia nie potrzebuje sztucznych ozdobników. Wystarczy pomysł, talent i umiejętność prowadzenia czytelnika przez świat, w którym rzeczy niemożliwe stają się całkowicie naturalne.
„Opowieści z Niebezpiecznego Królestwa” to dla mnie kolejne udane spotkanie z pisarzem, który zdobył moje czytelnicze serce. Styl, narracja oraz sposób budowania historii zasługują na uznanie. Kreatywność autora robi ogromne wrażenie, a literacka podróż, w którą zabiera czytelnika, na długo pozostaje w pamięci. Czy polecam? Zdecydowanie tak
Dla mnie to powieść, a właściwie niezwykły zbiór opowieści, godny uwagi. Dlatego też mogę śmiało dodać, że książka zasługuje na miano NIK – Najlepszej Interesującej Książki, pięknie dodając kolejną wartościową pozycję do czyt-NIKowej biblioteczki. Bo czasami wystarczy otworzyć książkę, by znaleźć się bardzo daleko od miejsca, w którym właśnie siedzimy. A Tolkien potrafi sprawić, że po zakończeniu tej podróży wcale nie chce się wracać.
Książka pt. „Opowieści z Niebezpiecznego Królestwa” ukazała się nakładem Wydawnictwa Zysk i S-ka

