Bez wątpienia „Grunge. Bękarty z Seattle”, jest książką, która ucieszy wszystkich fanów tej muzyki, tego stylu życia, bo grunge, to przecież nie tylko muzyka, to jakość, styl, osobowość, charyzma i ten duch, którego poczuć może tylko ten, kto setki razy nucił piosenkę o „człowieku, który sprzedał świat” („The man who sold the world”). A ja przyznam, że Piotr Jagielski tą książką kupił moją dozgonną wdzięczność za wspomnienia, które odżyły we mnie podczas lektury książki.
Grunge – dawno temu, gdy nie byłem jeszcze Czyt-NIKiem, wychowałem się właśnie na tej muzyce. I dziś na myśl o tym stylu, o tej kulturze, o tej muzyce porywam się wspomnieniami do dźwięków Nirvany, Pearl Jam, Soundgarden, Bush czy Alice in Chains. I mógłbym tak jeszcze wymieniać…, lecz mam dla Was nieco inną propozycję – lekturę książki Piotra Jagielskiego, dziennikarza, który w swej najnowszej publikacji przybliża nam, jak i również przypomina ducha tej kultury, tamtych lat. Dlatego też z biciem serca oraz grunge’ową nutą w uszach zabrałem się do lektury książki „Grunge. Bękarty z Seattle” która ukazała się w SERII AMERYKAŃSKIEJ nakładem Wydawnictwa Czarne.
Bez wątpienia grunge był (jest) jakże innym stylem muzyki oraz życia, który odbiega(ł) od wytyczonych wcześniej ścieżek komercyjnych zakamarków muzyki. Charakteryzował się swoją buńczucznością, odmiennością, buntowniczością, przyciągając uwagę młodego pokolenia określanego mianem „Pokolenia X”.
Choć początkowo grunge był daleki od komercyjnych zapędów, to niestety, ta właśnie komercja z mniejszym lub większym „sukcesem” porywała go w swoje szpony. Dziś nazwiska wielu przedstawicieli tego nurtu wymieniane są przez wszystkie przypadki. A bez wątpienia poziom ich sukcesu, nie jest przypadkowy, gdyż porwał za sobą tłumy młodych ludzi, którzy do dziś „wyznają” tę kulturę, przekazując ją kolejnym pokoleniom.
I właśnie książka Piotra Jagielskiego jest nie tylko pomnikiem postawionym grunge’owi, lecz również hołdem wobec jego twórców. Któż z nas nie zna utworów Nirvany, Soundgarden, czy Pearl Jam niech pierwszy rzuci kamień. Jeśli znacie i uwielbiacie te właśnie kapele, to obok ich płyt nie może zabraknąć książki „Grunge. Bękarty z Seattle” która będzie doskonałym uzupełnieniem Waszej dyskografii.
Piotr Jagielski nie tylko przybliża nam ten nurt, lecz również opowiada o grupie przyjaciół w Seattle, którzy to miasto uczynili stolicą grunge. Mówiąc Nirvana myślę Seattle. Mówiąc Pearl Jam myślę Seattle. Mówiąc Soundgarden myślę Seattle. Mówiąc Seattle myślę – Piotr Jagielski, autor książki „Grunge. Bękarty z Seattle” która jest doskonałym kalejdoskopem ukazującym wszystkie obrazy oraz cienie grunge – muzyki i stylu, na którym się wychowałem muzycznie i charakterologicznie.
Nie ukrywam, że czytając tę książkę łezka zakręciła się w mym oku. Za wspomnieniami tamtych lat. Za tamtą muzyką, którą wielokrotnie odsłuchuję na starych płytach. A dziś może być przykładem dla współczesnych muzyków, aby mogli dowiedzieć się i uświadomić sobie, jak naprawdę robi się muzykę. Muzykę, która (powtarzając za tekstem Brudne Dzieci Sida) nie powinna być tworzona na zasadzie „Trzy akordy darcie mordy”.
Bez wątpienia „Grunge. Bękarty z Seattle”, jest książką, która ucieszy wszystkich fanów tej muzyki, tego stylu życia, bo grunge, to przecież nie tylko muzyka, to jakość, styl, osobowość, charyzma i ten duch, którego poczuć może tylko ten, kto setki razy nucił piosenkę o „człowieku, który sprzedał świat” („The man who sold the world”). A ja przyznam, że Piotr Jagielski tą książką kupił moją dozgonną wdzięczność za wspomnienia, które odżyły we mnie podczas lektury książki.
Słowa wdzięczności pragnę skierować do Pana Piotra, który z dziennikarską dociekliwością ukazuje nam grunge – jej kulturę, jej twórców, prekursorów, dbając przy tym o każdy szczegół. Tak ku pamięci. Serdecznie dzięki.
Książka „Grunge. Bękarty z Seattle” ukazała się nakładem Wydawnictwa Czarne
