Są bohaterowie literaccy, którzy mimo upływu lat wciąż budzą zainteresowanie kolejnych pokoleń czytelników. Jednym z nich bez wątpienia jest Herkules Poirot – ekscentryczny detektyw o charakterystycznym wąsie, błyskotliwym umyśle i niepodrabialnym stylu prowadzenia śledztw. Tym razem słynny Belg powraca w komiksowej adaptacji powieści Agathy Christie „Samotny dom”, a ja przyznaję bez wahania, że była to czytelnicza przygoda, która dostarczyła mi mnóstwa emocji i satysfakcji.
Już od pierwszych stron czuć klimat klasycznego kryminału, za który miliony czytelników pokochały twórczość Agathy Christie. Poirot postanawia przejść na zasłużoną emeryturę i wraz z wiernym przyjacielem, kapitanem Hastingsem, udaje się do malowniczej Kornwalii. Miały być spacery, odpoczynek i spokój. Jak łatwo się domyślić – los ma wobec niego zupełnie inne plany.
Na ich drodze pojawia się młoda Nick Buckley, właścicielka starej posiadłości zwanej Samotnym Domem. Kobieta opowiada o serii tajemniczych zdarzeń, które mogły zakończyć się tragicznie. Początkowo można uznać je za zwykłe przypadki, jednak Poirot szybko dostrzega coś, czego inni nie zauważają. Ktoś najwyraźniej próbuje pozbawić Nick życia. Od tego momentu historia nabiera tempa. Frédéric Brémaud po raz kolejny udowadnia, że doskonale rozumie ducha powieści Agathy Christie i potrafi przełożyć go na język komiksu. To nie jest jedynie skrócona wersja książki przedstawiona za pomocą obrazków. To pełnoprawna opowieść graficzna, która zachowuje najważniejsze elementy oryginału – tajemnicę, napięcie, niepewność oraz charakterystyczny sposób prowadzenia śledztwa.
Największą siłą tej historii pozostaje oczywiście zagadka kryminalna. Autorzy skutecznie podrzucają tropy, mylą ścieżki i zachęcają czytelnika do samodzielnego poszukiwania odpowiedzi. Kilkukrotnie wydawało mi się, że wiem już, kto stoi za tajemniczymi wydarzeniami. Za każdym razem okazywało się jednak, że to jedynie kolejny element misternie skonstruowanej układanki. Właśnie za takie historie cenię Agathę Christie. Nigdy nie idzie na łatwiznę, a finał potrafi zaskoczyć nawet wtedy, gdy wydaje nam się, że znamy już wszystkie możliwe rozwiązania.
Komiks świetnie oddaje atmosferę niepokoju. Kornwalia nie jest tutaj jedynie tłem wydarzeń. Nadmorskie krajobrazy, stare posiadłości i wszechobecna aura tajemnicy sprawiają, że czytelnik od początku zanurza się w świecie pełnym sekretów. To miejsce, które pozornie emanuje spokojem, ale pod powierzchnią skrywa niebezpieczeństwo.
Ogromne wrażenie zrobiła na mnie także kreacja bohaterów. Poirot pozostaje dokładnie takim detektywem, jakiego znamy i lubimy. Jest pewny siebie, spostrzegawczy, czasem nieco teatralny, ale przede wszystkim niezwykle skuteczny. Równie dobrze wypada Hastings, który tradycyjnie pełni rolę wiernego towarzysza i jednocześnie reprezentanta czytelnika próbującego nadążyć za tokiem rozumowania genialnego detektywa. Nick Buckley również została przedstawiona w interesujący sposób. To bohaterka, której los szybko zaczyna nas obchodzić. Nie jest jedynie osobą potrzebującą pomocy. Ma charakter, własne emocje i tajemnice, które stopniowo odkrywamy wraz z rozwojem fabuły.
Nie sposób jednak mówić o tym komiksie bez zatrzymania się przy warstwie graficznej. Alberto Zanon wykonał pracę, która zasługuje na najwyższe uznanie. Od pierwszej planszy pozostawałem pod ogromnym wrażeniem jego talentu. Każdy kadr został dopracowany z niezwykłą starannością. Mimika bohaterów, architektura, krajobrazy czy detale wnętrz tworzą spójną i niezwykle atrakcyjną wizualnie całość.
Szczególnie doceniam umiejętność budowania nastroju za pomocą rysunku. Zanon doskonale wie, kiedy pokazać szeroki plan nadmorskiego wybrzeża, a kiedy skupić się na twarzy bohatera zdradzającej niepokój lub zaskoczenie. Dzięki temu komiks nie tylko opowiada historię, ale wręcz pozwala ją przeżywać. Pozostaję w pełnym zachwycie wobec kunsztu tworzenia tych rysunków. To jedna z tych opraw graficznych, przy których często zatrzymujemy wzrok na dłużej, podziwiając każdy szczegół. Kolorystyka również zasługuje na pochwałę. Doskonale współgra z charakterem opowieści, podkreślając zarówno spokojne chwile, jak i momenty pełne napięcia. Wszystko zostało wykonane z wyczuciem i smakiem, bez przesady, ale z ogromną dbałością o klimat.
Co równie ważne, komiks czyta się niezwykle płynnie. Kadrowanie, rozmieszczenie dialogów oraz tempo narracji sprawiają, że kolejne strony znikają w błyskawicznym tempie. To jedna z tych lektur, które planujemy przeczytać przez chwilę, a kończymy dopiero po dotarciu do ostatniej strony.
„Samotny dom” jest doskonałym przykładem na to, że klasyczne kryminały świetnie odnajdują się również w formie komiksowej. Fani Agathy Christie otrzymują wierną i pełną klimatu adaptację, natomiast osoby dopiero poznające twórczość królowej kryminału dostają znakomity punkt wejścia do jej świata.
Nie mam najmniejszych wątpliwości, że ten komiks zasługuje na miano NIK – Najlepszej Interesującej Książki. To pozycja, która bez wahania wzbogaca czyt-NIKową biblioteczkę i przypomina, jak wiele przyjemności może dać dobrze opowiedziana historia. Mamy tutaj wszystko, czego oczekuję od znakomitego kryminału: tajemnicę, napięcie, świetnie napisanych bohaterów, zaskakujące zakończenie oraz przepiękną oprawę graficzną.
Jeśli lubicie zagadki detektywistyczne, cenicie twórczość Agathy Christie albo po prostu szukacie komiksu, który dostarczy kilku godzin doskonałej rozrywki, „Samotny dom” będzie wyborem, którego z pewnością nie pożałujecie. To kolejna udana wizyta w świecie Herkulesa Poirota i kolejny dowód na to, że dobre historie są ponadczasowe.
Komiks „Samotny dom” dostępny jest na stronie Egmont
\

