To nie jest książka do „miłego czytania wieczorem”. To książka, po której wieczór robi się trochę mniej miły, ale za to dużo bardziej intensywny. I teraz najważniejsze: „Rytuał” bez dwóch zdań zasługuje na miano NIK – Najlepszej Interesującej Książki. Bo to nie jest tylko horror czy thriller. To jest doświadczenie, które wchodzi do czyt-NIKowej biblioteczki i ustawia się na półce z tymi tytułami, które się pamięta, nawet jeśli nie zawsze chce się do nich wracać.
Graham Masterton po raz kolejny zaprasza nas tam, gdzie nie bardzo mamy ochotę wejść… ale i tak wchodzimy, bo ciekawość wygrywa z rozsądkiem. „Rytuał” to książka, która od pierwszych stron budzi niepokój – taki cichy, lepki, wpełzający pod skórę. Nie ma tu długiego rozbiegu ani grzecznego wprowadzenia. Jest od razu dziwnie. A potem jest już tylko dziwniej.
Na odludziu stoi ponure domostwo. Nie takie „lekko tajemnicze”, tylko takie, które wygląda jakby samo pamiętało rzeczy, o których nikt nie chce mówić na głos. W środku mieszka osobliwe towarzystwo – ludzie, których łączy coś, czego nie da się łatwo nazwać. Może sekta, może wspólnota, a może coś jeszcze bardziej niepokojącego, co dopiero trzeba odkryć między wersami.
Każdy z nich jest w jakiś sposób niepełny. Brakuje im części ciała – ucha, palca, ręki. I nie jest to opis dla efektu szoku, tylko coś, co staje się… codziennością tej dziwnej przestrzeni. Jakby brak był tu normą, a pełnia czymś podejrzanym. I teraz najlepsze: w tym wszystkim pojawiają się światowej sławy kucharze. Zdrowi, kompletni, błyszczący profesjonalizmem, jakby przyszli tu z zupełnie innej historii. I właśnie to zderzenie robi największe wrażenie. Bo nagle zaczyna się robić pytanie nie „co tu się dzieje?”, tylko „kto tu kogo naprawdę konsumuje?”.
Masterton nie bawi się w subtelne sugerowanie przez sto stron. On rzuca nas w środek sytuacji i pozwala, żebyśmy sami składali puzzle z niepokojących obrazów. To nie jest komfortowa lektura. To jest książka, która co jakiś czas zmusza do odłożenia jej na chwilę i spojrzenia w przestrzeń, jakby odpowiedź mogła tam nagle wyskoczyć.
Atmosfera „Rytuału” jest ciężka, gęsta i bardzo fizyczna. Czujesz to miejsce. Czujesz ten dom. Czujesz nawet rzeczy, których nie chcesz sobie dopowiadać. I to jest największa siła tej historii – ona nie potrzebuje przesadnych opisów brutalności, bo bardziej działa sugestia i świadomość, że coś jest „nie tak”, nawet jeśli jeszcze nie wiesz co dokładnie.
Bohaterowie? Tu nie ma prostych podziałów na dobrych i złych. Są raczej ludzie wciągnięci w coś większego od nich. Każdy ma swoje powody, każdy coś ukrywa, a Masterton powoli odkleja warstwy ich historii jak stare tapety w opuszczonym domu. I pod spodem nie zawsze jest coś, co chcielibyśmy zobaczyć.
Najciekawsze jest jednak to, jak autor gra kontrastem: kuchnia jako sztuka, precyzja, smak, estetyka – i z drugiej strony ciało, brak, ubytek, coś bardzo biologicznego i brutalnego. Ten kontrast sprawia, że „Rytuał” zostaje w głowie dłużej niż powinien.
To nie jest książka do „miłego czytania wieczorem”. To książka, po której wieczór robi się trochę mniej miły, ale za to dużo bardziej intensywny. I teraz najważniejsze: „Rytuał” bez dwóch zdań zasługuje na miano NIK – Najlepszej Interesującej Książki. Bo to nie jest tylko horror czy thriller. To jest doświadczenie, które wchodzi do czyt-NIKowej biblioteczki i ustawia się na półce z tymi tytułami, które się pamięta, nawet jeśli nie zawsze chce się do nich wracać.
Czy polecam? Jeśli lubisz książki, które są jak lekko uchylone drzwi w ciemnym korytarzu – tak, zdecydowanie. Jeśli wolisz spokój i przewidywalność – może lepiej zostawić te drzwi zamknięte. Ale jedno jest pewne: jeśli już wejdziesz do świata „Rytuału”, to wyjście nie jest natychmiastowe. I właśnie o to chodzi.
Książka pt. "Rytuał" ukazała się nakładem Domu Wydawniczego Rebis

