Jeśli tak jak ja macie słabość do sentymentalnych podróży w czasie, a zapach dawnych bibliotek i pożółkłych stron sprawia, że mocniej bije Wam serce, to usiądźcie wygodnie. Dzisiaj zabiorę Was w niezwykłą wyprawę do krainy, w której gumy Donald miały kultowy status, woda z saturatora smakowała jak ambrozja, a trzepak był centrum wszechświata. Mam dla Was opowieść o książce, która uderza dokładnie w te struny naszej wrażliwości, o których istnieniu dawno zapomnieliśmy.
Na warsztat biorę pozycję, która wjechała na mój stolik nocny z siłą dobrze wymierzonego kopniaka w piłkę kauczukową. Mowa o książce Olgi Wróbel „Wychowywać i wzruszać”, wydanej nakładem wydawnictwa Marginesy. I powiem Wam bez owijania w bawełnę: ta lektura to absolutny sztos!
Zanim zaczniecie kręcić nosem, że to kolejna nudna rozprawka o literaturze minionej epoki, spieszę z wyjaśnieniem. Autorka nie uprawia tu żadnego nudnego, akademickiego ględzenia. Zero napuszonych regułek, żadnego hermetycznego żargonu czy literaturoznawczego nadęcia, od którego zęby bolą. Olga Wróbel podchodzi do tematu z ogromną pasją, humorem, a przede wszystkim ze szczerym, czytelniczym ciepłem. Bierze na ruszt prawie sto powieści młodzieżowych z lat 1952–1988 – od totalnych klasyków, które zaczytywaliśmy na koloniach z latarką pod kołdrą, po zupełnie zapomniane, zakurzone półki w osiedlowych bibliotekach.
Co tam znajdziemy? Istny kalejdoskop! Z jednej strony mamy wychuchane panienki z wielkomiejskich kamienic i poukładanych prymusów, z drugiej – szefów młodocianych podwórkowych gangów, sprytnych harcerzy, niepoprawnych łobuzów i dziewczyny z zakładów poprawczych. Są nastoletni detektywi wkraczający do akcji, ekscentryczne młode damy, rodzeństwa zamieniające się rolami w stylu szalonego filmu, a także dzieciaki zmuszone do rozwikłania skomplikowanych sekretów swoich rodziców. Spotkacie tu młodzież ze wsi i z dynamicznie rosnących blokowisk, z domów pełnych dostatku oraz takich, w których wiatr hulał w kieszeniach, a o luksusie można było tylko pomarzyć.
Przez lata PRL-u literatura dla młodzieży miała do spełnienia konkretną misję. Miała formować, uczyć patriotyzmu, wpajać słuszne wzorce i budować "nowego człowieka". Autorka z niezwykłą przenikliwością, ale i przymrużeniem oka pokazuje, jak to wyglądało w praniu. Kiedy przyjrzymy się tym historiom z dzisiejszej perspektywy, widzimy fascynujący autoportret społeczeństwa.
Olga Wróbel udowadnia, że utalentowani pisarze tamtych lat potrafili sprytnie omijać pułapki systemowej propagandy. Między wierszami przemycali prawdziwe emocje, uniwersalne dylematy moralne oraz tęsknotę za wolnością i autentycznością. To nie była tylko papka serwowana przez cenzurę – to były często genialnie napisane kawałki prozy, które dotykały spraw arcyważnych.
Czy pamiętacie jeszcze ten dreszczyk emocji, gdy w ręce wpadła Wam książka Edmunda Niziurskiego, Zbigniewa Nienackiego czy Małgorzaty Musierowicz? Nawet jeśli dzisiejsze nastolatki patrzą na te okładki z lekkim niedowierzaniem, to pod warstwą dawnej nowomowy kryją się uniwersalne emocje: bunt, chęć bycia zrozumianym, samotność w tłumie i potrzeba akceptacji.
Największą siłą tej publikacji jest to, że autorka nie patrzy na bohaterów tamtych książek z wyższością współczesnego człowieka. Nie mądruje się, nie poucza, nie ocenia dawnych metod wychowawczych z pozycji wszechwiedzącego eksperta. Ona z nimi współodczuwa! Przypomina nam, jacy byliśmy, z jakich tradycji i opowieści wyrastamy oraz dlaczego tak bardzo ukształtowały nas historie Tego obcego, Pana Samochodzika czy bohaterów z Jeżycjady.
Książka Olgi Wróbel to gwarancja solidnej dawki absurdalnych przygód, młodzieńczego romantyzmu i autentycznych wzruszeń. Kiedy czytałem poszczególne rozdziały, łapałem się na tym, że co chwila kiwałem głową z uśmiechem, myśląc: „O tak! Dokładnie to czułem!”, albo „Boże, przecież ja też zaczytywałem się w tej historii! Wypożyczałem ją w bibliotece trzy razy!”. To prawdziwa kapsuła czasu, która działa lepiej niż najlepszy wehikuł.
Czy warto sięgnąć po „Wychowywać i wzruszać”? Absolutnie, bez dwóch zdań i z całego serca polecam! To pozycja obowiązkowa nie tylko dla wielbicieli dawnej literatury młodzieżowej, ale dla każdego, kto lubi mądrą, ciepłą i doskonale napisaną publicystykę kulturalną.
Ta książka udowadnia, że literatura młodości to nie tylko błahe czytadełka do poduszki, ale zwierciadło całych pokoleń Polaków. Doceniam tę pozycję w wyjątkowy sposób – z pełnym przekonaniem i radością umieszczam ją na mojej specjalnej półce NIK – Najlepszych Interesujących Książek. Jeśli szukacie lektury, która rozgrzeje Wasze serce, wywoła uśmiech na twarzy i pozwoli na chwilę wrócić do czasów, kiedy świat wydawał się prostszy (choć pełen wielkich tajemnic), to po prostu musicie to przeczytać.
Książka pt. „Wychowywać i wzruszać” ukazała się nakładem Wydawnictwa Marginesy

