Karierę pisarską Pauli Hawkins porównać można do wykresu sinusoidy. Po rewelacyjnej „Dziewczynie z pociągu” która wywindowała autorkę na sam szczyt list bestsellerów przyszła pora na „Zapisane w wodzie” książkę, która spowodowała, iż jej notowania spadły niczym indeksy giełdowe podczas czarnego czwartku 1929 roku. I tak zastanawiam się co mogło pójść nie tak? Czy to tylko chwilowe załamanie? Dlaczego po tak świetnym debiucie, doszło do tak dużego spadku jakości, porażki, którą porównać można do klęski Napoleona Bonaparte w bitwie pod Lipskiem. Czy mając tak świetny pomysł na fabułę „Dziewczyny z pociągu” można napisać taki chłam jakim jest „Zapisane w wodzie”. Po jakości książki można by nawet stwierdzić, że Paula Hawkins odcina kupony od sławy, nie dbając w ogóle o jakość swojej najnowszej książki. W mojej opinii swoją drugą książką strzela sobie w kolano. I ten strzał spowodował, że ciężko będzie się jej podnieść. Wykorzystanie sławy sprawiło pewnie, iż książka cieszyła się dobrymi notowaniami sprzedażowymi, lecz jeśli chodzi o notowania sympatii do twórczości tej pisarki, są jak temperatura na Antarktydzie – poniżej zera. I przyznam szczerze, że nie pozostawię suchej nitki na tym thrillerze, gdyż strasznie pocić musiałem się podczas jego czytania. Mnogość bohaterów, fabuła niczym zmącona woda sprawiały, że narastało u mnie zdenerwowanie płynące z faktu, że utopiłem 36,90 zł.
A o czym dokładnie jest ta książka? Otóż historia rozgrywa się w niewielkim miasteczku Beckford. To tutaj w przeszłości odbywało się pławienie czarownic. Przez wiele lat miejsce to pochłonęło wiele ludzkich istnień. Główną bohaterką jest Neil Abbot, choć tak naprawdę ciężko to stwierdzić! Kobieta zbiera materiały do książki o samobójstwach w miejscowej rzece. Jednak po kilku dniach okazało się, że „Nel Abbott nie żyje. Znaleźli ją w wodzie. Skoczyła”. Może i pomysł na fabułę jest ciekawy, wciągający, lecz ostatecznie ukazanie jej na kartach tego thrillera to niewypał. Ogromnie szkoda mi Pauli Hawkins, gdyż potencjał jaki ukazała w swym debiucie jak się okazało, był talentem rozpisanym tylko na jedną książkę. Druga zaś ukazała miałkość owego potencjału. Mam również żal do autorki, która wykorzystując swój sukces nabrała nas miernej jakości thrillerem, który okazał się dramatem podczas czytania.
