Dziki Zachód zdecydowanie nie jest miejscem, w którym można liczyć na spokojny urlop. Zwłaszcza gdy na swojej drodze spotyka się przyszłych desperados, bezczelnego rabusia banków, grupę podejrzanych typów i… szkołę, która ze zwyczajną szkołą ma niewiele wspólnego. Dorzućmy do tego pokera, wizję szybkiego wzbogacenia się oraz ryzyko zakończenia całej przygody w smole i pierzu, a otrzymamy mieszankę, przy której trudno zachować powagę. A przecież właśnie o to chodzi w przygodach Lucky Luke’a — żeby na chwilę odłożyć powagę na bok i pozwolić sobie na dobrą zabawę „Oklahoma Jim”, 88. tom" jednej z najbardziej kultowych serii komiksowych, ponownie zabiera nas na Dziki Zachód, gdzie rozsądek często przegrywa z brawurą, a pozornie niewinna sytuacja może w mgnieniu oka zamienić się w prawdziwą komedię pomyłek.
Tym razem jednak nie wszystko kręci się wokół samego Lucky Luke’a. Na pierwszy plan wysuwa się mały Luke oraz jego opiekun Old Timer. Panowie postanawiają zrobić sobie przerwę od ciągłego przemierzania bezkresnych przestrzeni Dzikiego Zachodu i zatrzymują się w pewnym miasteczku. Brzmi spokojnie? Nic bardziej mylnego! Old Timer, jak przystało na prawdziwego poszukiwacza przygód, niemal natychmiast kieruje swoje kroki do saloonu. A skoro jest saloon, musi być również poker. Bo przecież nic tak dobrze nie rozpoczyna spokojnego pobytu w miasteczku jak próba zdobycia fortuny przy karcianym stoliku. Jak można się domyślić, sprawy bardzo szybko zaczynają wymykać się spod kontroli. Kida czeka natomiast zupełnie inna przygoda. Chłopiec zostaje posłany do szkoły. I tutaj zaczyna się prawdziwa szkoła przetrwania! Nie będzie jednak sprawdzianu z matematyki, kartkówki z historii ani pytania przy tablicy. Zamiast tego pojawią się czterej bracia, którzy marzą o karierze desperados, a także wyjątkowo przebiegły rabuś banków. Trudno więc powiedzieć, czy Kida trafił do szkoły, czy może raczej do placówki szkolącej przyszłych rewolwerowców, rabusiów i wszelkiej maści łobuzów.
Historia nie próbuje być przesadnie skomplikowana. Nie musi. Jej siłą jest pomysł, tempo i humor. Kolejne wydarzenia pojawiają się niemal jedno po drugim, a czytelnik ma wrażenie, że zanim zdąży się dobrze przygotować na jedną katastrofę, już nadciąga kolejna. A przecież mamy jeszcze Old Timera! Ten bohater zdecydowanie nie zamierza pozwolić, aby karciane emocje zeszły na dalszy plan. Poker okazuje się dla niego równie ważnym elementem pobytu w miasteczku jak dla innych ludzi jedzenie czy sen. Czy dzięki kartom uda mu się zdobyć fortunę? A może zamiast worka pieniędzy czeka go znacznie mniej przyjemny finał w postaci smolenia i pierza? Humor nie wynika tutaj wyłącznie z pojedynczych żartów. Często rodzi się z sytuacji, zachowania bohaterów i tego charakterystycznego komiksowego absurdu, który sprawia, że człowiek przewraca kolejną stronę z uśmiechem, zastanawiając się, co jeszcze może się wydarzyć. A wydarzyć może się naprawdę sporo. „Oklahoma Jim” jest przy tym komiksem, który bardzo dobrze wykorzystuje westernowy klimat. Mamy saloon, karty, rabusiów, desperados, banki, szkołę, niebezpieczne typy i oczywiście charakterystyczną atmosferę Dzikiego Zachodu. Wszystko zostało jednak podane z dużym przymrużeniem oka. To nie jest western, który każe nam długo analizować moralność bohaterów czy roztrząsać skomplikowane konflikty. To western, który przede wszystkim ma dostarczyć czytelnikowi dobrej zabawy. I robi to naprawdę skutecznie.
Nie sposób również nie wspomnieć o humorze sytuacyjnym. W „Lucky Luke’u” bardzo często to właśnie obraz dopowiada to, czego nie trzeba już pisać. Jedno spojrzenie bohatera, mina drugiego, odpowiednio pokazana sytuacja i już wiadomo, że za chwilę wydarzy się coś, co wywoła uśmiech. Tutaj dochodzimy do kolejnego elementu, który w przypadku tej serii zawsze zasługuje na szczególne uznanie — warstwy graficznej.
Doceniam walor graficzny tego komiksu i pozostaję w pełnym zachwycie wobec kunsztu tworzenia rysunków. Każda plansza jest dla mnie czymś więcej niż tylko ilustracją opowieści. To ważna część narracji, która pomaga budować atmosferę, dynamikę oraz komizm poszczególnych scen. Uwielbiam tę charakterystyczną kreskę, ekspresję postaci i sposób przedstawiania świata. Bohaterowie mają własne charaktery, a ich mimika potrafi powiedzieć naprawdę wiele. Czasami wystarczy spojrzeć na twarz postaci, aby wiedzieć, że za chwilę wydarzy się coś niedobrego. Albo bardzo zabawnego!!! A czasami jedno i drugie jednocześnie!!!
Właśnie dlatego „Lucky Luke” jest dla mnie przykładem komiksu, w którym słowo i obraz doskonale się uzupełniają. Czytamy historię, ale jednocześnie ją oglądamy. I często właśnie w tych drobnych szczegółach graficznych można odnaleźć dodatkową porcję humoru. Warto również pamiętać, że seria ma niezwykle mocne korzenie. „Lucky Luke” został wymyślony przez legendarnego Morrisa, czyli Maurice’a de Bevere’a, który przez wiele lat współtworzył przygody kowboja ze słynnym René Goscinnym. To nazwiska, których miłośnikom komiksu przedstawiać właściwie nie trzeba. Po śmierci Goscinnego Morris zapraszał do współpracy kolejnych autorów, dzięki czemu seria mogła żyć dalej i trafiać do kolejnych pokoleń czytelników. I chyba właśnie w tym tkwi jej fenomen.
Lucky Luke nie starzeje się tak, jak mogłyby starzeć się niektóre komiksy. Kolejne pokolenia mogą otwierać następne tomy i nadal znajdować w nich coś dla siebie. Dzieci mogą cieszyć się przygodą i zabawnymi sytuacjami, starsi czytelnicy docenią natomiast kolejne poziomy humoru, westernowe klisze i charakterystyczny styl opowiadania.
„Oklahoma Jim” jest więc kolejną porcją świetnej komiksowej zabawy. Nie potrzebuje wielkich słów, skomplikowanych analiz ani akademickiego teoretyzowania. Wystarczy otworzyć komiks, usiąść wygodnie i dać się porwać przygodzie. A ta potrafi nieźle rozbawić. Czy Kida poradzi sobie w swojej niezwykłej szkole? Czy czterej bracia rzeczywiście zrobią karierę jako desperados? Czy bankowy rabuś okaże się tak sprytny, jak mu się wydaje? No i najważniejsze — czy Old Timer wyjdzie z pokerowej rozgrywki bogatszy, czy może jego karciana przygoda zakończy się w sposób zdecydowanie mniej przyjemny? Na te pytania odpowiedź znajdziecie w „Oklahoma Jim”. Ja natomiast wiem jedno: ten tom z przyjemnością dokładam do mojej czyt-NIKowej biblioteczki. Bo jeśli książka potrafi dostarczyć emocji, humoru, przygody, a przy okazji zachwycić stroną graficzną, to zdecydowanie zasługuje na szczególne miejsce. Dlatego bez większego zastanowienia przyznaję temu komiksowi moje czyt-NIKowe wyróżnienie. „Lucky Luke. Oklahoma Jim” zasługuje na miano NIK – Najlepszej Interesującej Książki.
To kolejna wartościowa pozycja w czyt-NIKowej biblioteczce i jednocześnie świetny dowód na to, że dobry komiks nie potrzebuje skomplikowanych zabiegów, aby wywołać emocje. Czasami wystarczy kowboj, Dziki Zachód, garść szalonych bohaterów, odrobina absurdu i świetne rysunki. A kiedy na końcu pojawia się charakterystyczny Lucky Luke, człowiek już wie, że będzie dobrze. A właściwie… bardzo dobrze. Bo przecież na Dzikim Zachodzie nuda nie ma żadnych szans.
Komiks pt. "Lucky Luke. Oklahoma Jim, tom 88" dostępny jest tutaj

