Niektóre książki zaczynają się nie od pierwszego zdania, ale od klimatu. Od tego dziwnego uczucia, że za chwilę wydarzy się coś, co wyciągnie czytelnika ze zwykłej codzienności i wrzuci go w sam środek tajemnicy. Tak właśnie działa „Pociąg nr 13” Renaty Wasilewskiej. To historia, która powoli wciąga jak mgła unosząca się nad torami późnym wieczorem — niby spokojnie, niby niepozornie, a po chwili człowiek orientuje się, że przepadł. Tutaj nic nie jest do końca oczywiste. Fakty mieszają się z legendami, dawne wydarzenia zaczynają rzucać cień na teraźniejszość, a zwykły z pozoru temat kolejowego wypadku przeradza się w opowieść pełną sekretów, niedopowiedzeń i pytań, na które wcale nie tak łatwo znaleźć odpowiedź. I właśnie to spodobało mi się w tej książce najbardziej. Renata Wasilewska nie prowadzi czytelnika za rękę. Nie tłumaczy wszystkiego od razu i nie odkrywa kart zbyt wcześnie. Pozwala samemu zanurzyć się w tę historię, poczuć jej klimat i krok po kroku odkrywać, co tak naprawdę kryje się za tajemnicą „Pociągu nr 13”.
Już sam punkt wyjścia tej opowieści robi robotę. Mamy Lochów, kolejowy wypadek, ślady dawnych historii, lokalne legendy i tajemniczy pociąg „Generał Sosnkowski”. Do tego dochodzi postać Mistrza Twardowskiego i pytanie, które zawisa nad książką niczym ciężkie chmury przed burzą: czy wydarzenia oddalone od siebie o setki lat naprawdę mogą się ze sobą łączyć?
Największą siłą tej książki jest klimat. Nie akcja pędząca na złamanie karku, nie tanie sensacyjne sztuczki, nie przesadzone zwroty akcji wrzucane co kilka stron tylko po to, żeby czytelnik nie zasnął. Tutaj wszystko budowane jest atmosferą. Tajemnica sączy się powoli. Jak stukot kół pociągu jadącego nocą przez las. I właśnie dzięki temu „Pociąg numer 13” działa tak dobrze.
Czytając tę historię, miałem wrażenie, że sam siedzę obok bohaterów i próbuję połączyć wszystkie rozsypane elementy układanki. Jakub Gaj i Tomasz Zarzecki nie są herosami wyjętymi z kina akcji. To ogromny plus tej książki. Są zwyczajni, dzięki czemu ich reakcje wydają się prawdziwe. Kiedy trafiają w sam środek zagadki, nie zachowują się jak superbohaterowie z niekończącym się zapasem odwagi. Czują niepewność, ciekawość, czasem zagubienie. I właśnie to sprawia, że łatwo wejść w tę historię razem z nimi.
Bardzo spodobało mi się też połączenie lokalnych legend z historią i sensacją. W wielu książkach podobny zabieg wypada sztucznie. Autor wrzuca legendę tylko po to, żeby „ładnie wyglądało”. Tutaj czuć, że te elementy naprawdę żyją w tej opowieści. Mazowieckie miejscowości nie są tylko tłem. One mają swój charakter, własny oddech, własne sekrety. Czytelnik zaczyna wierzyć, że gdzieś pomiędzy torami, starymi peronami i opowieściami mieszkańców rzeczywiście może kryć się coś więcej. I to jest chyba największy komplement, jaki mogę dać tej książce: ona potrafi obudzić wyobraźnię.
Lubię książki, po których człowiek zamyka okładkę i jeszcze przez chwilę siedzi w ciszy. Zastanawia się, co było prawdą, a co tylko legendą. „Pociąg nr 13” właśnie taki efekt wywołuje. To jedna z tych historii, które nie kończą się w momencie przeczytania ostatniej strony. One jeszcze chwilę jadą razem z czytelnikiem.
Warto też docenić język powieści. Renata Wasilewska pisze lekko, naturalnie i bez niepotrzebnego kombinowania. Nie próbuje udowadniać czytelnikowi, jak bardzo potrafi tworzyć „literaturę przez wielkie L”. Dzięki temu książkę czyta się płynnie. Strony uciekają szybko, ale nie dlatego, że historia jest powierzchowna. Po prostu dobrze się w niej przebywa. Ogromnie lubię momenty, w których autor nie podaje wszystkiego na tacy. A tutaj takich chwil jest sporo. Czytelnik sam zaczyna analizować tropy, podejrzewać, łączyć wydarzenia. I właśnie dlatego ta książka potrafi wciągnąć bardziej niż wiele głośnych thrillerów, które opierają się wyłącznie na szokowaniu.
Nie bez znaczenia jest też sama symbolika pociągu. To motyw idealnie pasujący do tej historii. Pociąg zawsze kojarzy się z podróżą, tajemnicą, zmianą kierunku. Tutaj staje się czymś więcej niż środkiem transportu. Jest niemal osobnym bohaterem tej opowieści. Czuć w nim ciężar dawnych wydarzeń, niewypowiedzianych historii i sekretów, które ktoś bardzo długo próbował ukryć. I właśnie za takie książki cenię polskich autorów. Za umiejętność budowania historii osadzonych blisko naszych miejsc, naszych legend i naszej historii. Nie trzeba przenosić akcji do Nowego Jorku czy Londynu, żeby stworzyć klimat tajemnicy. Czasami wystarczy mazowiecka miejscowość, opuszczony peron i dobrze opowiedziana historia.
„Pociąg nr 13” zdobywa moje czytelnicze uznanie nie dlatego, że próbuje być czymś wielkim na siłę. Ta książka po prostu wie, czym chce być. Tajemniczą, klimatyczną opowieścią z pogranicza legendy, historii i sensacji. I dokładnie to dostajemy.
Dziś naprawdę coraz trudniej znaleźć historię, która zostaje z czytelnikiem dłużej niż kilka godzin po zakończeniu lektury. Tutaj zostaje klimat. Zostają obrazy. Zostaje pytanie: „a jeśli naprawdę coś w tym było?”. I właśnie za to ogromny plus. Dlatego bez najmniejszego wahania mogę powiedzieć, że „Pociąg nr 13” znajduje należne miejsce na półce NIK – Najlepszych Interesujących Książek. Bo to jedna z tych historii, które nie próbują krzyczeć do czytelnika. One po prostu podchodzą bliżej i cicho szepczą: „chodź, pokażę ci coś niezwykłego”. A wtedy człowiek przepada.
Jeśli lubicie książki z tajemnicą, klimatem lokalnych legend, nutą historii i historiami, które pachną starymi sekretami ukrytymi między kartami dawnych opowieści – koniecznie zwróćcie uwagę na tę powieść. Czyt-NIK poleca!!! Czyt-NIK patronuje!!!
Książka pt. „Pociąg nr 13” ukazała się nakładem Wydawnictwa Literackiego Białe Pióro

