Nie mogę też nie wspomnieć o tym, że „Gang Precla” idealnie odnajduje swoje miejsce na półce NIK – Najlepszej Interesującej Książki. I nie mówię tego jako pusty komplement. To książka, która zostaje w głowie, która prowokuje do myślenia, ale nie przytłacza. Taka, którą chce się polecić dalej, bo ma w sobie coś „do rozmowy”.
„Gang Precla” Kamila Bugaja to moje pierwsze spotkanie nie tylko z tym autorem, ale też z całym światem, który wygląda tak, jakby ktoś wziął Kraków, jego smak, jego legendy, jego przywiązanie do „kiedyś to było”, dorzucił szczyptę absurdu i zamieszał wszystko w jednym, bardzo gorącym garnku. I powiem to od razu – to spotkanie było jak pierwszy kęs świeżego precla z pieca. Zaskakuje, parzy, ale trudno przestać.
Precel – główny bohater – to postać, która od pierwszych stron budzi we mnie mieszankę rozbawienia i dziwnej sympatii. Kiedyś król krakowskiej gastronomii, dziś relikt, który próbuje udowodnić, że jeszcze ma znaczenie. I właśnie w tej próbie trzymania się przeszłości jest coś bardzo ludzkiego. Bo czy my sami czasem nie robimy tego samego? Nie bronimy swoich dawnych „pewniaków”, nie trzymamy się wersji świata, która już dawno przestała istnieć?
Kamil Bugaj ubiera to wszystko w formę, która balansuje między groteską a satyrą, ale nie jest to satyra pusta. Ona ma smak. I to taki, który zostaje na języku długo po zakończeniu rozdziału. Każda scena, każdy dialog, każde kolejne „przypadkowe” zdarzenie w życiu Precla i jego osobliwych Pączków, ma w sobie coś z teatralnej przesady, ale jednocześnie coś boleśnie znajomego.
To nie jest historia, którą się tylko czyta. To historia, którą się „przeżywa z uniesioną brwią”. Bo kiedy pojawia się Cebula – terapeutyczna, nieco ironiczna, a jednocześnie zaskakująco celna w swoich diagnozach – albo tajemniczy Sernik, który wnosi do fabuły nutę niepokoju i nieprzewidywalności, zaczynam mieć wrażenie, że jestem w świecie, gdzie każdy składnik ma swoje ukryte znaczenie. I nie chodzi tu tylko o kulinarną metaforę.
Najbardziej uderza mnie jednak to, jak bardzo ta historia jest o zmianie, której nikt nie chce zaakceptować. O starciu starego z nowym, tradycji z nowoczesnością, autorytetu z medialnym chaosem. Precel nie walczy tylko o siebie – on walczy o prawo do bycia „kiedyś ważnym”. I to jest w tej książce najbardziej poruszające. Bo jego walka, choć momentami absurdalna i przerysowana, ma w sobie echo prawdziwych emocji.
Czytałem i kilka razy łapałem się na tym, że się uśmiecham, a chwilę później czuję lekki niepokój. Bo „Gang Precla” nie pozwala zostać tylko przy jednej emocji. On miesza je tak, jak jego bohater miesza kolejne intrygi – nie zawsze z sukcesem, ale zawsze z konsekwencją.
To, co szczególnie mnie zachwyciło, to sposób, w jaki ta historia została zapisana. Bugaj ma lekkość, która nie udaje lekkości. On nie próbuje być „mądry na siłę”. On opowiada, a w tej opowieści kryje się coś więcej niż fabuła. Kryje się obserwacja świata, który coraz szybciej zapomina, że kiedyś coś było stabilne, przewidywalne, „na zawsze”.
I właśnie w tym miejscu pojawia się moje osobiste odkrycie – to moje pierwsze spotkanie z tym autorem i z tym światem. I czuję, że to nie jest jednorazowa historia. To jest wejście do miejsca, które ma więcej drzwi, niż się wydaje na początku. Każda postać, nawet ta najbardziej przerysowana, wydaje się mieć swoją historię poza kadrem. Jakby świat „Gangu Precla” istniał dalej, nawet gdy zamykamy książkę.
Jest też coś bardzo sprytnego w tym, jak autor bawi się konwencją. Bo to, co mogłoby być zwykłą opowieścią o upadku pewnej „legendy”, staje się czymś dużo większym – opowieścią o narracjach, które budujemy wokół siebie i o tym, jak trudno je porzucić, gdy rzeczywistość zaczyna pisać własny scenariusz.
Momentami miałem wrażenie, że czytam lekcję historii, ale podaną w sposób, który nie ma nic wspólnego z nudą. Wręcz przeciwnie – tutaj historia jest żywa, przewrotna, czasem śmieszna, czasem gorzka. I właśnie dlatego mogę powiedzieć jedno: lekcje historii w wydaniu Kamila Bugaja to świetna zabawa. Bo zamiast dat i definicji dostajemy emocje, konflikty i bohaterów, którzy nie mieszczą się w żadnych podręcznikowych schematach.
Nie mogę też nie wspomnieć o tym, że „Gang Precla” idealnie odnajduje swoje miejsce na półce NIK – Najlepszej Interesującej Książki. I nie mówię tego jako pusty komplement. To książka, która zostaje w głowie, która prowokuje do myślenia, ale nie przytłacza. Taka, którą chce się polecić dalej, bo ma w sobie coś „do rozmowy”.
Zamykając tę historię, miałem wrażenie, że nie kończę książki, tylko wychodzę z bardzo dziwnego, ale fascynującego miejsca. Takiego, gdzie precel może być królem, cebula terapeutą, a sernik kimś, kto wie więcej, niż mówi. I chyba właśnie w tym tkwi siła tej opowieści – w odwadze, żeby zrobić z absurdu lustro. Lustro, w którym czasem widzimy więcej, niż byśmy chcieli.
„Gang Precla” zostaje ze mną jako doświadczenie, nie tylko lektura. I jestem pewien, że to dopiero początek znajomości z tym światem.
Książka pt. „Gang Precla” dostępna jest tutaj

