Nie ukrywam, że bardzo lubię moment, kiedy kolejna książka autora, którego twórczość miałem już okazję poznać, trafia w moje ręce. Z jednej strony wiem mniej więcej, czego mogę się spodziewać. Z drugiej – zawsze pozostaje pytanie, czym tym razem autor mnie zaskoczy. Rafał Glina w swojej książce „Inkluzja” udowodnił mi, że dobrze znane nazwisko wciąż może otworzyć drzwi do zupełnie nowej literackiej historii.
To moje kolejne spotkanie z twórczością autora i bez wątpienia jedno z tych, które pozostanie w mojej czytelniczej pamięci już na zawsze. „Inkluzja” to książka, która od pierwszych stron buduje atmosferę niepokoju. Niby wszystko jest jasne. Mamy kobietę uwikłaną w przemocowy związek. Alicja Rudeska przez lata żyje pod kuratelą męża, milczy, znosi kolejne upokorzenia i funkcjonuje w świecie, w którym strach stał się codziennością. W pewnym momencie jednak coś w niej pęka. Pojawia się decyzja, by wyrwać się z tego życia.
I właśnie wtedy na jej drodze pojawia się ratownik medyczny. Człowiek, który dostrzega jej niemy krzyk i oferuje pomoc. Brzmi jak początek historii, w której ofiara znajduje wybawiciela. Rafał Glina bardzo szybko pokazuje jednak, że w tej opowieści nic nie jest tak oczywiste, jak mogłoby się wydawać. Tutaj zaczyna się prawdziwa czytelnicza gra.
Autor z dużą kreatywnością konstruuje historię, w której pozory mają ogromne znaczenie. Czy Alicja rzeczywiście jest bezbronną kobietą, która po prostu szuka ratunku? Czy mężczyzna, który pojawia się w jej życiu, rzeczywiście chce jej pomóc? A może każde z nich prowadzi własną grę i realizuje plan, o którym druga strona nie ma pojęcia? Te pytania sprawiają, że podczas lektury coraz trudniej zaufać bohaterom. A przecież właśnie zaufanie jest tutaj jednym z najważniejszych elementów całej układanki.
Rafał Glina bardzo sprawnie wykorzystuje niepewność czytelnika. Podsuwa kolejne informacje, pozwala nam tworzyć własne teorie, a następnie sprawia, że zaczynamy zastanawiać się, czy przypadkiem nie poszliśmy w zupełnie złym kierunku. To ogromna zaleta tej historii, ponieważ „Inkluzja” nie jest książką, którą można czytać bez emocji. Tutaj każda kolejna strona może zmienić sposób patrzenia na bohaterów. A im więcej wiemy, tym więcej pojawia się pytań. Jednym z najbardziej intrygujących elementów historii jest opuszczony dom znajdujący się na obrzeżach jednego ze szczecińskich osiedli. Miejsce z pozoru stojące gdzieś na uboczu, a jednak bardzo szybko okazuje się przestrzenią, która zaczyna odgrywać coraz większą rolę w całej opowieści. I bardzo lubię takie rozwiązania.
Autor nie traktuje miejsca wydarzeń jedynie jako dekoracji. Opuszczony dom staje się częścią historii, buduje atmosferę, wzmacnia poczucie niepokoju i sprawia, że czytelnik zaczyna zastanawiać się, jakie tajemnice mogą kryć się za jego ścianami. A przecież tajemnic w „Inkluzji” zdecydowanie nie brakuje.
Największą siłą tej książki jest dla mnie sposób, w jaki Rafał Glina prowadzi czytelnika przez kolejne etapy opowieści. Nie dostajemy wszystkiego od razu. Historia rozwija się stopniowo, a informacje są dawkowane w taki sposób, by utrzymywać zainteresowanie. Dzięki temu lektura staje się czymś więcej niż zwykłym poznawaniem fabuły. Staje się próbą rozwiązania zagadki. Czytelnik zaczyna obserwować bohaterów, analizować ich zachowania, zastanawiać się nad ich motywacjami i szukać odpowiedzi między wierszami. To właśnie ten rodzaj lektury lubię najbardziej – kiedy książka nie tylko opowiada mi historię, ale również angażuje mnie w jej odkrywanie.
Rafał Glina wykazał się dużą kreatywnością w konstruowaniu tej opowieści. Potrafił połączyć kilka pozornie odległych elementów i stworzyć z nich historię, która z każdą przekładaną stroną coraz mocniej rozgrzewa emocje. „Inkluzja” jest dla mnie zaproszeniem do prawdziwej czytelniczej uczty. A ja przy takim zaproszeniu zdecydowanie nie zamierzam odmawiać. Warto również zwrócić uwagę na bohaterów. Nie są oni jedynie figurami przesuwanymi po fabularnej planszy. Każda postać ma swoje emocje, swoje sekrety i własne motywacje. Dzięki temu trudno jednoznacznie ocenić, kto jest tutaj ofiarą, kto manipulatorem, kto szuka ratunku, a kto może być zagrożeniem. I właśnie dlatego „Inkluzja” potrafi nieźle namieszać w głowie. Czytelnik bardzo szybko przekonuje się, że pierwsze wrażenie może być wyjątkowo zdradliwe. To, co wydaje się oczywiste, po chwili przestaje takie być. A kiedy wydaje nam się, że już rozumiemy sytuację, autor potrafi przesunąć kolejną figurę i zmusić nas do ponownego spojrzenia na całą historię.
Podoba mi się również styl Rafała Gliny. Jest konkretny, sprawny i podporządkowany opowieści. Autor nie zasypuje czytelnika niepotrzebnymi ozdobnikami. Zamiast tego skupia się na tym, co najważniejsze – bohaterach, emocjach, tajemnicy i konsekwentnym prowadzeniu fabuły. Narracja bardzo dobrze współgra z charakterem historii. Dzięki niej „Inkluzję” czyta się z poczuciem, że za kolejnym zakrętem może czekać coś, czego zupełnie się nie spodziewamy. A przecież właśnie po to sięgamy po dobre thrillery – żeby dać się wciągnąć w historię, która choć na chwilę oderwie nas od rzeczywistości. Rafał Glina zrobił to po raz kolejny.
To moje kolejne spotkanie z twórczością autora i muszę przyznać, że po raz kolejny doceniam jego kreatywność pisarską. „Inkluzja” pokazuje, że można sięgnąć po znane czytelnikowi motywy, a następnie odpowiednio je przekształcić, nadać im własny charakter i stworzyć historię, która potrafi zainteresować, zaniepokoić i przede wszystkim – wciągnąć. Dlatego nie mam żadnych wątpliwości, że „Inkluzja” Rafała Gliny trafia na moją półkę NIK – Najlepszych Interesujących Książek. To właśnie tam lądują książki, które zostawiają po sobie coś więcej niż tylko zakończoną lekturę. Ta zostawia emocje. Zostawia pytania. Zostawia bohaterów, których zachowania można jeszcze długo analizować. I zostawia przede wszystkim satysfakcję z dobrze spędzonego czasu z książką.
Doceniam kreatywność autora, jego sposób konstruowania historii, styl oraz narrację. Doceniam również sposób budowania napięcia i prowadzenia czytelnika przez kolejne etapy tej literackiej układanki. „Inkluzja” Rafała Gliny to książka, która pokazuje, że za pozornie prostą historią może kryć się znacznie więcej. A kiedy już zaczniecie odkrywać kolejne warstwy tej opowieści, trudno będzie odłożyć ją na bok. Ja swoją czytelniczą podróż z „Inkluzją” zapamiętam na długo.
Książka pt. „Inkluzja” ukazała się nakładem Wydawnictwa Zwierciadło

