„Idę po Ciebie” nie jest jednak zwykłym kryminałem z policyjną obławą w tle. To opowieść wielowarstwowa, skonstruowana z ogromnym wyczuciem. Z jednej strony mamy akcję – dynamiczną, napiętą, momentami wręcz filmową. Z drugiej strony jest mrok miasta, ludzie zepchnięci na margines, dawne rachunki krzywd i świat, do którego lepiej nie zaglądać po zmroku. Szczecin w tej książce nie jest jedynie tłem. On żyje, oddycha, skrywa sekrety i potrafi przestraszyć bardziej niż niejeden czarny charakter.
Niektóre nazwiska na okładce działają jak najlepsza rekomendacja. Wystarczy je zobaczyć, by wiedzieć, że czeka nas historia, która nie pozwoli spokojnie odejść od lektury. Wojciech Wójcik właśnie tak działa na mnie jako czytelnika. „Idę po Ciebie” to moje kolejne spotkanie z twórczością autora, który zdobył me czytelnicze serce i po raz kolejny zaimponował kreatywnością pisarską. To pisarz, który nie podąża utartymi ścieżkami, lecz tworzy opowieści z własnym charakterem, rytmem i pazurem. I właśnie dlatego każda kolejna książka jest dla mnie wydarzeniem.
Już sam punkt wyjścia tej historii pokazuje, że Wójcik potrafi uruchomić wyobraźnię czytelnika od pierwszych stron. Na komendzie policji pojawia się bezdomny alkoholik, człowiek znany z donosów bez pokrycia, opowieści wyssanych z palca i zgłoszeń, których nikt nie traktuje poważnie. Tym razem twierdzi jednak, że ktoś wydał wyrok śmierci na groźnego gangstera. Brzmi jak pijacki bełkot? Owszem. Problem w tym, że chwilę później wszystko zaczyna się sprawdzać. A wtedy robi się naprawdę gorąco.
To właśnie uwielbiam u Wojciecha Wójcika – bierze coś, co wydaje się niepozorne, wręcz groteskowe, i buduje z tego historię, od której nie sposób się oderwać. Zwykłe zgłoszenie zmienia się w lawinę wydarzeń, paniczny pościg, sieć tajemnic i coraz bardziej niepokojące pytania. Autor doskonale wie, jak sprawić, by czytelnik przez całą książkę zastanawiał się, co jest prawdą, kto kim manipuluje i dokąd to wszystko prowadzi.
„Idę po Ciebie” nie jest jednak zwykłym kryminałem z policyjną obławą w tle. To opowieść wielowarstwowa, skonstruowana z ogromnym wyczuciem. Z jednej strony mamy akcję – dynamiczną, napiętą, momentami wręcz filmową. Z drugiej strony jest mrok miasta, ludzie zepchnięci na margines, dawne rachunki krzywd i świat, do którego lepiej nie zaglądać po zmroku. Szczecin w tej książce nie jest jedynie tłem. On żyje, oddycha, skrywa sekrety i potrafi przestraszyć bardziej niż niejeden czarny charakter.
Wojciech Wójcik ma niezwykły talent do tworzenia atmosfery zagrożenia. Czytelnik czuje, że coś złego czai się za rogiem, że bohaterowie poruszają się po cienkim lodzie, a jeden błąd może kosztować życie. To napięcie nie wynika tylko z pościgu za przestępcą. Ono siedzi w dialogach, spojrzeniach, niedopowiedzeniach i świadomości, że tutaj nikt nie mówi całej prawdy.
Bardzo dobrze wypadają także bohaterowie. Nie są papierowi, przewidywalni ani jednowymiarowi. Iga Kostrzewa to postać, której kibicuje się od początku. Młoda stażystka wrzucona w sam środek piekła musi szybko nauczyć się, że rzeczywistość nie przypomina policyjnych seriali. Ma w sobie determinację, charakter i ten rodzaj wewnętrznej siły, który sprawia, że chce się śledzić jej drogę. To bohaterka z potencjałem, a nie przypadkowy pionek przesuwany po planszy. Z kolei Choina to przeciwnik, który budzi niepokój. Nie dlatego, że jest krwawym potworem z taniego thrillera, lecz dlatego, że wydaje się nieprzewidywalny. Tacy bohaterowie są najgroźniejsi – kiedy nie wiadomo, co zrobią za chwilę. Wójcik doskonale rozumie, że prawdziwy strach rodzi się z niepewności.
Największą siłą tej powieści jest jednak kreatywność autora w stworzeniu historii, której odkrywanie staje się literacką podróżą pozostającą w czytelniczej psychice na długo po odłożeniu książki. To nie jest opowieść, którą się czyta i zapomina po tygodniu. Tutaj pewne sceny zostają pod powiekami, pewne pytania wracają, a atmosfera towarzyszy jeszcze długo po finale.
Wojciech Wójcik zachwycił mnie kunsztem tworzenia niepowtarzalnych historii. W czasach, gdy wiele kryminałów opiera się na podobnych schematach, on potrafi napisać coś świeżego, intensywnego i własnego. Czuć, że ma pomysł nie tylko na fabułę, ale też na sposób jej prowadzenia. Styl, narracja oraz sposób budowania historii zasługują na uznanie. Wszystko jest tu przemyślane – tempo, zwroty akcji, stopniowanie napięcia, momenty ciszy przed burzą.
Nie ma tu zbędnego lania wody, sztucznego przeciągania ani rozdziałów zapychaczy. Każda scena czemuś służy. Każdy trop ma znaczenie. Każda rozmowa może okazać się ważniejsza, niż początkowo sądzimy. Tak właśnie pisze autor, który szanuje czytelnika i wie, jak prowadzić go przez historię.
Finał? Bez spoilerów powiem tylko tyle – satysfakcjonujący, mocny i taki, po którym człowiek siedzi chwilę w ciszy. A to zawsze znak, że książka zrobiła robotę. Dla mnie to powieść godna uwagi, dlatego mogę śmiało dodać, że książka zasługuje na miano NIK – Najlepszej Interesującej Książki, dodając wartości każdej czyt-NIKowej biblioteczce. To tytuł, który nie będzie jedynie ozdobą półki, ale pozycją, o której będzie się mówić i którą będzie się polecać dalej.
Jeśli cenisz thrillery z klimatem, kryminały z charakterem i historie, które potrafią poruszyć wyobraźnię, „Idę po Ciebie” jest właśnie dla Ciebie. Wojciech Wójcik po raz kolejny udowodnił, że potrafi pisać tak, by czytelnik nie tylko przewracał strony, ale naprawdę przeżywał to, co dzieje się w książce.
A ja już wiem jedno – jeśli autor znów zaprosi mnie do swojego literackiego świata, wejdę bez wahania. Choć po takich historiach człowiek długo ogląda się za siebie, jak spoglądam w przyszłość, wyczekując kolejnych dzieł Wojciecha Wójcika.
Książka pt. "Idę po Ciebie" ukazała się nakładem Wydawnictwa Zysk i S-ka

