„Viktoria. Miłość zza żelaznej kurtyny” to niestety ostatnie spotkanie z rodziną z wileńskich Kresów. Lecz historia tego rodu pozostanie w mym sercu i pamięci już na zawsze. Ważne, aby takie historie jak ta, spisywane były na papier. Co też Pani Wioletta Sawicka uczyniła. Za co z całego serca dziękuję.
Po przeczytaniu piątego tomu sagi autorstwa Wioletty Sawickiej poczułem nostalgię za rodziną z wileńskich Kresów. Niestety „Viktoria. Miłość zza żelaznej kurtyny” to ostatnia część cyklu „Wiek miłości, wiek nienawiści”. To piękne, wzruszające historie, które warto poznać. Co ważne Pani Wioletta w tych powieściach ukazuje historię swojej rodziny.
Nie ukrywam, że cała seria jest dla mnie jedną z najważniejszych, które przeczytałem. Powieści „Oleńka. Panienka z białego dworu”, „Franka. W obcym domu”, „Maria. Dziewczyna z kwiatem we włosach”, „Anna. Gorzki smak miodu” i ta najnowsza „Viktoria. Miłość zza żelaznej kurtyny” zawierają historie, których się nie zapomina. Opisują wydarzenia, które pamięta się już zawsze. Ja będę pamiętał, i zawsze miło wspominał historie, które Wioletta Sawicka tak pięknie opisała. Bez wątpienia historie te pozostaną w każdym, kto sięgnie po te książki.
W pierwszej części piątego tomu sagi autorka zaprasza nas do roku 1952. Anna, matka Viktorii po utracie ukochanego powoli dochodzi do równowagi. Teraz pragnie odzyskać braci, którzy znajdują się w enerdowskim sierocińcu. Chcąc poukładać swoje życie wyjeżdża do Berlina. Czy zdoła odnaleźć harmonię życia? Jaką drogę będzie musiała przejść, aby odciąć się od tragicznej przeszłości? Warto poznać tę historię. Historię, która porusza. Ale i nie tylko, gdyż niesie ona ze sobą pewien pierwiastek prawdziwej historii ludzkich losów i dylematów. W drugiej części poznajemy losy Viktorii, córki Anny. W tym celu zerkamy w następne pokolenie. Osiemnaście lat później przenosimy się do Lorelei, w Dolinie Środkowego Renu. To tutaj w rodzinnej winnicy mieszka Viktoria z rodzicami i bratem. Po ukończeniu studiów ekonomicznych pragnie poświęcić się karierze dziennikarskiej. Propozycja stażu w Warszawie jest ogromną szansą na spełnienie jej marzeń. Lecz nie tylko wątek pasji Viktorii poruszył moje emocje. Pojawienie się w Lorelei studentów z Warszawy sprawia, że książkę tę czyta się z jeszcze większym zainteresowanie. Zwłaszcza, że jeden z nich zainteresuje się Viktorią.
„Viktoria. Miłość zza żelaznej kurtyny” to niestety ostatnie spotkanie z rodziną z wileńskich Kresów. Lecz historia tego rodu pozostanie w mym sercu i pamięci już na zawsze. Ważne, aby takie historie jak ta, spisywane były na papier. Co też Pani Wioletta Sawicka uczyniła. Za co z całego serca dziękuję. Na koniec dodam, że z zaszczytem i przyjemnością, przy powieści „Viktoria. Miłość zza żelaznej kurtyny” mogę napisać: Czyt-NIK poleca! Czyt-NIK patronuje!
Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Prószyński i S-ka
