„Uwikłana” zdobywa moje czytelnicze uznanie i zdecydowanie zasługuje na miano NIK – Najlepszych Interesujących Książek. To nie jest tylko kolejny kryminał do odhaczenia. To historia, która zostaje w głowie na dłużej, bo nie kończy się wraz z ostatnią stroną. Ona dalej pracuje w tle, każe wracać do pewnych scen, analizować decyzje bohaterów i zastanawiać się, gdzie właściwie leżała prawda.
Katarzyna Wolwowicz kolejny raz udowadnia, że w kryminale czuje się jak ryba w wodzie, która nie tylko zna nurt, ale jeszcze potrafi go świadomie zakręcić tak, żeby czytelnik stracił orientację „Uwikłana”, czwarta część serii z komisarzem Tymonem Hanterem, to nie jest zwykła kontynuacja. To emocjonalny rollercoaster zamknięty w eleganckiej formie powieści, która od pierwszych stron delikatnie wciąga, a potem już bez pytania o zgodę przyspiesza tak, że trudno złapać oddech.
Tymon i Joanna ruszają na wymarzony urlop. Statek wycieczkowy, egzotyczne porty, romantyczna atmosfera i wreszcie czas tylko dla nich. Brzmi jak reset życia, jak nagroda po trudach wcześniejszych spraw. Wolwowicz jednak bardzo szybko przypomina, że w jej świecie spokój jest tylko chwilowym złudzeniem. Obok tej sielanki pojawia się druga para – Lygia i Adam, którzy także próbują złapać oddech od życia pełnego problemów. I właśnie tutaj zaczyna się gra, w której nic nie jest takie, jakim się wydaje.
To, co najbardziej uderza w tej powieści, to kontrast między wakacyjną scenerią a narastającym niepokojem. Ciepłe krajobrazy Stambułu, luksus statku, egzotyczne przystanki – wszystko to działa jak piękne tło dla historii, która z każdą stroną robi się coraz bardziej duszna. Bo im bardziej bohaterowie próbują odpocząć, tym mocniej rzeczywistość pokazuje im, że od przeszłości nie da się uciec nawet na środku morza. Lygia zaczyna chorować. Najpierw niewinnie, potem coraz poważniej, aż w końcu trafia do szpitala, a lekarze podejrzewają otrucie.
I tu Wolwowicz robi to, co potrafi najlepiej – nie daje prostych odpowiedzi. Zamiast klasycznego „kto zabił”, dostajemy „dlaczego to w ogóle się wydarzyło i kto skrywa prawdę tak głęboko, że nawet sam może jej nie widzieć”. Joanna, która nie potrafi przejść obok tej sprawy obojętnie, zaczyna działać instynktownie. Razem z Tymonem wchodzą w śledztwo, które oficjalnie nie istnieje, ale emocjonalnie staje się dla nich ważniejsze niż wakacje, na które tak bardzo czekali. I tutaj relacja tej pary znów pokazuje swoją siłę – nie jest cukierkowa, nie jest wygładzona, ale żywa. Pełna napięć, niedopowiedzeń i tej specyficznej chemii, która sprawia, że chce się ich obserwować nawet wtedy, gdy podejmują złe decyzje.
Katarzyna Wolwowicz bardzo sprytnie dawkuje informacje, zmuszając czytelnika do ciągłego zmieniania zdania. Raz współczujemy, za chwilę podejrzewamy, potem znów próbujemy usprawiedliwiać. I tak w kółko.
To, co szczególnie działa w „Uwikłanej”, to atmosfera niepewności. Tu nic nie jest pewne, nawet to, co wydaje się oczywiste. Autorka bawi się perspektywą, emocjami i zaufaniem czytelnika. Każdy gest, każde zdanie dialogu może mieć drugie dno. A im dalej w fabułę, tym bardziej człowiek zaczyna łapać się na tym, że sam analizuje wszystko jak detektyw – podejrzewa, łączy fakty, zmienia tropy.
Nie sposób nie wspomnieć o Tymonie Hanterze, który w tej części pokazuje nie tylko swoje zawodowe oblicze, ale też bardziej ludzką stronę. To nie jest komisarz z żelaza. To człowiek, który potrafi wahać się, analizować emocje i dawać się wciągać w sprawy, które formalnie nie są jego. I właśnie ta jego „nieidealność” sprawia, że staje się wiarygodny.
Katarzyna Wolwowicz ponownie sprawiła, że moje czytelnicze emocje sięgnęły zenitu. To nie jest pusty slogan – ta książka naprawdę gra na emocjach, czasem subtelnie, a czasem bez litości. Raz daje chwilę wytchnienia, by za moment zrzucić na czytelnika kolejną bombę informacyjną.
Styl autorki jest dynamiczny, ale nie chaotyczny. Dialogi brzmią naturalnie, a opisy nie przytłaczają, tylko budują klimat. To jest ten rodzaj pisania, który nie próbuje być „literacko idealny”, tylko skuteczny – i właśnie dlatego działa.
„Uwikłana” zdobywa moje czytelnicze uznanie i zdecydowanie zasługuje na miano NIK – Najlepszych Interesujących Książek. To nie jest tylko kolejny kryminał do odhaczenia. To historia, która zostaje w głowie na dłużej, bo nie kończy się wraz z ostatnią stroną. Ona dalej pracuje w tle, każe wracać do pewnych scen, analizować decyzje bohaterów i zastanawiać się, gdzie właściwie leżała prawda.
Katarzyna Wolwowicz kolejny raz zdobyła moje czytelnicze serce, które złaknione jest kolejnych dzieł pisarki. Jej powieści to mistrzowski popis kryminalnego rzemiosła – i „Uwikłana” tylko to potwierdza. To książka, która nie prosi o uwagę. Ona ją po prostu bierze.
Książka pt. "Uwikłana" ukazała się nakładem Wydawnictwa Zwierciadło

