Najważniejsze jednak jest to, że ten komiks po prostu daje frajdę. Czyta się go z uśmiechem, czasem z napięciem, a momentami z tym przyjemnym poczuciem, że naprawdę podróżuje się razem z bohaterami. To kawał dobrej komiksowej rozrywki z sercem i pomysłem. Dlatego bez wahania przyznaję: „Doktor Who. Z niewielką pomocą przyjaciół” zasługuje na miano NIK – Najlepszej Interesującej Książki.
Są bohaterowie, których nie trzeba przedstawiać. Wystarczy charakterystyczna niebieska budka, kilka dźwięków i już wiadomo, że zaraz ruszymy w podróż, gdzie czas i przestrzeń nie znaczą zbyt wiele. „Doktor Who. Z niewielką pomocą przyjaciół” to właśnie taki komiks – od pierwszych stron otwiera drzwi TARDIS i zaprasza do świata pełnego przygód, niespodzianek oraz tej wyjątkowej energii, która od lat przyciąga fanów Władcy Czasu.
Album zawiera trzy historie i każda z nich ma swój własny rytm. Raz jest bardziej baśniowo i z przymrużeniem oka, innym razem pojawia się napięcie i prawdziwe poczucie zagrożenia. Wszystko jednak spina postać Doktora – charyzmatycznego, błyskotliwego i wiecznie gotowego zrobić krok tam, gdzie inni rozsądnie by się wycofali. To właśnie w nim od lat tkwi siła tej opowieści: potrafi być zabawny, wzruszający i absolutnie nieprzewidywalny.
Bardzo dobrze wypadają tu relacje z towarzyszami. Tytułowe „z niewielką pomocą przyjaciół” nie jest pustym sloganem. Doktor niby zwykle wpada na najgenialniejsze pomysły, ale to właśnie ludzie obok niego nadają tej historii emocjonalną temperaturę. Dzięki nim stawka staje się bardziej osobista, a kolejne wydarzenia mają ciężar, który naprawdę czuć. To nie tylko walka ze złem i ratowanie wszechświata. To także opowieść o zaufaniu, odwadze i o tym, że czasem nawet największy geniusz potrzebuje wsparcia.
Scenariusze Dana Slotta i Jody Houser czyta się świetnie. Czuć szacunek do uniwersum, ale jednocześnie historie nie zamieniają się w ukłon wyłącznie dla wtajemniczonych. Można znać serial od podszewki i wychwytywać smaczki, ale można też wejść do tego świata po raz pierwszy i zwyczajnie dobrze się bawić. To duża sztuka – pisać dla fanów i jednocześnie nie zamykać drzwi przed nowymi czytelnikami.
Warstwa graficzna również robi bardzo dobrą robotę. Każdy z artystów wnosi coś swojego, ale całość pozostaje spójna i dynamiczna. Kadry mają energię, postacie są wyraziste, a kosmiczne i czasowe szaleństwo wygląda dokładnie tak, jak powinno – barwnie, ciekawie i z rozmachem. Jest na czym zawiesić oko.
Najważniejsze jednak jest to, że ten komiks po prostu daje frajdę. Czyta się go z uśmiechem, czasem z napięciem, a momentami z tym przyjemnym poczuciem, że naprawdę podróżuje się razem z bohaterami. To kawał dobrej komiksowej rozrywki z sercem i pomysłem.
Dlatego bez wahania przyznaję: „Doktor Who. Z niewielką pomocą przyjaciół” zasługuje na miano NIK – Najlepszej Interesującej Książki. To album, który z przyjemnością dołącza do czyt-NIKowej biblioteczki i przypomina, że najlepsze przygody często zaczynają się od otwarcia jednych niepozornych, niebieskich drzwi.
Komiks pt. „Doktor Who. Z niewielką pomocą przyjaciół” dostępny jest tutaj

