Czy do nawiązania wyjątkowej przyjaźni potrzeba długich rozmów, wspólnych zainteresowań i wielu spędzonych razem dni? A może wystarczy otworzyć drzwi, spojrzeć na kogoś, kto potrzebuje pomocy, i zrobić pierwszy krok w nieznane? Oliver Jeffers w książce „Chłopiec i pingwin” udowadnia, że czasem najpiękniejsze opowieści o bliskości można zamknąć w niewielkiej liczbie słów, kilku niezwykłych ilustracjach i przygodzie, która prowadzi aż na sam koniec świata. Przeczytałem tę historię i wiem jedno: jej prostota skrywa prawdziwą czytelniczą perełkę!
Wszystko zaczyna się od chłopca, którego życie nabiera zupełnie nowego kierunku w chwili, gdy pewnego dnia do jego drzwi puka… pingwin. Tak, dobrze czytacie! Nie sąsiad, nie listonosz, nie kolega z podwórka, ale smutny przedstawiciel ptasiego świata, który najwyraźniej ma jakiś problem. Skąd się wziął? Dlaczego jest sam? I co sprawiło, że właśnie do tego chłopca postanowił zapukać? Pytań pojawia się sporo, ale najważniejsze jest to, że nasz bohater nie pozostaje obojętny na niespodziewanego gościa.
Chłopiec chce pomóc nowemu znajomemu. Dochodzi do wniosku, że pingwin musiał się zgubić, dlatego trzeba znaleźć sposób, by odprowadzić go do domu. A skoro mowa o pingwinie, kierunek wydaje się oczywisty – biegun południowy! Rozpoczyna się więc wyprawa, która wymaga przygotowań, odwagi i gotowości na spotkanie z nieznanym. Przed bohaterami ogromna przestrzeń, zimno i długa droga. Jednak kiedy ma się przed sobą konkretny cel, nawet najbardziej wymagająca podróż wydaje się możliwa.
I właśnie tutaj Oliver Jeffers pokazuje, jak wiele można opowiedzieć za pomocą pozornie nieskomplikowanej historii. Na pierwszym planie znajduje się przecież wyprawa, ale pod jej powierzchnią kryje się coś znacznie ważniejszego. To opowieść o samotności, potrzebie bliskości, trosce o drugą istotę i odkrywaniu, że czasami ktoś, komu chcemy pomóc, może okazać się kimś niezwykle ważnym również dla nas.
Bo przyjaźń nie zawsze zaczyna się od wielkich słów. Czasem wystarczy zauważyć, że ktoś jest smutny, i postanowić, że nie zostawimy go samego.
Bardzo podoba mi się punkt wyjścia tej opowieści. Pingwin nie przychodzi z gotową instrukcją obsługi własnych uczuć. Nie przedstawia szczegółowego planu działania ani nie wyjaśnia wszystkiego w kilku zdaniach. Jest po prostu smutny i potrzebuje pomocy. Chłopiec próbuje zrozumieć jego sytuację, a następnie działa. Nie odwraca wzroku, nie udaje, że problem go nie dotyczy. Właśnie taka postawa sprawia, że historia nabiera wyjątkowego znaczenia.
W świecie, w którym tak łatwo skupić się na własnych sprawach, ta niewielka książka przypomina o wartości empatii. Nie trzeba być dorosłym, dysponować wielkimi możliwościami ani znać odpowiedzi na wszystkie pytania, żeby zrobić coś dobrego. Czasem wystarczy odrobina wyobraźni, otwarte serce i gotowość, by poświęcić komuś swój czas. Chłopiec podejmuje wyzwanie, choć przecież mógłby uznać, że pingwin to nie jego sprawa. Zamiast tego wyrusza w podróż, która może odmienić życie ich obu.
Nie bez znaczenia jest również sam motyw wyprawy. Biegun południowy brzmi jak miejsce odległe, tajemnicze i nieprzyjazne. To przestrzeń, do której nie dociera się przypadkiem podczas popołudniowego spaceru. Trzeba pokonać drogę, zmierzyć się z trudnościami i konsekwentnie dążyć do celu. W tej przygodzie można dostrzec piękną metaforę budowania relacji. Przyjaźń także wymaga zaangażowania, cierpliwości i gotowości, by czasami wyjść poza własną strefę komfortu.
Oliver Jeffers nie potrzebuje jednak długich wywodów, żeby przekazać czytelnikom te myśli. Siłą „Chłopca i pingwina” jest właśnie oszczędność. Autor pozwala przemawiać bohaterom, ich działaniom i obrazom. Dzięki temu historia nie zamienia się w pouczającą pogadankę, w której ktoś bezustannie tłumaczy dzieciom, jak powinny postępować. Zamiast tego otrzymujemy opowieść, którą można przeżyć, a później samodzielnie odkrywać jej kolejne znaczenia.
Na szczególną uwagę zasługuje warstwa ilustracyjna. Oliver Jeffers jest nie tylko autorem tekstu, lecz także ilustratorem książki, co pozwala mu stworzyć spójną całość, w której słowa i obrazy wzajemnie się uzupełniają. Ilustracje nie pełnią wyłącznie funkcji ozdobnej. Są ważnym elementem opowieści, pomagają budować jej nastrój i sprawiają, że młody czytelnik może podążać za bohaterami również wtedy, gdy tekst pozostawia sporo przestrzeni dla wyobraźni.
To ogromna zaleta książek obrazkowych. Dziecko nie musi znać wszystkich słów ani umieć samodzielnie przeczytać każdej strony, by uczestniczyć w przygodzie. Może przyglądać się postaciom, odczytywać ich emocje, zauważać szczegóły i tworzyć własne interpretacje. Dorosły czytelnik również znajdzie tu powody do zatrzymania się na chwilę. Czasami jeden obraz potrafi powiedzieć więcej niż długi akapit.
Warto podkreślić, że „Chłopiec i pingwin” może stać się świetnym początkiem rozmowy z dzieckiem. O uczuciach, które trudno nazwać. O samotności, która nie zawsze jest widoczna na pierwszy rzut oka. O pomaganiu innym, ale też o tym, że nasze wyobrażenia na temat cudzych potrzeb nie zawsze muszą być trafne. Można wspólnie zastanowić się, czego potrzebował pingwin, czy chłopiec dobrze odczytał jego sytuację i co właściwie oznacza dla nas znalezienie własnego miejsca na świecie.
Takie rozmowy mają ogromną wartość, ponieważ nie wymagają gotowych odpowiedzi. Wystarczy ciekawość i przestrzeń, w której dziecko może powiedzieć, co myśli i czuje. A jeśli przy okazji pojawi się pytanie, czy pingwiny rzeczywiście mieszkają na biegunie południowym, książka może stać się również początkiem małej wyprawy w świat przyrody. Literatura dziecięca potrafi przecież otwierać drzwi do kolejnych przygód, nawet tych odbywanych bez wychodzenia z domu.
Nie dziwi mnie, że książka opublikowana w Wielkiej Brytanii w 2005 roku pod tytułem „Lost and Found” zdobyła międzynarodowe uznanie. Przetłumaczono ją na 28 języków, a jej popularność zaowocowała również ekranizacją uhonorowaną nagrodą Brytyjskiej Akademii Filmowej. To imponujący wynik jak na historię, której podstawą jest tak prosty pomysł. Jednocześnie pokazuje, że opowieści o emocjach, relacjach i potrzebie bliskości potrafią przekraczać granice języków oraz kultur.
Największą siłą tej książki pozostaje jednak jej przesłanie. Wyprawa na biegun południowy jest ważna, ale prawdziwy skarb może znajdować się zupełnie gdzie indziej, niż początkowo zakładali bohaterowie. Czasami wyruszamy z przekonaniem, że wiemy, czego potrzebuje druga osoba, a po drodze odkrywamy, że sami również mamy coś do zrozumienia. Pomagając komuś odnaleźć drogę do domu, możemy bowiem odkryć wartość obecności, bliskości i wspólnie przeżywanych chwil.
Czy polecam „Chłopca i pingwina”? Zdecydowanie tak! To książka, która może zachwycić najmłodszych czytelników, ale również dorosłych, którzy lubią historie pozostawiające po sobie coś więcej niż tylko wspomnienie sympatycznych bohaterów. Nie przytłacza nadmiarem tekstu, nie komplikuje prostych spraw i nie próbuje na siłę pouczać. Zamiast tego zaprasza do wspólnej podróży, podczas której warto uważnie przyglądać się nie tylko temu, dokąd zmierzamy, ale także temu, kto idzie obok nas.
Dla mnie to piękna przypominajka, że dobro często zaczyna się od drobnego gestu, a przyjaźń potrafi pojawić się w najmniej oczekiwanym momencie. Czasami wystarczy otworzyć drzwi, by do naszego życia wkroczył ktoś, kto zostanie w nim na długo. A jeśli tym kimś jest smutny pingwin, tym bardziej warto dać mu szansę!
„Chłopiec i pingwin” zdobył me czytelnicze serce! To niewielka książka o wielkiej przygodzie, która pokazuje, że najcenniejszych skarbów nie zawsze trzeba szukać na krańcu świata. Czasami odnajdujemy je w drugim człowieku.
Czyt-NIK poleca!!! Bo dobra literatura dziecięca nie musi być skomplikowana, żeby poruszać ważne tematy. Wystarczy opowiedzieć historię, która zostaje z czytelnikiem jeszcze długo po zamknięciu książki. A ta opowieść zdecydowanie ma w sobie coś wyjątkowego!
Książka pt. „Chłopiec i pingwin” ukazała się nakładem Wydawnictwa Tekturka

