Czy-NIK: W „Niespłaconym długu” przeszłość nie jest tylko tłem, ale siłą napędową całej historii. Skąd pomysł, by właśnie nierozliczone dawne relacje stały się osią tak brutalnie aktualnych wydarzeń?
Żaneta Górecka: Uważam, że przeszłość ma ogromny wpływ na teraźniejszość. W „Nieudanym doręczeniu” również odgrywała ona kluczową rolę, bo właśnie tak wygląda życie. Nasze doświadczenia, relacje i decyzje z przeszłości kształtują to, kim jesteśmy i jakie wybory podejmujemy. Historia przedstawiona w powieści mogłaby wydarzyć się naprawdę. Myślę, że wokół nas jest wiele podobnych sytuacji, w których nierozliczone sprawy, dawne urazy czy „dług” z przeszłości wracają po latach i wpływają na teraźniejszość. Chciałam pokazać, że od przeszłości nie zawsze da się uciec, a jej konsekwencje potrafią być przerażające.
Czyt-NIK: W powieści „Niespłacony dług” widać dużą precyzję w budowaniu napięcia i prowadzeniu czytelnika przez kolejne warstwy tajemnicy – bardziej zależało Pani na zaskakiwaniu, czy na stopniowym odkrywaniu psychologicznej prawdy o bohaterach?
Żaneta Górecka: Myślę, że jedno nie wyklucza drugiego. Bardzo lubię stopniowo odkrywać przed czytelnikiem kolejne warstwy historii i psychologii bohaterów, bo to właśnie dzięki temu można lepiej zrozumieć ich motywacje i podejmowane decyzje. Z drugiej strony lubię też zaskakiwać. Zwroty akcji są dla mnie swego rodzaju „wisienką na torcie”, momentem, w którym czytelnik jest przekonany, że już wszystko wie, a nagle okazuje się, że prawda wygląda zupełnie inaczej. Uważam, że dobrze skonstruowany thriller czy kryminał potrzebuje zarówno napięcia budowanego krok po kroku, jak i momentów, które wytrącają odbiorcę z poczucia bezpieczeństwa i każą mu na nowo spojrzeć na całą historię.
Czyt-NIK: Komisarze Maja Lewandowska i Antoni Szymański tworzą duet osadzony w realistycznym, nieprzerysowanym świecie śledztwa. Czy ich konstrukcja była świadomym odejściem od „superbohaterskich” tropów w kryminałach, czy naturalnym kierunkiem tej historii?
Żaneta Górecka: Tak, było to świadome założenie. Zależało mi na stworzeniu bohaterów, którzy będą wiarygodni i bliscy czytelnikowi. Komisarze nie są superbohaterami, to zwyczajni ludzie, którzy oprócz prowadzenia śledztw mają własne życie, emocje i problemy. Uważam, że właśnie te ludzkie słabości sprawiają, że stają się bardziej autentyczni. Popełniają błędy, mierzą się z trudnymi decyzjami i nie zawsze wszystko przychodzi im łatwo. Dzięki temu ich historia jest bardziej realistyczna, a czytelnik może łatwiej się z nimi utożsamić.
fot. Sonia Langhans

