Czyt-NIK: Czy podczas pisania książki „Spalona za czary. Historia Triny Papisten” widziała Pani analogie do współczesności? Czy uważa Pani, że dziś takie mechanizmy działają podobnie jak w XVII wieku?
Patrycja Pelica: Bohaterka mojej powieści nie idzie na tortury, a później na stos, za magię i magiczne praktyki. Jako osoba mądrzejsza, posiadająca większą wiedzę od tłumu pada ofiarą strachu, zabobonów i zbiorowej histerii. Tak łatwo było wykluczyć, potępić i napiętnować ją tylko za jej wiedzę o ziołach, wyobcowanie i rude włosy. Dziś, niestety, nie zmieniło się wiele, tyle że zamiast uderzać w kogoś zarzutem o czary, uderza się w niego na przykład w internecie. Hejt i wykluczenie istnieją w każdej epoce, a historia kobiet takich jak Trina jedynie nakłada na nie swoiste maski epoki.
Czyt-NIK: Co chciałaby Pani, żeby czytelnik wyniósł z tej książki poza samą historią i czy uważa Pani tę powieść za ważny głos w dyskusji o uprzedzeniach i wykluczeniu?
Patrycja Pelica: W swoim zamyśle książka miała być przede wszystkim hołdem dla wszystkich ofiar polowania na czarownice i ich bliskich. W losie Katarzyny Zimmermann i jej męża Andreasa jak w soczewce skupia się cały dramat ówczesnych rodzin, rozdzieranych przez niszczące, sądowe procedury. Katarzyna traci dobre imię, miejsce w społeczności, a w końcu wolność, a nawet imię, bo przecież jej przydomek „Trina Papisten” (dosłownie Kaśka Katoliczka) jest de facto szyderczym przezwiskiem katoliczki w mieście zdominowanym przez protestantów. O ile znamy jej personalia, o tyle tysiące kobiet takich jak ona stały się bezimiennymi ofiarami nagonki, uprzedzeń i wykluczenia. „Spalona za czary” ma upamiętniać ich okrutne losy i pomóc przywrócić im godność po latach.
Czyt-NIK: Czy planuje Pani powrót do podobnej tematyki w kolejnych książkach? Nad czym obecnie Pani pracuje i czy możemy spodziewać się kolejnej tak emocjonalnej historii?
Patrycja Pelica: Już we wrześniu nakładem wydawnictwa Replika ukaże się mój thriller „Milczące”, rozgrywający się w międzywojniu na moim rodzinnym Polesiu. W nim także nie zabraknie emocji, zmowy małego miasteczka, sekretów rodzinnych i demonów – zarówno tych związanych z wojną bolszewicką, które nękają głównego bohatera, jak i tych ludowych, który czają się, by wciągnąć nieostrożnych przechodniów w zimne wody Bugu. Także tak, szykuje się wielki emocjonalny rollercoaster!
A do Baszty Czarownic wrócimy za rok w książce, nad którą pracuję. Jak się okaże, mimo spalenia Triny lęk przed szatanem i jego służkami na osiemnastowiecznym Pomorzu wcale nie mija…

