Czyt-NIK: Który moment podczas zbierania materiałów do „Trzeciej Rzeszy i koncernów farmaceutycznych” był dla Pana najtrudniejszy do emocjonalnego udźwignięcia?
Paweł Skutecki: Chyba te momenty, kiedy za dokumentami, sygnaturami i nazwami preparatów nagle pojawiał się konkretny człowiek. Szczególnie trudno czytało mi się relacje dotyczące dzieci. W Potulicach byli więźniowie wspominali zastrzyki, po których dzieci ciężko chorowały i umierały. W innych obozach trafiałem na opisy celowego zakażania gruźlicą, durem, na historie ludzi, którym podawano nieznane preparaty tylko po to, żeby sprawdzić reakcję organizmu. W pewnym momencie przestaje się czytać o „eksperymentach", a zaczyna się widzieć człowieka, który nie wie, co mu wstrzykują i dlaczego. To jest najtrudniejsze. Zwłaszcza świadomość, że za częścią tych doświadczeń nie stał wyłącznie jakiś obłąkany lekarz SS, ale cały system: instytucje, laboratoria, przemysł, dokumentacja, procedury. Zbrodnia potrafiła wyglądać bardzo profesjonalnie.
Czyt-NIK: Jaka jest najważniejsza przestroga, którą powinniśmy wyciągnąć z lektury „Trzecia Rzesza i koncerny farmaceutyczne” w kontekście potęgi dzisiejszego rynku medycznego?
Paweł Skutecki: Najważniejsza przestroga jest bardzo prosta: nauka, medycyna i przemysł nie zwalniają człowieka z myślenia i odpowiedzialności. Wielkie koncerny nie są ani dobre, ani złe dlatego, że są wielkie. Są przedsiębiorstwami, których naturalnym celem jest również zysk. Dlatego potrzebujemy kontroli, jawności badań, rzeczywiście świadomej zgody pacjenta i możliwości zadawania niewygodnych pytań. Historia opisana w tej książce pokazuje, co może się wydarzyć, kiedy interes państwa, nauki i przemysłu zaczyna być ważniejszy od pojedynczego człowieka. Nie twierdzę oczywiście, że dzisiejsza medycyna jest medycyną Trzeciej Rzeszy. Taka analogia byłaby absurdalna. Ale mechanizm, przed którym trzeba się bronić, jest ponadczasowy: przekonanie, że skoro działamy w imię wielkiego dobra, to wolno nam przemilczeć ryzyko, ograniczyć prawo do informacji albo uznać jednostkę za mniej ważną od interesu większości. Właśnie dlatego historia ma znaczenie także dzisiaj.
Czyt-NIK: Co było bezpośrednim impulsem, który sprawił, że zdecydował się Pan napisać książkę „Trzecia Rzesza i koncerny farmaceutyczne” i wyciągnąć ten przemilczany temat na światło dzienne?
Paweł Skutecki: Wszystko zaczęło się właściwie kilkanaście kilometrów od mojego domu, w Potulicach. Czytając relacje byłych więźniów tamtejszego niemieckiego obozu natrafiłem na powtarzające się wspomnienia o dziwnych zastrzykach podawanych dorosłym i dzieciom. Więźniowie opisywali bardzo ciężkie reakcje, obrzęki, gorączkę, wymioty, a także śmierć dzieci. Zacząłem pytać historyków, przeglądać archiwa, szukać odpowiedzi na bardzo proste pytanie: co im podawano? I okazało się, że właściwie nikt nie potrafi odpowiedzieć. To mnie wciągnęło. Z Potulic trafiłem do dokumentów dotyczących Stutthofu, Buchenwaldu, Mauthausen, Auschwitz, Dachau i innych obozów. Z nazwisk lekarzy przeszedłem do laboratoriów, z laboratoriów do koncernów farmaceutycznych, a potem do powojennych procesów i pytania o odpowiedzialność. Ta książka nie powstała więc dlatego, że z góry miałem jakąś tezę do udowodnienia. Przeciwnie: zaczęła się od jednego pytania, na które nie mogłem znaleźć odpowiedzi. Im dłużej szukałem, tym więcej pojawiało się kolejnych. I chyba właśnie to jest najlepszy powód do napisania książki.

