Czyt-NIK: „Po drugiej stronie wdzięczności – dziennik” zachęca czytelnika do zatrzymania się, spojrzenia w głąb siebie i dostrzeżenia tego, co często umyka nam w codziennym pędzie. Czy podczas pracy nad tą książką sama odkryła Pani coś, za co zaczęła Pani patrzeć na swoje życie z większą wdzięcznością?
Anna Korczyńska: Właściwie nie powiedziałabym, że coś odkryłam dopiero podczas pracy nad tą książką. Wdzięczność jest obecna w moim życiu od wielu lat. Przez ten czas korzystałam z różnych dzienników i różnych sposobów praktykowania wdzięczności. Sama dużo zapisywałam i z czasem zaczęłam zauważać, że czegoś mi w tych narzędziach brakuje. Pamiętam nawet taki moment, kiedy zapisywałam już praktycznie każdy milimetr strony, bo tak bardzo weszłam w tę praktykę. I właśnie z tych moich doświadczeń zaczął powstawać ten dziennik. To nie jest więc coś, co wymyśliłam z dnia na dzień. To efekt wielu lat mojej własnej pracy i szukania tego, co naprawdę pomaga zatrzymać się i zauważyć to, co mamy. Dlatego ten dziennik jest trochę takim narzędziem, jakiego sama szukałam przez lata.
Czyt-NIK: „Po drugiej stronie wdzięczności – dziennik” to książka, która wymaga od czytelnika czegoś więcej niż tylko przeczytania kolejnych stron — zaprasza go do osobistej podróży, refleksji i konfrontacji z własnymi emocjami. Czy od początku chciała Pani stworzyć publikację, która będzie tak mocno angażowała czytelnika osobiście, czy może jej ostateczny kształt pojawił się dopiero w trakcie pisania?
Anna Korczyńska: Tak, od początku chciałam, żeby to nie była książka, którą po prostu przeczytamy i odłożymy na półkę. Chciałam, żeby czytelnik naprawdę wziął go do ręki i zrobił coś dla siebie. Żeby na chwilę się zatrzymał, pomyślał o swoim życiu, o tym, co czuje, co ma i czego być może wcześniej nie zauważał. Wierzę, że samo przeczytanie kilku inspirujących zdań niewiele zmieni, jeśli nic za tym nie pójdzie. Dopiero kiedy sami zaczynamy coś zapisywać, zastanawiać się nad swoim życiem i wracać do tych myśli każdego dnia, zaczynamy naprawdę coś w sobie zauważać. I chyba właśnie o to najbardziej mi chodziło żeby ten dziennik nie mówił czytelnikowi, jak ma żyć, tylko pomógł mu trochę lepiej usłyszeć samego siebie.
Czyt-NIK: To moje drugie spotkanie z Pani twórczością i muszę przyznać, że po raz kolejny zdobyła Pani moje czytelnicze serce. Gdyby miała Pani możliwość spotkać się z czytelnikiem, który właśnie zamknął „Po drugiej stronie wdzięczności – dziennik”, jakie jedno pytanie chciałaby Pani, aby zadał sobie po tej lekturze?
Anna Korczyńska: To chyba zależy od tego, w którym momencie czytelnik zamknął ten dziennik. Czy zrobił to na samym początku, bo nie dał sobie jeszcze szansy wejść w tę praktykę, czy może zamknął go po przejściu całej drogi. To są dwie zupełnie różne sytuacje. Jeśli dotarł do końca, chciałabym, żeby zadał sobie pytanie: czy moje życie naprawdę wygląda dzisiaj tak, jak chcę, żeby wyglądało? I co się we mnie zmieniło przez ten czas? Bo ten dziennik nie jest tylko zapisywaniem tego, za co jesteśmy wdzięczni. Są w nim pytania, a kiedy naprawdę odpowiadamy na pytania, zaczynamy zaglądać w głąb siebie. W codziennej gonitwie często nawet nie znamy odpowiedzi na te najprostsze pytania. Sama kiedyś byłam w takim miejscu. Praca z dziennikiem pokazała mi, jak ważne jest zadawanie sobie pytań i zapisywanie odpowiedzi, ale też swoich celów. Kiedy coś nazwiemy i zapiszemy, zaczynamy to lepiej rozumieć. A kiedy zaczynamy rozumieć siebie i swoje potrzeby, odzyskujemy wpływ na własne życie. A jeśli ktoś odłożył dziennik wcześniej, zanim naprawdę wszedł w tę praktykę, powiedziałabym po prostu: nie poddawaj się po pierwszych stronach. Daj sobie szansę. Każdy z nas jest w innym miejscu i czasem potrzebujemy więcej czasu, żeby zobaczyć, co naprawdę w nas się dzieje.

