Czwarta część kryminalnej komedii z serii „Kryminał Pod Psem” potwierdza szczytową formę Marty Matyszczak. „Zło Czai Się Na Szczycie” ukazuje nam nowe pisarskie oblicze Autorki, która wraz z Guciem – przezabawnym i przeinteligentnym psim detektywem uraczyli nas nie tylko wyjątkową komedią, lecz również pokazali talent tworzenia mrocznych historii. W tej części takich właśnie elementów w fabule można zauważyć wiele. Wiele również mówi nam to o podejściu Marty Matyszczak do swoich czytelników, która z szacunku dla nas rozwija swój warsztat ofiarując nam nie tylko kawał solidnej dawki śmiechu, lecz zaprasza nas do świata mrocznej strony swojego pisarskiego kunsztu. Pani Marta także jest doskonałą obserwatorką społeczną, można by rzec – socjologia to Jej konik. W książce co również zauważalne jest we wcześniejszych częściach umiejętnie wywleka nam nasze przywary. W doskonały sposób ilustruje nasze polskie cechy społeczne, nasze słabostki, w które wczytawszy się jakoś tak bardziej akceptujemy je, zadamawiamy się z nimi.
Pani Marta w dosadny i nieco prześmiewczy sposób ukazuje przemiany społeczne PRL-u. Szczególnie widoczne jest to z perspektywy weselnego stołu. Uwypuklone zostały również pewne zależności między światem polityki, biznesu a także osób, które uchodzić powinny za duchowy autorytet. Autorka ma także kolejną równie ważną umiejętność. Mianowicie zoopsychologia nie stanowi dla niej żadnych tajemnic. Jeśli chcecie pogłębić swoją wiedzę z zakresu behawioralnych zachowań psów, lektura tychże książek jest kopalnią wiedzy.
„Zło Czai Się Na Szczycie” zawiera wiele śmiesznych i zarazem mądrych spostrzeżeń Gucia na temat otaczającej Go rzeczywistości, a język którym operuje przy wyrażeniu tychże konstatacji powala. Przyznaje – komedia ta naszpikowana jest zawikłaną intrygą, fabuła rozbudowana jest do maksymalnych rozmiarów. Wątki oraz ich złożoność wkręcają naszą uwagę maksymalnie, dzięki czemu nuda nam nie grozi. Pomysłowość Marty Matyszczak nie zna granic. Można powiedzieć, że góruje przez co Autorka po raz kolejny imponuje nam pomysłem na stworzenie wyśmienitej fabuły, językiem, który ubarwia ją, czy też poczuciem humoru rozwalającym nasze trzewia oraz nutką tego czegoś co porównać można do chemii w miłości. I jak tu nie kochać Marty i Gucia! No jak? Oczywiście potrafi również podnieść ciśnienie zwłaszcza, gdy czytamy o relacjach damsko-męskich Solańskiego i Róży. I o to właśnie chodzi, bowiem w książce im zawilej tym lepiej. W takich chwilach często łapałem się na tym, że w myślach krzyczałem „no rzesz powiedz jej, że ją kochasz” albo „co Ty kobieto wyprawiasz”. Przyznajcie sami - pieśń życia.
Kolejną emocją, która wywołała we mnie lektura tejże książki to smutek na wskutek złych wspomnień chorzowskiego detektywa. Nieprzyjemne doświadczenia wracają niczym echo na górskich szczytach, które również i nas powalają niczym halny na Giewoncie. Czy to źle? Otóż nie! Bardzo dobrze, gdyż każdy z nas w swoim życiu doświadcza emocji tych złych i dobrych. A jeśli Autorka ukazuje wszystkie ludzkie emocje na trzystu stronach jest to dowodem na ogromną Jej wrażliwość oraz umiejętność dzielenie się nią z nami. Marta Matyszczak z każdą książką zaskakuje, w każdej z nich dodaje nową szczyptę literackiego smaku. W tej czwartej już części utwierdziła mnie w przekonaniu, że królowa komedii kryminalnej jest tylko jedna, a korona wygrawerowane ma złote inicjały M.M. I powiem szczerze nie tylko „Zło Czai Się Na Szczycie” bowiem Marta Matyszczak na tym szczycie urzęduje. A mi po raz drugi jest niezmiernie miło, iż w dekrecie podziękowań Autorki wśród licznych blogerów i blogerek znalazłem się również i ja, za co serdecznie dziękuję i kolejnej książki wyczekuję.
