„Przerwana serenada” to dowód na to, że powieść historyczna może być jednocześnie pełna napięcia, tajemnicy i emocjonalnej głębi. To kolejny raz, gdy Lucyna Olejniczak zachwyca niezwykłą czułością tworzenia historii płynącej z głębi jej pisarskiego serca. A ja już wiem, że na następne spotkanie z jej twórczością będę czekał z tą samą ekscytacją, z jaką otwiera się list od dawno niewidzianego przyjaciela.
Moje kolejne spotkanie z twórczością Lucyny Olejniczak było jak powrót w dobrze znane, ale wciąż zachwycające rejony literackiej wrażliwości. I powiem wprost – ta autorka kolejny raz udowadnia, że potrafi pisać historie, które nie tylko się czyta, ale które się przeżywa. „Przerwana serenada”, trzeci tom cyklu „Pani na Wrzosowisku”, to powieść w której emocje grają pierwsze skrzypce, a tło wydarzeń tylko wzmacnia to, co najważniejsze – ludzkie wybory, tęsknoty i miłość wystawioną na próbę.
Eliza Bielska nie ma łatwego życia. Los rzuca ją z ogarniętej wojną Warszawy do Anglii, w zupełnie obcą rzeczywistość, gdzie musi odnaleźć siebie na nowo. Winter Abbey – rezydencja pośród wrzosowisk – nie jest tylko domem. To miejsce naznaczone przeszłością, sekretami i czymś, co trudno racjonalnie wyjaśnić. I właśnie tutaj zaczyna się prawdziwa emocjonalna podróż.
Lucyna Olejniczak z niezwykłą czułością buduje atmosferę tej historii. Nie ma tu pośpiechu. Są za to spojrzenia, niedopowiedzenia, szepty korytarzy i cisza, która mówi więcej niż tysiąc słów. Autorka z ogromną kreatywnością konstruuje fabułę, w której realizm historyczny splata się z nutą tajemnicy. Duchy? Klątwa? A może tylko echo przeszłości, które domaga się wysłuchania? To wszystko sprawia, że czytelnik nieustannie balansuje między tym, co racjonalne, a tym, co podszyte lękiem. Pod nieobecność męża Eliza próbuje oswoić nie tylko mury Winter Abbey, ale i własne obawy. Organizuje spotkania artystyczne, zaprasza mieszkańców miasteczka na festyn, buduje mosty tam, gdzie wcześniej były tylko uprzedzenia i dystans. To piękny obraz kobiety, która zamiast poddać się samotności, wybiera działanie. Wybiera życie. Ale nad rezydencją wciąż unosi się cień. Nowa pokojówka już pierwszej nocy wyczuwa czyjąś obecność. Zwłaszcza jednego ducha. I nagle wszystko staje się mniej oczywiste.
To, co najbardziej zachwyca w „Przerwanej serenadzie”, to styl. Narracja płynie miękko, naturalnie, bez zbędnego nadęcia. Lucyna Olejniczak pisze tak, jakby opowiadała historię komuś bliskiemu – z empatią, z uważnością, z sercem. Czuć, że ta opowieść wypływa z głębi jej pisarskiego wnętrza. Nie ma tu przypadkowych scen. Każda ma znaczenie, każda dokłada cegiełkę do emocjonalnego finału.
Jako czytelnik cenię sobie książki, które rozgrzewają najczulsze struny emocji. Takie, które zostają w głowie na długo po odłożeniu na półkę. „Przerwana serenada” zdecydowanie do nich należy. To powieść o miłości, ale nie tej cukierkowej. To miłość dojrzała, wystawiona na próbę, pełna wątpliwości i lęku. To także opowieść o sile kobiety, która nawet w obliczu strachu potrafi iść naprzód. Dla mnie to zaszczyt, że mogę umieścić tę powieść na półce NIK – Najlepszych Interesujących Książek. Bo właśnie tam jest jej miejsce. Wśród historii, które poruszają, inspirują i przypominają, że literatura ma moc dotykania tego, co w nas najbardziej wrażliwe.
„Przerwana serenada” to dowód na to, że powieść historyczna może być jednocześnie pełna napięcia, tajemnicy i emocjonalnej głębi. To kolejny raz, gdy Lucyna Olejniczak zachwyca niezwykłą czułością tworzenia historii płynącej z głębi jej pisarskiego serca. A ja już wiem, że na następne spotkanie z jej twórczością będę czekał z tą samą ekscytacją, z jaką otwiera się list od dawno niewidzianego przyjaciela.
Książka pt. "Przerwana serenada" ukazała się nakładem Wydawnictwa Prószyński i S-ka

