Kiedy odłożyłem „Odcienie samotności” na półkę NIK – Najlepszych Interesujących Książek, wiedziałem, że będę do niej wracał. Może nie zawsze fizycznie. Ale myślą – na pewno. Bo ilekroć spojrzę na ten grzbiet między innymi tytułami, przypomnę sobie piękno poruszającej historii zapisanej na kartach tej powieści. Przypomnę sobie emocje, które towarzyszyły mi podczas lektury tej wyjątkowej powieści. I to uczucie, że oto odkryłem autorkę, do której twórczości będę chciał wracać.
Nie każda historia trafia w to samo miejsce. Jedne przelatują przez wyobraźnię jak letni wiatr – przyjemne, ale ulotne. Inne zatrzymują się głęboko w sercu, i zostają tam na długo, przypominając o sobie jeszcze wiele dni po zamknięciu ostatniej strony. To właśnie te drugie sprawiają, że czytanie przestaje być tylko rozrywką, a staje się przeżyciem. Takim prawdziwym, wzruszającym.
„Odcienie samotności” Natalii Thiel należą właśnie do tej kategorii. To powieść, którą czyta się nie tylko oczami, ale całym sobą. Historia, która nie kończy się wraz z rozdziałem, bo jej echo wciąż wybrzmiewa w myślach. Autorka nie poprzestaje na opowiedzeniu losów bohaterów – ona zaprasza czytelnika do środka, do świata pełnego emocji, niedopowiedzeń i decyzji, które potrafią zmienić wszystko. I robi to w taki sposób, że czytelnicze serce zaczyna bić szybciej, a czułe struny – te, o których istnieniu czasem nawet nie pamiętamy – zostają poruszone z niezwykłą precyzją.
"Odcienie samotności" to moje pierwsze spotkanie z twórczością Natalii Thiel – i już teraz wiem, że pozostanie w mojej czytelniczej pamięci na zawsze. Bo kiedy zamknąłem ostatnią stronę, nie miałem poczucia, że kończę lekturę. Miałem wrażenie, że żegnam się z ludźmi, którzy przez kilka wieczorów mieszkali w mojej głowie, szeptali mi do ucha swoje lęki, marzenia i nadzieje.
Autorka zabiera nas do Korbielewa – miejsca, gdzie pozory mają znaczenie większe niż prawda, a reputacja potrafi być cenniejsza niż szczęście. Wiktoria Korbielewiczówna wraca do rodzinnego domu w atmosferze skandalu. Piękna, dumna, niepokorna. Odrzuciła zaloty niechcianych amantów i – o zgrozo! – może zostać starą panną. A przecież w świecie, w którym żyje, to niemal wyrok. Jej matka Helena zrobi wszystko, by do tego nie dopuścić. Zwłaszcza że na horyzoncie pojawia się hrabia Rzeski – kandydat idealny… przynajmniej na papierze.
Ale to tylko wierzchołek rodzinnego labiryntu. Trzej synowie Korbielewiczów również mają swoje plany – i żaden z nich nie pasuje do scenariusza napisanego przez rodziców. A gdy w sąsiednim Miłowie pojawia się Franciszek Falski, żołnierz wojsk Napoleona, w powietrzu zaczyna pachnieć nie tylko polityką i wielką historią, lecz także uczuciem, które nie pyta o zgodę. I właśnie tu widać ogromną kreatywność autorki. Natalia Thiel nie buduje historii liniowo i przewidywalnie. Ona splata losy bohaterów jak misterną koronkę – z pozoru delikatną, ale tak naprawdę niezwykle mocną konstrukcyjnie. Każda decyzja ma swoje konsekwencje. Każde słowo może być początkiem burzy. Każde milczenie – tragedią.
To powieść historyczna, ale nie taka, która przytłacza datami i faktami. Tło epoki jest żywe, oddychające, naturalne. Najbardziej poruszyło mnie jednak to, jak autorka pokazuje samotność. Nie jako pustkę. Nie jako ciszę. Ale jako stan, który może istnieć nawet wśród najbliższych.
Styl Natalii Thiel zasługuje na uznanie. Narracja płynie gładko, ale nie jest banalna. Zdania mają rytm, dialogi brzmią naturalnie, a opisy nie są przegadane. Autorka potrafi zatrzymać scenę w idealnym momencie, zostawić czytelnika z niedopowiedzeniem, które pali pod powiekami. Nie ma tu taniego dramatyzmu – są prawdziwe emocje. Czasem bolesne, czasem czułe, czasem pełne nadziei.
Sposób budowania historii to kolejny atut tej powieści. Napięcie rośnie powoli, niemal niezauważalnie. Najpierw drobne rysy, potem pęknięcia, aż w końcu przychodzi moment, w którym nie sposób oderwać się od książki. I choć to dopiero pierwsza część trylogii, już teraz czuć, że autorka ma plan. Że to dopiero początek większej opowieści, która będzie dojrzewać razem z bohaterami.
Kiedy odłożyłem „Odcienie samotności” na półkę NIK – Najlepszych Interesujących Książek, wiedziałem, że będę do niej wracał. Może nie zawsze fizycznie. Ale myślą – na pewno. Bo ilekroć spojrzę na ten grzbiet między innymi tytułami, przypomnę sobie piękno poruszającej historii zapisanej na kartach tej powieści. Przypomnę sobie emocje, które towarzyszyły mi podczas lektury tej wyjątkowej powieści. I to uczucie, że oto odkryłem autorkę, do której twórczości będę chciał wracać.
Jeśli pierwszy tom potrafi tak poruszyć, to ja już nie mogę doczekać się kolejnych odcieni tej opowieści.
Książka pt. "Odcienie samotności" ukazała się nakładem Wydawnictwa Zysk i S-ka

