„Nie mogę, trzymam dziecko” jest książką autentyczną. Autorka poprzez własne doświadczenia pokazuje nam jak radzić sobie w sytuacjach, gdy nasze pociechy „wchodzą nam na głowę” testując naszą wytrzymałość oraz odporność. To bardzo ciekawe i życiowe podejście do rodzicielstwa. Choć książka nie jest typowym poradnikiem, możemy czerpać z niej pełnymi garściami. Dodatkowym bogactwem książki, są liczne rysunki autorki, które jeszcze pełniej ilustrują blaski i cienie rodzicielstwa.
Rodzicielstwo nie zawsze jest łatwe, lecz może być zabawne. Ksenia Potępa w książce „Nie mogę, trzymam dziecko” bez teoretyzowania, lecz w humorystyczny sposób ukazuje nam rodzicielstwo bez instrukcji obsługi.
Książka nie jest poradnikiem, lecz to przede wszystkim życiowe przykłady są największym jej atutem. Autorka nie wymądrza się, jak wychowywać dzieci, lecz w rysunkowej formie dzieli się z nami swoimi przeżyciami oraz spostrzeżeniami na temat rodzicielstwa.
Ksenia Potępa jest matką dwóch córek, które wychowuje wedle zasady „nie stresuj się”. Przejmowanie się nie jest dobrym rozwiązaniem. Czasem warto odpuścić. Czasem lepiej nie przejmować się stertą porozrzucanych zabawek, czy też słowami, które przekręcają nasze pociechy. Pani Ksenia Jest również autorką popularnego fanpejdża NIE MOGĘ, TRZYMAM DZIECKO.
Jak sama przyznaje „każde dziecko jest niepowtarzalnej, imitowanej edycji” a wszelkie instrukcje obsługi na nic się zdadzą. Autorka poprzez własne doświadczenia pokazuje nam jak radzić sobie w sytuacjach, gdy nasze pociechy „wchodzą nam na głowę” testując naszą wytrzymałość oraz odporność. To bardzo ciekawe i życiowe podejście do rodzicielstwa. Choć książka nie jest typowym poradnikiem, możemy czerpać z niej pełnymi garściami. Przyszli rodzice, mogą uświadomić sobie, że choć to nie łatwy kawałek chleba, to na pewno przyjemny, dający wiele radości i miłości. Natomiast rodzice, którzy są na etapie wychowywania swoich pociech, mogą porównać swoje podejście do tego tematu z sposobami Kseni Potępy.
Ważne jest to, że autorka nie koloryzuje, nie wskazuje, co jest dobre, a co złe, lecz w lekki i humorystyczny sposób uświadamia nam, że dzieci to prawdziwy wulkan. „Nie mogę, trzymam dziecko” jest książką autentyczną. Nie jest napisana fachowym językiem. I to właśnie jest jej największym atutem. Autorka na przykładzie własnych doświadczeń uświadamia nas, że mimo trudów rodzicielstwo, daje wiele radości. I choć nie mam dzieci, to czytając tę książkę, przypominałem sobie, o tym, jakim byłem brzdącem. Często przyłapywałem się na myśli „przecież ja zachowywałem się podobnie!” Dodatkowym bogactwem książki, są liczne rysunki autorki, które jeszcze pełniej ilustrują blaski i cienie rodzicielstwa.
Za egzemplarz książki wraz z kubeczkiem serdecznie dziękuję Wydawnictwu Znak.
P.S. Skąd wiedzieliście, że jestem kolekcjonerem kubeczków? 😊
