Dla mnie to była lektura kompletna: ciepła, zabawna, mądra w swojej prostocie. Idealna na wieczór, ale też taka, do której wraca się myślami długo po odłożeniu na półkę. Dlatego bez żadnych wątpliwości przyznaję jej miano NIK – Najlepszej Interesującej Książki i polecam każdemu, kto kocha historie o ludziach, uczuciach i odrobinie magii w codzienności.
Są takie książki, które bierzesz do ręki „na chwilę”, a potem orientujesz się, że ta chwila trwa kilka godzin, herbata wystygła, a Ty siedzisz z uśmiechem i myślą: kurczę, to było dobre. Dokładnie tak było u mnie z „Puknij się w aureolę!” Moniki Tarwid. I już na wstępie zdradzę: ta powieść zasługuje na miano NIK – Najlepszej Interesującej Książki. Bez wahania. Z satysfakcją dodając, że Czyt- NIK poleca!!!, Czyt-NIK patronuje!!!
To moje pierwsze spotkanie z autorką i już dziś wpisuję jej imię i nazwisko do mojego czytelniczego kajecika z adnotacją: „obserwować zapowiedzi wydawnicze”. Otwierając się na lekturę książki „Puknij się w aureolę!" poznajemy Maję – kobietę, która kiedyś wierzyła w miłość na sto procent. Bez asekuracji. Bez planu B. I zapłaciła za to wysoką cenę. Teraz więc Maja jest twarda, szybka, sarkastyczna, świetnie zorganizowana. Kontrola to jej drugie imię. Uczucia? Nie, dziękuję. Już było. Bolało. Nie polecam. Tyle że życie – jak to życie – ma w nosie nasze postanowienia. Ma swój scenariusz, i go realizuje. A żeby było ciekawiej, nad Mają czuwają dwaj aniołowie. Cassiell – delikatny, empatyczny, wierzący w dobro i miłość jak w najpiękniejszą opowieść. I Asadiel – anioł chaosu kontrolowanego, który uważa, że czasem trzeba człowiekowi trochę namieszać, żeby wreszcie coś do niego dotarło. Już sam ten duet to złoto fabularne. Ich dialogi, przekomarzania, różne wizje „pomocy” są jednocześnie zabawne i zaskakująco celne.
Ale to nie koniec emocji bowiem Monika Tarwid wprowadza Jarka – mężczyznę, przy którym Maja zaczyna się śmiać. Tak po prostu. Naturalnie. Bez kalkulacji. A potem pojawia się Konstanty – przystojny architekt, który rozbraja ją jednym spojrzeniem i kompletnie rozwala logiczne myślenie. I nagle robi się tłoczno. W sercu. W głowie. W planach. Przyznam szczerze, że czytałem tę książkę z autentyczną przyjemnością. Śmiałem się – serio, głośno. Były momenty wzruszenia, takie ciche, nieprzesadzone, ale trafiające dokładnie tam, gdzie trzeba. Były też sceny niezręczne (czasem bardzo), w których łapałem się na tym, że mówię do książki: „nie rób tego, Maja!”. A potem oczywiście Maja to robiła. Bo właśnie taka jest – ludzka. Prawdziwa. Pełna sprzeczności.
Zdecydowanie Monika Tarwid pisze lekko, ale nie banalnie. Z humorem, ale bez robienia z czytelnika widza taniej komedii romantycznej. Pod tą anielską otoczką kryje się opowieść o zaufaniu, o puszczaniu kontroli, o strachu przed kolejnym rozczarowaniem. O tym, że czasem największą odwagą jest pozwolić sobie znów poczuć. O tym, jak często sami sobie zakładamy pancerz. Jak bardzo boimy się powtórki z bólu. I jak trudno uwierzyć, że świat może jeszcze mieć dla nas coś dobrego. Bez wątpienia „Puknij się w aureolę!” to książka, która sprawi, że Wasz nastrój nabierze pozytywnych wartości. Wartości płynących z lektury jakże wyjątkowej książki.
Dla mnie to była lektura kompletna: ciepła, zabawna, mądra w swojej prostocie. Idealna na wieczór, ale też taka, do której wraca się myślami długo po odłożeniu na półkę. Dlatego bez żadnych wątpliwości przyznaję jej miano NIK – Najlepszej Interesującej Książki i polecam każdemu, kto kocha historie o ludziach, uczuciach i odrobinie magii w codzienności.
Książka pt. „Puknij się w aureolę!” ukazała się nakładem Wydawnictwa Brda

