Każdy rozdział to jakby przystanek w zupełnie innym świecie. Autor zabiera nas między innymi na plioceńskie sawanny Kenii, gdzie ogromny pyton poluje na australopiteki. W jednej chwili jesteśmy w miejscu, które przypomina dzisiejszą Afrykę, a za moment przenosimy się do tropikalnych lasów eocenu na… Antarktydzie. Tak, dobrze czytacie – Antarktydzie, która kiedyś była zielona i pełna życia.
Czasami trafia w ręce lektura, która od pierwszych stron budzi zwykłą czytelniczą ciekawość. Zaczynamy ją z myślą, że spędzimy z nią kilka spokojnych wieczorów, może dowiemy się czegoś nowego, może przeżyjemy ciekawą przygodę między kolejnymi stronami. Jednak od czasu do czasu pojawia się książka, która robi coś więcej – nie tylko opowiada historię, ale otwiera drzwi do zupełnie innego sposobu patrzenia na świat.
Taką właśnie podróż proponuje Thomas Halliday w „Minionych światach”. To lektura, która działa trochę jak wehikuł czasu dla wyobraźni czytelnika. Autor zabiera nas bowiem nie o kilka dekad czy stuleci wstecz, lecz o setki milionów lat. I robi to w sposób tak sugestywny, że czytelnik ma wrażenie, jakby naprawdę stanął na brzegu pradawnego oceanu, przemierzał tropikalne lasy dawnej Antarktydy czy obserwował życie na sawannach, po których stąpały istoty będące dalekimi przodkami człowieka.
„Minione światy” Thomasa Hallidaya należą właśnie do tego rodzaju książek, które potrafią rozbudzić wyobraźnię i zmusić do spojrzenia na naszą planetę z zupełnie innej perspektywy. To opowieść o Ziemi sprzed milionów lat, ale jednocześnie niezwykle żywa, pełna barw, dźwięków i ruchu. Autor sprawia, że dawno wymarłe ekosystemy przestają być tylko zapisem w podręcznikach czy naukowych opracowaniach. Nagle stają się prawdziwymi miejscami – pełnymi życia, dramatów, walki o przetrwanie i nieustannej zmiany.
To jedna z tych książek, po których lekturze człowiek zamyka ostatnią stronę i przez chwilę patrzy na współczesny świat z lekkim zdumieniem. Bo nagle uświadamia sobie, jak niewielkim fragmentem ogromnej historii naszej planety jest czas, w którym żyjemy. I jak wiele światów istniało tu przed nami.
Thomas Halliday, paleontolog i biolog, robi w tej książce coś naprawdę niezwykłego. Zamiast suchej naukowej opowieści o dawnych epokach, proponuje nam coś w rodzaju literackiego safari przez historię Ziemi. I to safari trwa… pięćset milionów lat. Brzmi poważnie? Może trochę. Ale czyta się to zaskakująco lekko i z ogromną ciekawością.
Każdy rozdział to jakby przystanek w zupełnie innym świecie. Autor zabiera nas między innymi na plioceńskie sawanny Kenii, gdzie ogromny pyton poluje na australopiteki. W jednej chwili jesteśmy w miejscu, które przypomina dzisiejszą Afrykę, a za moment przenosimy się do tropikalnych lasów eocenu na… Antarktydzie. Tak, dobrze czytacie – Antarktydzie, która kiedyś była zielona i pełna życia.
Halliday potrafi opowiadać o dawnych ekosystemach tak, że czytelnik niemal je widzi, słyszy, a czasem nawet czuje. Szum pradawnych lasów, ruch w płytkich wodach, w których rodzi się pierwsze makroskopowe życie, czy dramatyczne chwile, gdy wody Atlantyku zaczynają ponownie wdzierać się do wyschniętego basenu Morza Śródziemnego. To wszystko opisane jest z niezwykłą plastycznością.
Najbardziej imponuje jednak to, że autor nie gubi przy tym naukowej rzetelności. Wiedza jest tu ogromna, ale podana w sposób przystępny i naturalny. Nie ma akademickiego nadęcia ani naukowego zadęcia, które czasem potrafi odstraszyć czytelnika. Zamiast tego dostajemy fascynującą opowieść o życiu na Ziemi – o jego potędze, kruchości i zdolności do przystosowywania się.
Czytając „Minione światy”, trudno nie pomyśleć o współczesności. Halliday subtelnie przypomina, że planeta już wielokrotnie przeżywała ogromne zmiany klimatu, katastrofy i masowe wymierania. Całe światy powstawały i znikały. I choć brzmi to trochę jak ostrzeżenie, autor nie moralizuje. Raczej zaprasza do refleksji nad tym, czego możemy nauczyć się od tych dawno wymarłych ekosystemów.
To książka, która potrafi rozbudzić ciekawość świata – tego sprzed milionów lat, ale też tego, w którym żyjemy dziś. Czyta się ją z prawdziwą przyjemnością, a kolejne rozdziały działają trochę jak okna otwierane na zupełnie inne epoki naszej planety.
Nie mam wątpliwości, że „Minione światy” zdobywają moje czytelnicze uznanie. Z ogromną radością i przyjemnością umieszczam tę książkę na półce NIK – Najlepszych Interesujących Książek. Bo to właśnie jedna z tych pozycji, które nie tylko dostarczają wiedzy, ale przede wszystkim potrafią zachwycić i przypomnieć, jak niezwykłą historię ma nasza planeta. A jeśli ktoś lubi książki, które poszerzają horyzonty i pozwalają choć na chwilę zajrzeć do światów, których już nie ma – ta podróż będzie naprawdę niezapomniana.
Książka pt. "Minione światy" ukazała się nakładem Wydawnictwa Marginesy

