Kiedy po raz kolejny sięgam po twórczość George’a R.R. Martina, doskonale wiem, czego mogę się spodziewać – a raczej wiem, że mogę spodziewać się wszystkiego, co w literaturze pięknej, rozrywkowej i epickiej jest po prostu najlepsze. Martin to pisarz, który już dawno zdobył moje czytelnicze serce i po raz kolejny zaimponował mi nieprawdopodobną kreatywnością pisarską. Każde powrotne spotkanie z jego prozą to dla mnie nie tyle zwykła lektura do poduszki, ile prawdziwe, wyczekiwane czytelnicze święto. Zachwycił mnie kunsztem tworzenia niepowtarzalnych historii, w których żaden detal nie jest przypadkowy, a każdy wątek pulsuje żywym, emocjonalnym tętnem.
Dziś na moim warsztacie czyt-NIKowym ląduje druga część monumentalnego tomu – „Taniec ze smokami. Po uczcie”. I powiem Wam bez zbędnych ogródek: to jest po prostu majstersztyk czystej wody!
Nie szukajcie w tej recenzji akademickiego nadęcia, drętwych definicji gatunkowych czy nudnego teoretyzowania o strukturze powieści ponowoczesnej. Tutaj liczy się mięso, czysta radość z czytania i to nieuchwytne coś, co przykuwa człowieka do fotela na długie godziny i nie pozwala odłożyć książki ani na jedną krótką chwilę. A w przypadku Martina ta magia działa od pierwszej do absolutnie ostatniej strony.
Odkrywanie historii serwowanej przez amerykańskiego mistrza to nie jest zwykłe śledzenie ciągów fabularnych – to głęboka, wciągająca i wielowarstwowa literacka podróż, która na zawsze pozostaje w czytelniczej psychice.
George R.R. Martin nie oszczędza swoich bohaterów, ale co ważniejsze, nie oszczędza też nas, czytelników. Wrzuca nas w sam środek bezwzględnego świata, gdzie honor bywa walutą bez pokrycia, a decyzje podjęte w jak najlepszej wierze potrafią doprowadzić do nieprawdopodobnej katastrofy. Ta kreatywność w kreowaniu świata Siedmiu Królestw i odległych, egzotycznych krain Wschodu po prostu powala na kolana.
W „Tańcu ze smokami. Po uczcie” atmosfera gęstnieje z każdym kolejnym rozdziałem, a poziom emocjonalnego napięcia osiąga wręcz krytyczne wartości. Całe Westeros i Essos znajdują się w stanie wrzenia, a bohaterowie, których zdążyliśmy szczerze polubić (albo z całego serca nienawidzić!), muszą stawić czoła swoim największym koszmarom. Spójrzmy na Jona Snowa. Młody Lord Dowódca Nocnej Straży staje przed zadaniami, które przerosłyby niejednego siwego weterana. Przygotowuje się do starcia z okrutnymi Boltonami, starając się jednocześnie pogodzić zwaśnione frakcje na Murze. Niestety, polityka i głęboko zakorzenione uprzedzenia bywają czasem znacznie groźniejsze niż najsurowszy mróz za Murem.
Widzimy, jak w Nocnej Straży nieuchronnie wybucha bunt, a czarna brać coraz bardziej złowrogo patrzy na swojego dowódcę. Jon podejmuje decyzje trudne, dojrzałe, ale niezwykle ryzykowne. Czy zdoła utrzymać jedność w obliczu nadchodzącego, nieznanego niebezpieczeństwa? To pytanie wierci dziurę w brzuchu podczas całej lektury. A co dzieje się na dalekim wschodzie? Daenerys Targaryen przekonuje się na własnej skórze, że samo zdobycie władzy to dopiero początek prawdziwej i okrutnej walki. Jej panowanie w Meereen rozpada się pod naporem politycznych intryg, skrytobójczych zamachów i narastającego konfliktu z dawnymi panami niewolników. Matka Smoków zmuszona jest do podejmowania zgniłych kompromisów, a jej umiłowane stworzenia stają się coraz bardziej nieposłuszne i dzikie. W tym samym czasie w stronę Zatoki Niewolniczej z łomotem bębnów przybywa Victarion Greyjoy ze swoją Żelazną Flotą, niosąc ze sobą własne, bezwzględne plany i potężne artefakty. Martin po mistrzowsku splata te wątki, tworząc gęstą sieć wzajemnych zależności, w której jeden fałszywy ruch wywołuje nieodwracalną lawinę zdarzeń.
Nie sposób też przejść obojętnie obok losów samej Królewskiej Przystani. Upokorzona, opuszczona przez dotychczasowych sprzymierzeńców i tych, którym bezgranicznie ufała, królowa regentka Cersei Lannister czeka na proces. To niezwykłe studium upadku pychy i bezwzględności. Z kolei jej brat Tyrion – uciekinier, banita i rozbitek przeznaczenia – na dalekim wschodzie, w Yunkai, trafia do niewoli. Karzeł musi po raz kolejny wykazać się genialnym sprytem i potężną wolą przetrwania, zmuszony samodzielnie szukać ratunku w świecie, który na każdym kroku dycha na jego życie. A to przecież nie wszystko! W mrocznym, tajemniczym Braavos Arya Stark zgłębia najgłębsze tajemnice Ludzi Bez Twarzy. Przechodzi morderczy trening, stając się kimś całkowicie innym, choć pamięć o własnym pochodzeniu i tożsamości Starkówny zaczyna jej ciążyć coraz bardziej. Czy całkowicie wyrzeknie się dawnej siebie? Tymczasem na Północy Stannis Baratheon podejmuje szalenie ryzykowną grę. Pozostawia żonę i czerwoną kapłankę Melisandre, by ruszyć na południe przeciw Boltonom okupującym Winterfell. Marsz przez śnieżyce, głód i mróz pokazuje, do czego zdolny jest człowiek napędzany skrajną ambicją i poczuciem obowiązku. Za Murem zaś armie Dzikich szykują się do szturmu, który może odmienić losy Północy raz na zawsze.
Świat stworzony przez Martina to potężny, tętniący własnym życiem organizm. W całym tym uniwersum narastają gwałtowne konflikty, w których biorą udział banici i kapłani, żołnierze i zmiennoskórzy, szlachetnie urodzeni i niewolnicy. Nie ma tu postaci czarno-białych – każdy posiada własne racje, swoje grzechy i trudne motywacje. W czasach niepokojów fale przeznaczenia nieuchronnie prowadzą bohaterów ku największemu ze wszystkich tańców – walce o przetrwanie, o władzę i o tożsamość.
Styl, narracja oraz sposób budowania historii zasługują na najwyższe uznanie. Martin pisze niezwykle plastycznie. Kiedy czytamy o zamieci na Północy, niemal czujemy przenikliwy chłód na własnej skórze; kiedy opisuje duszne uczty czy potyczki w Meereen, przed oczami stają nam żywe, barwne obrazy. Przełączanie perspektyw bohaterów działa bezbłędnie – każdy rozdział kończy się w takim momencie, że po prostu MUSIMY czytać dalej.
Dla mnie to powieść godna uwagi, dlatego też mogę śmiało dodać, że książka zasługuje na miano NIK – Najlepszej Interesującej Książki, dodając wartości czyt-NIKowej biblioteczce. Jeśli szukacie lektury, która wciągnie Was bez reszty, wywoła gęsią skórkę i zostawi ślad w pamięci na długie lata, to nie zastanawiajcie się ani chwili. „Taniec ze smokami. Po uczcie” to absolutny powód do zachwytu i dowód na to, że prawdziwe mistrzostwo narracyjne nie starzeje się ani trochę. Polecam gorąco z całego czytelniczego serca!
Książka pt. „Taniec ze smokami. Po uczcie” ukazała się nakładem Wydawnictwa Zysk i S-ka

