Z ogromną radością mogę powiedzieć, że moje pierwsze spotkanie z twórczością Kiyoko Muraty było naprawdę wyjątkowe. To była literacka podróż pełna napięcia, wzruszeń i autentycznego zachwytu nad pisarskim kunsztem autorki. Murata udowadnia, że potrafi opowiadać o sprawach trudnych z wielką delikatnością, a jednocześnie tworzyć historię pełną siły i wewnętrznego ognia. Dlatego bez najmniejszego zawahania dodaję „Kobietę, która dawała przyjemność” do czyt-NIKowej biblioteczki z wyróżnieniem NIK – Najlepsza Interesująca Książka.
Już od pierwszych stron „Kobieta, która dawała przyjemność” wciąga w świat odległy kulturowo, a jednocześnie zaskakująco bliski w tym, co najbardziej ludzkie. Kiyoko Murata prowadzi czytelnika przez historię pełną emocji, napięcia i subtelnych poruszeń serca, sprawiając, że trudno oderwać się od kolejnych rozdziałów. To moje pierwsze spotkanie z twórczością tej autorki i już teraz mogę powiedzieć jedno – była to prawdziwa czytelnicza uczta. Taka, podczas której chłonie się każde zdanie z ciekawością i zachwytem, a z każdą kolejną stroną coraz mocniej czuje się, że uczestniczy się w opowieści wyjątkowej.
Murata zabiera nas do Japonii początku XX wieku. Rok 1903, Kumamoto. Młodziutka Ichi zostaje sprzedana przez rodziców do domu publicznego. Już sam punkt wyjścia jest mocny i od razu budzi emocje. Można spodziewać się historii ciężkiej, brutalnej i bezlitosnej – i rzeczywiście autorka nie ucieka od trudnych tematów – ale robi to z ogromnym wyczuciem. Nie epatuje cierpieniem dla samego efektu. Nie szuka taniego dramatyzmu. Zamiast tego tworzy historię pełną emocjonalnej prawdy i skupia się na kobietach: ich codzienności, więziach, sile oraz odwadze, której nikt im nie dał – musiały odnaleźć ją same. Ichi trafia pod opiekę Shinonome – pięknej, doświadczonej kurtyzany należącej do elity. Między nimi od początku pojawia się fascynująca relacja. To nie jest wyłącznie nauka zawodu czy wdrażanie dziewczyny do nowych realiów. To proces przemiany. Ichi musi nauczyć się mówić inaczej, poruszać się inaczej, panować nad sobą, odczytywać emocje innych i odnajdywać się w świecie pełnym zasad, oczekiwań i ukrytych napięć. A czytelnik obserwuje to z ogromnym zainteresowaniem.
To właśnie tutaj najbardziej zachwyciła mnie kreatywność Muraty. Autorka tworzy historię niezwykle intrygującą – nie opiera jej wyłącznie na wydarzeniach, ale na atmosferze, relacjach i stopniowym odkrywaniu bohaterek. Każda scena coś wnosi. Każda rozmowa ma znaczenie. Emocje narastają z każdą stroną i naprawdę rozgrzewają czytelnicze serce do czerwoności. Są momenty czułe i subtelne, ale są też takie, które potrafią ścisnąć w gardle albo wzbudzić autentyczny gniew. I to działa znakomicie.
Bardzo podobało mi się także tło społeczne. W pobliżu wybucha strajk w stoczni i to wydarzenie zaczyna rezonować również w świecie kobiet z domu publicznego. To świetnie poprowadzony motyw. Pokazuje, że nawet tam, gdzie wydaje się, że człowiek nie ma żadnego wpływu na własne życie, może pojawić się myśl o zmianie. Może pojawić się odwaga. A później decyzja, by zawalczyć o siebie. I właśnie ten element poruszył mnie najmocniej.
„Kobieta, która dawała przyjemność” nie jest wyłącznie historią o przetrwaniu. To opowieść o godności. O odzyskiwaniu głosu. O kobietach, które przez świat zostały potraktowane jak przedmiot, a mimo to potrafiły budować między sobą więzi i wspierać się wtedy, gdy nikt inny nie chciał ich dostrzec. Murata pokazuje wspólnotę kobiecego doświadczenia w sposób piękny i bardzo autentyczny.
Na duże uznanie zasługuje też sposób, w jaki autorka oddaje realia Japonii początku XX wieku. Wszystko jest tutaj żywe: język, obyczaje, hierarchie społeczne, codzienne rytuały i zmieniający się świat, który zaczyna pękać pod naporem nowych idei. Czyta się to z ogromną przyjemnością, bo czuć, że autorka doskonale zna przestrzeń, o której pisze. Nie przytłacza jednak historycznymi szczegółami. Pozwala zanurzyć się w opowieści naturalnie i płynnie.
A sama Ichi? To bohaterka, której trudno nie kibicować. Na początku zagubiona, nieoszlifowana, trochę wystraszona, z czasem zaczyna odkrywać własną wartość. Jej rozwój został pokazany fenomenalnie. To nie dzieje się nagle. Nie ma tu łatwych przemian ani prostych odpowiedzi. Wszystko dojrzewa stopniowo – i właśnie dzięki temu jest tak wiarygodne.
Im dłużej czytałem, tym mocniej czułem, że ta historia zostanie ze mną na dłużej. Bo Murata napisała powieść mądrą, poruszającą i jednocześnie niesamowicie angażującą. Taką, którą chce się chłonąć bez pośpiechu, ale jednocześnie trudno odłożyć. To książka dla czytelników złaknionych emocji, porywów serca i opowieści, które potrafią wzruszyć, zaintrygować i skłonić do refleksji.
Z ogromną radością mogę powiedzieć, że moje pierwsze spotkanie z twórczością Kiyoko Muraty było naprawdę wyjątkowe. To była literacka podróż pełna napięcia, wzruszeń i autentycznego zachwytu nad pisarskim kunsztem autorki. Murata udowadnia, że potrafi opowiadać o sprawach trudnych z wielką delikatnością, a jednocześnie tworzyć historię pełną siły i wewnętrznego ognia. Dlatego bez najmniejszego zawahania dodaję „Kobietę, która dawała przyjemność” do czyt-NIKowej biblioteczki z wyróżnieniem NIK – Najlepsza Interesująca Książka.
To powieść piękna i bolesna zarazem. Subtelna, ale mocna. Intymna, a jednocześnie szeroko otwierająca oczy na świat kobiet, które miały zostać zapomniane. A Kiyoko Murata? Po tej książce zdecydowanie trafia na listę autorek, do których chcę wracać. Bo jeśli potrafi pisać z taką wrażliwością i siłą jednocześnie, to naprawdę warto dać się porwać jej kolejnym historiom.
Książka pt. „Kobieta, która dawała przyjemność” ukazała się nakładem Wydawnictwa Marginesy

