Już od pierwszych stron „Kasandry w ruinach. Tom 2” wiedziałem, że czeka mnie lektura, która nie pozwoli mi pozostać obojętnym. Magda Knedler po raz kolejny udowodniła, że potrafi tworzyć historie poruszające do głębi, pełne bólu, nadziei, miłości i tęsknoty. To moje kolejne spotkanie z twórczością autorki i ponownie mogę powiedzieć jedno – moje czytelnicze emocje sięgnęły zenitu. Magda Knedler raz jeszcze zdobyła moje czytelnicze serce, które nieustannie pozostaje złaknione kolejnych dzieł tej wyjątkowej pisarki. Jej najnowsza powieść nie tylko zachwyca fabułą, ale przede wszystkim udowadnia, że literatura potrafi mówić o najtrudniejszych doświadczeniach z niezwykłą wrażliwością i pozostawać w sercu czytelnika na długo po zamknięciu ostatniej strony.
Drugi tom losów Kasandry i Staszka nie jest zwykłą kontynuacją. To opowieść dojrzalsza, jeszcze bardziej przejmująca i boleśnie prawdziwa. Autorka przenosi nas do świata, który legł w gruzach. Wojna odebrała bohaterom niemal wszystko, a mimo to nie zdołała odebrać im nadziei. I właśnie ta nadzieja staje się jednym z najpiękniejszych elementów całej historii. Nie jest łatwa ani naiwna. Rodzi się z cierpienia, tęsknoty i wiary, że nawet po największej katastrofie człowiek jest w stanie odnaleźć sens dalszego życia.
Magda Knedler od dawna udowadnia, że znakomicie odnajduje się w powieściach historycznych, ale w „Kasandrze w ruinach” robi coś więcej niż tylko odtwarza przeszłość. Ona pozwala ją poczuć. Czytelnik nie obserwuje wydarzeń z bezpiecznej odległości. Staje się ich uczestnikiem. Słyszy huk walących się murów, czuje strach bohaterów, odczuwa wszechobecną niepewność i razem z nimi próbuje odnaleźć światło pośród ruin.
Ogromne wrażenie zrobiła na mnie kreacja głównych bohaterów. Kasandra pozostaje postacią niezwykle intrygującą. Jej dar widzenia przyszłości nie jest błogosławieństwem, lecz ciężarem, który coraz mocniej odciska piętno na jej życiu. Każda wizja niesie ze sobą pytanie, czy można zmienić przeznaczenie, czy też los i tak doprowadzi człowieka tam, gdzie od początku było mu pisane dotrzeć. To motyw, który przewija się przez całą powieść i skłania do wielu refleksji.
Równie mocno poruszyła mnie postać Staszka. Jego wędrówka przez zniszczoną Warszawę nie jest wyłącznie poszukiwaniem ukochanej. To także próba ocalenia pamięci, historii i wszystkiego, co wojna próbowała zniszczyć. Szczególnie poruszające są fragmenty poświęcone ratowaniu polskich książek. Dla miłośnika literatury mają one wyjątkową moc. Pokazują bowiem, że książki są czymś znacznie więcej niż zbiorem zapisanych stron. Są świadectwem narodu, jego kultury i tożsamości.
Autorka z niezwykłą wrażliwością ukazuje dramat zwykłych ludzi wrzuconych w wir wielkiej historii. Nie ma tutaj sztucznego patosu ani przesadnego heroizmu. Są natomiast emocje, które wydają się prawdziwe do bólu. Strach miesza się z odwagą, rozpacz z nadzieją, a miłość z nieustanną tęsknotą. Dzięki temu bohaterowie stają się niezwykle autentyczni. Kibicowałem im od pierwszej do ostatniej strony, przeżywając każdą ich porażkę i każdy, nawet najmniejszy promyk szczęścia.
Jednym z największych atutów tej powieści jest styl Magdy Knedler. Jej sposób pisania urzeka subtelnością, pięknem języka i niezwykłą umiejętnością budowania atmosfery. Każde zdanie wydaje się przemyślane, a jednocześnie naturalne. Nie ma tutaj miejsca na zbędne ozdobniki. Jest za to ogrom emocji ukrytych między słowami. To właśnie takie książki przypominają, że literatura potrafi wzruszać, zachwycać i pozostawać w pamięci na długo po odłożeniu ostatniej strony.
Bardzo podobało mi się również tempo prowadzenia narracji. Choć nie jest to powieść oparta na nieustannej akcji, ani przez chwilę nie odczuwałem znużenia. Każdy rozdział wnosi coś nowego, rozwija bohaterów i stopniowo odsłania kolejne elementy tej poruszającej historii. Magda Knedler doskonale wie, kiedy zwolnić, by pozwolić czytelnikowi odetchnąć, a kiedy przyspieszyć, by ponownie wywołać dreszcz emocji.
Nie sposób nie wspomnieć o historycznym tle powieści. Widać ogrom pracy, jaką autorka włożyła w przygotowanie tej historii. Jednak wiedza historyczna nigdy nie dominuje nad opowieścią. Stanowi jej naturalne dopełnienie. Dzięki temu czytelnik nie ma wrażenia uczestniczenia w lekcji historii, lecz w niezwykle poruszającej podróży przez losy ludzi, którym przyszło żyć w jednym z najtragiczniejszych okresów XX wieku.
„Kasandra w ruinach. Tom 2” to książka o miłości, która nie poddaje się wojnie. O pamięci silniejszej od zniszczenia. O nadziei, która potrafi przetrwać nawet wtedy, gdy wszystko wokół zdaje się bezpowrotnie utracone. To również opowieść o sile człowieka, który mimo bólu i cierpienia wciąż potrafi walczyć o to, co najważniejsze.
Po raz kolejny przekonałem się, że Magda Knedler należy do grona autorek, których twórczość trafia prosto do mojego czytelniczego serca. Jej powieści są mistrzostwem tworzenia historii zapisanych na kartach książek w taki sposób, że poruszają najczulsze struny mojej czytelniczej wrażliwości. To literatura piękna emocjonalnie, dopracowana i pozostająca z czytelnikiem na długo po zakończeniu lektury.
Nie mam żadnych wątpliwości, że „Kasandra w ruinach. Tom 2” zdobywa moje pełne czytelnicze uznanie i zdecydowanie zasługuje na miano NIK – Najlepszej Interesującej Książki. To jedna z tych powieści, które nie tylko się czyta, ale przede wszystkim przeżywa. Wzrusza, skłania do refleksji i przypomina, jak wielką moc mają miłość, pamięć i nadzieja. Jeśli szukacie literatury historycznej, która zachwyca nie tylko wiernie odtworzonymi realiami, ale przede wszystkim emocjami, autentycznymi bohaterami i pięknym stylem, sięgnijcie po tę książkę bez chwili wahania. Jestem przekonany, że podobnie jak mnie, porwie Was od pierwszych stron i pozostawi z sercem pełnym wzruszeń. A ja? Cóż… pozostaje mi z niecierpliwością czekać na kolejne książki Magdy Knedler, bo każda następna udowadnia, że mam do czynienia z autorką, która doskonale rozumie, czym jest prawdziwa siła opowieści.
Książka pt. „Kasandra w ruinach. Tom 2” ukazała się nakładem Wydawnictwa Zwierciadło

