Po przeczytaniu tej książki, musze przyznać, że pisarz rzuca całkiem inne, nowe spojrzenie na kryminał. Spojrzenie, któremu warto się przyjrzeć. „Diabeł w białym mieście” jest pierwszą książką autora, którą przeczytałem. I nie ostatnią, ponieważ niebawem sięgnę po „Grom z jasnego nieba”.
„Diabeł w białym mieście” Erika Larsona to kryminał, w którym poznawana historia jest prawdziwa. Autor w oparciu o bogatą dokumentację stworzył powieść, która wciąga opowieścią o dwójce mężczyzn - architekta i seryjnego mordercy.
Ich życiowe drogi połączyły się w roku 1893. Wówczas w Chicago miała miejsce Światowa Wystawa Kolumbijska nazwana „Białym Miastem”. Wystawa zorganizowana jest z inicjatywy Daniela Hudsona Burnhama. Dyrektor wystawy i twórca ważnych budynków w Nowym Jorku i Waszyngtonie przekształca park Jacksona w „Białe miasto”. W tym samym czasie sen z powiek mieszkańców spędza Henry H. Holmes młody lekarz, jeden z najbardziej „płodnych” morderców w historii Ameryki, który dąży do ośmieszenia owej inicjatywy. W sąsiedztwie wystawy Burnhama stawia własny Hotel Wystawy Światowej, gdzie urządza miejsce mordów. Komora gazowa, piec krematoryjny czy stół sekcyjny stanowią „atrakcję” tego miejsca.
Aż dziw bierze, że owa historia jest zapisem prawdziwych wydarzeń mających miejsce pod koniec dziewiętnastego wieku. Muszę przyznać, że Erik Larson bardzo dokładnie ukazuje nam wątki tamtych wydarzeń, sprawiając, że ten kryminał nie jest klasycznym kryminałem, lecz historycznym. Z każdą chwilą odnosiłem wrażenie, że autor stworzył kronikę tamtych wydarzeń, oblekając ją w kryminalne szaty. Uczynił to w tak interesujący sposób, że poznawanie tej historii przyciąga uwagę.
Wiele wątków jest odzwierciedleniem tego, co autor znalazł w listach, pamiętnikach i innych dokumentach świadczących o tym, że opisywane wydarzenia miały miejsce w historii ludzkości. I chyba fakt ten wywiera w naszej psychice największe emocje. A takich momentów w tej książce jest wiele. Jak choćby opis zamknięcia przez Holmesa dziewcząt w wielkim kufrze, który następnie wypełnił gazem zasilanym przez lampy. Myślę, że motyw ten nie wstrząsnąłby mną aż tak głęboko, gdybym miał świadomość, że jest on wymysłem autora. Jednak Erika Larsona nie poniosła kreatywność, lecz autor odwzorował to, co miało miejsce w rzeczywistości.
Po przeczytaniu tej książki, musze przyznać, że pisarz rzuca całkiem inne, nowe spojrzenie na kryminał. Spojrzenie, któremu warto się przyjrzeć. „Diabeł w białym mieście” jest pierwszą książką autora, którą przeczytałem. I nie ostatnią, ponieważ niebawem sięgnę po „Grom z jasnego nieba”.
Za egzemplarz książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Sonia Draga.
