Jarosław Molenda ukazuje historię dzieci „zbrodniarzy odpowiedzialnych za najciemniejszy okres współczesnej historii”. Byli za młodzi, aby zrozumieć, to czego dokonywali ich ojcowie. Żyli u ich boku, ale czy muszą brać odpowiedzialność? Czy nie jest to za duże obciążenie dla ich psychiki? Czy prawda nie jest zbyt bolesna? Ich życie to całkiem inna karta, którą niekoniecznie muszą zapisywać czarnymi zgłoskami.
„… grzechy ojca nigdy nie powinny być przypisywane synowi”. Winy rodziców nie powinny być przelewane na ich dzieci. Nawet zbrodniarzy. Dzieci katów – czy powinny brać odpowiedzialność za czyny swych rodziców? To pytanie krążyło w mojej głowie podczas lektury najnowszej książki Jarosława Molendy pt. „Dzieci nazistów”. I odpowiedź nie jest jednoznaczna. Dlaczego, skoro to nie ich czyny? Dlaczego nie, jeśli wsiąknęli i byli oddani ideologii swoich rodziców. Żyjąc u ich boku, przesiąknęli nią do szpiku kości, a ich nazwiska „zostały okryte hańbą”.
Jarosław Molenda ukazuje historię dzieci „zbrodniarzy odpowiedzialnych za najciemniejszy okres współczesnej historii”. Byli za młodzi, aby zrozumieć, to czego dokonywali ich ojcowie. Żyli u ich boku, ale czy muszą brać odpowiedzialność? Czy nie jest to za duże obciążenie dla ich psychiki? Czy prawda nie jest zbyt bolesna? Ich życie to całkiem inna karta, którą niekoniecznie muszą zapisywać czarnymi zgłoskami. Pytanie, jak bardzo po latach wiedza o ich ojcach, wykreowała ich drogę życiową?
Wiele dzieci nazistów nawróciło się na katolicyzm lub judaizm. Niektórzy związali się z Żydami. Kathrin Himmler, stryjeczna wnuczka zbrodniarza poślubiła Żyda. Martin Adolf Bormann, nigdy nie potępił swojego ojca twierdząc, że „tylko Bóg może osądzać”. Dzięki temu łatwiej było mu się zdystansować od niechlubnej historii. Surowość Bormana wywarła głęboki wpływ w dzieciństwie Martina. Nie została ona nigdy zrekompensowana choćby najmniejszym gestem czułości ze strony ojca. Natomiast Niklas Frank otwarcie krytykuje naród niemiecki. Jak twierdzi „świat nigdy nie zapomni”. Z kolei Gudrun Himmler, córka jednego z głównych przywódców nazistowskich Niemiec zaciekle broniła jego ideologii. Rolf Mengele przez lata nie miał świadomości, kim jest jego ojciec, jaką funkcję pełnił „Anioł Śmierci”, „Doktor Śmierć”. Prawda była dla niego bolesna, gdyż uważał go za bohatera wojennego.
Nie chcę zbyt wiele zdradzać tego, co Jarosław Molenda ukazuje w swej najnowszej książce, lecz warto podkreślić, że jest ona nie tylko ciekawym rzuceniem światła na tę kwestię, lecz również zaproszeniem do dyskusji – czy dzieci zbrodniarzy powinny żyć z piętnem swoich rodziców – tyranów? Czy niechlubna spuścizna zbrodniarzy wojennych winna być zapisana w życie i historię ich dzieci? Zdecydowanie polecam Wam tę lekturę i zachęcam do wewnętrznej dyskusji na temat „Dzieci nazistów”.
Książka "Dzieci nazistów" ukazała się nakładem Wydawnictwa Filia, Filia na Faktach
