Dla mnie to nie tylko klasyka. To komiksowy nokaut, po którym długo zbiera się myśli z podłogi. Historia ciężka, intensywna i piekielnie wciągająca. Taka, którą chce się mieć na półce i do której chce się wracać. Dlatego bez najmniejszych wątpliwości Powrót Mrocznego Rycerza zasługuje na miano NIK – Najlepszej Interesującej Książki, która dodaje prawdziwej wartości każdej czyt-NIKowej biblioteczce.
Miasto umiera powoli. Ulice przejęły gangi, ludzie nauczyli się żyć w strachu, a dawni bohaterowie stali się już tylko wspomnieniem. W takim świecie Bruce Wayne od dziesięciu lat próbuje przekonać samego siebie, że Batman to zamknięty rozdział. Problem w tym, że pewnych rzeczy nie da się pogrzebać. Powrót Mrocznego Rycerza pokazuje moment, w którym Mroczny Rycerz wraca nie dlatego, że chce, ale dlatego, że musi.
To nie jest kolorowa opowieść o bohaterze w pelerynie, który ratuje świat i rzuca żarcikami między jednym ciosem a drugim. Tutaj wszystko jest brudne, ciężkie i przygnębiające. Gotham gnije od środka. Ulice należą do gangów, media żyją sensacją, a ludzie coraz bardziej przypominają tykającą bombę. Bruce Wayne od dawna nie jest Batmanem. Ma swoje lata, zmęczenie wypisane na twarzy i demony, których nie potrafi uciszyć. Ale są wojny, przed którymi człowiek nie potrafi uciec. I właśnie wtedy Mroczny Rycerz wraca.
Frank Miller zrobił coś niesamowitego – pokazał Batmana nie jako superbohatera, ale jako obsesję. Człowieka, który nie umie żyć normalnie, bo Gotham płynie w jego krwi niczym choroba. Ten Bruce Wayne nie jest idealny. Jest brutalny, uparty i momentami przerażający. A jednak trudno oderwać od niego wzrok. Czytając ten komiks, czułem, jakbym oglądał upadek świata, w którym jedyną odpowiedzią na chaos jest ktoś jeszcze bardziej szalony od bandytów.
Ogromną siłą tego albumu jest klimat. Duszny, mroczny, pełen niepokoju. Miller kapitalnie bawi się narracją – telewizyjne migawki, komentarze ekspertów, chaos informacyjny i społeczne napięcie sprawiają, że Gotham wydaje się boleśnie prawdziwe. To miasto nie potrzebuje złoczyńców z kosmosu. Wystarczą ludzie, ich strach i agresja.
No i rysunki… Nie są cukierkowe. Nie próbują być ładne za wszelką cenę. One mają brud pod paznokciami. Kadry pulsują energią, gniewem i zmęczeniem. Batman Millera przypomina bardziej miejskiego drapieżnika niż klasycznego herosa. Gdy wychodzi z cienia, naprawdę czuć respekt. Warto też wspomnieć o wydaniu z linii DC Compact.
Największa magia „Powrotu Mrocznego Rycerza” polega jednak na tym, że ten komiks nie starzeje się emocjonalnie. Nadal wywołuje napięcie. Nadal wbija w fotel. Nadal pokazuje Batmana jako symbol gniewu wobec świata, który się rozsypuje. I może właśnie dlatego tak wielu twórców do dziś inspiruje się dziełem Millera.
Dla mnie to nie tylko klasyka. To komiksowy nokaut, po którym długo zbiera się myśli z podłogi. Historia ciężka, intensywna i piekielnie wciągająca. Taka, którą chce się mieć na półce i do której chce się wracać. Dlatego bez najmniejszych wątpliwości Powrót Mrocznego Rycerza zasługuje na miano NIK – Najlepszej Interesującej Książki, która dodaje prawdziwej wartości każdej czyt-NIKowej biblioteczce.
Komiks pt. „Powrót Mrocznego Rycerza” dostępny jest na stronie Egmont

