„Zrozumieć szaleństwo” to niezwykle poruszająca lektura, to zatrważająca historia. Historia ta, jak sama autorka przyznaje „jest prawdziwa – i jednocześnie nie jest”. Prawdą jest fakt przeprowadzonego eksperymentu. Nieprawdą są diagnozy przeprowadzone na ośmiu pacjentach, którzy „zgłosili” się z fikcyjną „chorobą”.
Susannah Cahalan w pierwszej książce „Umysł w ogniu” opisała swoją prawdziwą wstrząsającą historię. Druga książka autorki pt. "Zrozumieć szaleństwo" ukazuje kulisy eksperymentu, którego podjął się David Rosenhan.
Psycholog z uniwersytetu stanfordzkiego wraz z siedmioma „zdrowymi” osobami udając zaburzenia psychiatryczne dostali się do szpitali psychiatrycznych w Ameryce. Celem eksperymentu przeprowadzonego przez pseudopacjentów było sprawdzenie słuszności diagnoz podejmowanych na osobach zaburzonych. Autorka dokładnie opisuje metody leczenia, jakie w XX wieku stosowano w psychiatrii. Poznajemy warunki oraz sposoby podejścia personelu wobec pacjentów, których uważano za ludzi drugiej kategorii. Wielu psychiatrów nie wiedziało jak powinno podejść się do pacjenta. Często działali po omacku.
Fakty, które ukazuje ta książka są bulwersujące. Pozwalają zadać pytania, czy osoby zaburzone psychiczne przebywające w zakładach zamkniętych otrzymują należną i stosowną pomoc? Badania dokonane przez Davida Rosenhana doprowadziły do rewolucji w dziedzinie psychiatrii. Doprowadziły one do zamknięcia wielu zakładów psychiatrycznych, gdyż ich prowadzenie pozostawiało wiele do życzenia i miało się nijak do diagnozowania chorób psychicznych.
Susannah Cahalan na kartach tej książki powraca do historii ze swojego życia, gdy lekarze jej medyczny przypadek z „łatwością” zaszufladkowali jako chorobę psychiczną. Jednak zainteresowanie doktora Souhela Najjara uchroniło Cahalan przed zamknięciem w oddziale zamkniętych. Myślę, że ta historia miała ogromny wpływ na to, że dziennikarka „New York Post” postanowiła ukazać nam kulisy eksperymentu przeprowadzonego przez Rosenhana.
„Zrozumieć szaleństwo” to niezwykle poruszająca lektura, to zatrważająca historia. Historia ta, jak sama autorka przyznaje „jest prawdziwa – i jednocześnie nie jest”. Prawdą jest fakt przeprowadzonego eksperymentu. Nieprawdą są diagnozy przeprowadzone na ośmiu pacjentach, którzy „zgłosili” się z fikcyjną „chorobą”. Fikcja jest tutaj kluczowa, gdyż jak opisano w książce, psychiatrzy diagnozowali zdrowe osoby. To pozwala nam zadać pytanie o słuszność i trafność diagnoz prowadzonych wobec osób z prawdziwymi zaburzeniami psychicznymi? Czy te osoby są pod właściwą opieką? Czy zamknięcie ich w zakładzie zamkniętym będzie dla nich pomocne?
Smutne jest również to, że choroby psychiczne określane były mianem „obłędu”. Czym zatem jest obłęd? Czy takie określenie wobec osób borykających się problemami natury psychicznej nie jest krzywdzące, marginalizujące? Myślę, że ta książka jest doskonałą lekturą nie tylko dla psychiatrów, lecz każdego z nas. Dzięki niej możemy bliżej przyjrzeć się psychiatrii, a przede wszystkim osobom cierpiącym na zaburzenia psychiczne, by uświadomić sobie, że ich stan nie jest obłędem.
Za egzemplarz książki dziękuję Wydawnictwu FILIA.
