„Dziewczyna z mgły” trafia na czyt-NIKową półkę NIK – Najlepszych Interesujących Książek. I robi to bez cienia wątpliwości. Bo to nie jest tylko dobra historia. To historia, która ma w sobie coś więcej – emocjonalną iskrę, która zapala się podczas lektury i długo nie chce zgasnąć. Styl, narracja oraz sposób budowania fabuły zasługują na pełne uznanie.
Jeśli literatura ma swoją strefę startową, to Carla Montero w „Dziewczynie z mgły” od razu ustawia się na pole position i nie zamierza oddać prowadzenia ani na chwilę. To książka, która nie pyta, czy jesteś gotowy – ona po prostu odpala silnik i zabiera cię w podróż, z której trudno wysiąść bez lekkiego drżenia serca i myśli krążących jeszcze długo po ostatniej stronie.
To moje pierwsze spotkanie z twórczością autorki i już teraz wiem jedno: nie było przypadkowe. To nie jest znajomość „na próbę”. To ten typ literackiego uderzenia, które zostaje w czytelniczej pamięci na długo, może nawet na zawsze. I choć brzmi to jak duże słowa, ta historia dokładnie na takie słowa zasługuje.
Wyspa Man, rok 1938. Miejsce, gdzie mgła nie jest tylko zjawiskiem pogodowym, ale niemal osobnym bohaterem opowieści. W tym świecie pojawia się Mila Kovac – kobieta, która już zdążyła zapisać się w historii sportów motorowych, a jednocześnie nosi w sobie ciężar, którego nie da się zrzucić na pobocze jak zużytych opon. Śmierć męża, niewyjaśnione pytania, emocje, które nie mają gdzie się podziać – wszystko to jedzie z nią w jednym bolidzie. I właśnie tutaj zaczyna się coś więcej niż historia o wyścigach.
Carla Montero nie pisze o samochodach. Ona pisze o ludziach, którzy pędzą, bo nie potrafią inaczej uciec od siebie. Wyścig na Wyspie Man staje się tylko pretekstem – perfekcyjnie skonstruowaną sceną, na której rozgrywa się dramat znacznie bardziej intymny. Bo prawdziwa rywalizacja nie dzieje się na trasie, tylko w głowie Mili. Tam, gdzie pamięć miesza się z bólem, a przeszłość nie daje się zamknąć w żadnym boksie serwisowym.
To, co najbardziej urzeka w tej powieści, to kreatywność autorki w budowaniu historii. Ona nie idzie prostą drogą. Nie wybiera skrótów. Raczej rozkłada przed czytelnikiem całą mapę emocji, pozwala się zgubić, a potem z chirurgiczną precyzją prowadzi przez kolejne zakręty fabuły. I robi to w sposób, który nie tylko angażuje, ale wręcz emocjonalnie rozgrzewa do czerwoności.
„Dziewczyna z mgły” to książka o uczuciach, które nie mieszczą się w prostych definicjach. O miłości, która nie zawsze jest czysta i wygodna. O ambicji, która potrafi być równie piękna, co destrukcyjna. O tajemnicach, które nie chcą zostać pogrzebane, nawet jeśli świat bardzo tego chce. I o kobiecie, która próbuje odnaleźć siebie w świecie zbudowanym przez mężczyzn – na torze, gdzie każdy błąd może kosztować więcej niż przegraną.
Mila Kovac to bohaterka, która nie daje się łatwo zaszufladkować. Nie jest ani stereotypową ikoną siły, ani kruchą postacią potrzebującą ratunku. Jest kimś pomiędzy – człowiekiem z krwi, kości i blizn, który próbuje utrzymać kierownicę swojego życia, nawet jeśli droga pod kołami dawno przestała być równa.
Na szczególne uznanie zasługuje sposób, w jaki Montero buduje napięcie. Nie tylko w warstwie sportowej, ale przede wszystkim emocjonalnej. Każde zdanie ma tu swoje tempo, każdy rozdział dokłada kolejną warstwę do historii, która stopniowo zaczyna pulsować własnym rytmem. To nie jest szybka lektura „na jeden wieczór”. To książka, która wciąga jak mgła – powoli, niepostrzeżenie, aż orientujesz się, że jesteś już w środku i nie chcesz się z niej wydostać.
Styl autorki zasługuje na osobne brawa. Jest elegancki, ale nie przesadnie ozdobny. Dynamiczny, ale nie chaotyczny. Ma w sobie coś filmowego – obrazy same układają się w głowie, jakby ktoś projektował je specjalnie dla wewnętrznego ekranu czytelnika. A jednocześnie nie traci intymności – bo w centrum zawsze stoi człowiek i jego emocje.
W tej historii czuć też ciężar czasu – rok 1938 nie jest przypadkowy. Nad światem unosi się cień nadchodzącej katastrofy, co tylko potęguje napięcie. To tło sprawia, że prywatne dramaty bohaterów nabierają dodatkowej głębi. Nic nie dzieje się w próżni. Każda decyzja, każde uczucie ma swoje konsekwencje nie tylko tu i teraz, ale też w szerszej perspektywie świata, który zaraz może się zmienić bezpowrotnie. I właśnie dlatego ta książka zostaje w głowie.
Nie tylko jako opowieść o wyścigach, tajemnicach i emocjach. Ale jako historia o tym, jak trudno jest uciec od samego siebie – nawet jeśli jedziesz z prędkością ponad 200 kilometrów na godzinę.
To moje pierwsze spotkanie z twórczością Carli Montero, ale już wiem, że na pewno nie ostatnie. Teraz będę uważniej spoglądał na zapowiedzi jej kolejnych książek, bo jeśli każda z nich niesie w sobie choć część tej literackiej intensywności, to warto czekać.
„Dziewczyna z mgły” trafia na czyt-NIKową półkę NIK – Najlepszych Interesujących Książek. I robi to bez cienia wątpliwości. Bo to nie jest tylko dobra historia. To historia, która ma w sobie coś więcej – emocjonalną iskrę, która zapala się podczas lektury i długo nie chce zgasnąć.
Styl, narracja oraz sposób budowania fabuły zasługują na pełne uznanie. To literatura, która wie, dokąd zmierza, ale nie boi się zboczyć z trasy, jeśli tylko emocje bohaterów tego wymagają. A to w dzisiejszych książkach nie jest wcale takie oczywiste. „Dziewczyna z mgły” to nie tylko wyścig. To opowieść o tym, co zostaje, kiedy silnik milknie, a mgła zaczyna opowiadać własną historię.
Książka pt. „Dziewczyna z mgły” ukazała się nakładem Domu Wydawniczego Rebis

