Rysunki Starbite są jak energetyk dla tej historii. Kolorowe, dynamiczne, pełne ekspresji – sprawiają, że nawet zwykła scena rozmowy przy stole wygląda jak preludium do kolejnej katastrofy. A jednocześnie wszystko ma swój rytm, swoją lekkość i ogromny urok webtoonowej narracji.
Jeśli ktoś myślał, że życie Batmana to tylko mroczne dachy, monologi o sprawiedliwości i złoczyńcy w pelerynach, to „Przygody rodziny Wayne’ów. Tom 5” szybko wyprowadzą go z błędu… i to najlepiej bat-ciossem w poczucie powagi. Bo tutaj Gotham jest ważne, ale jeszcze ważniejsze jest to, czy ktoś zjadł śniadanie, nie zapomniał peleryny i czy przypadkiem ktoś znowu nie obraził kogoś przy wspólnym stole w Wayne Manor.
To piąty i finałowy tom serii, która od początku udowadniała, że bycie superbohaterem i bycie częścią rodziny to dwa różne sporty ekstremalne. I oba bez kasku. Bruce Wayne ma pełne ręce roboty – nie tylko dlatego, że Gotham znowu płonie od nowych zagrożeń, ale też dlatego, że jego „dzieciaki” (biologiczne i adoptowane w duchu chaosu) żyją własnym życiem, które momentami przypomina sitcom w kostiumach.
Największą siłą tego komiksu jest jego lekkość. CRC Payne i Starbite doskonale wiedzą, że Batman nie zawsze musi marszczyć brwi jak posąg z depresją. Czasem może po prostu próbować ogarnąć rodzinny chaos, który bardziej przypomina domową wersję Avengersów po nieprzespanej nocy. Humor miesza się tu z akcją w proporcjach idealnych – takich, które sprawiają, że czytelnik przewraca strony szybciej niż Joker zmienia nastroje.
Rysunki Starbite są jak energetyk dla tej historii. Kolorowe, dynamiczne, pełne ekspresji – sprawiają, że nawet zwykła scena rozmowy przy stole wygląda jak preludium do kolejnej katastrofy. A jednocześnie wszystko ma swój rytm, swoją lekkość i ogromny urok webtoonowej narracji.
Co ważne, to nie jest tylko „śmieszkowanie z Batmana”. Pod spodem cały czas działa serce tej opowieści – relacje. Między Bruce’em a jego podopiecznymi, między rodzeństwem, między obowiązkiem a potrzebą bycia po prostu normalnym człowiekiem (co w przypadku Wayne’ów jest równie realistyczne jak spokojny dzień w Gotham). I właśnie dlatego ten tom zasługuje na miano NIK – Najlepszej Interesującej Książki. Bo to nie tylko finał serii, ale też bardzo ciepłe, inteligentne i momentami zaskakująco życiowe domknięcie historii, która nigdy nie próbowała być „najpoważniejszym Batmanem w historii”, tylko najbardziej ludzkim.
„Przygody rodziny Wayne’ów. Tom 5” w tym wydaniu to idealny przykład, że superbohaterowie najlepiej działają wtedy, gdy pozwoli się im… być rodziną. I trochę się przy tym pokłócić o drobiazgi. Czyt-NIKowa biblioteczka właśnie dostała tom, który nie udaje, że ratuje świat. On po prostu pokazuje, że nawet Batman czasem musi ratować kolację przed katastrofą. I robi to z klasą, humorem i sercem wielkości Bat-Sygnału.
Komiks „Przygody rodziny Wayne’ów. Tom 5” dostępny jest tutaj

