"Artefakt” ma klimat, który czuć niemal fizycznie. Mrok, tajemnica, napięcie i poczucie zagrożenia unoszą się nad każdą stroną. Czytelnik ma świadomość, że stawka jest ogromna, a każdy błąd może kosztować więcej, niż ktokolwiek przypuszcza. To buduje emocje, które rozgrzewają czytelnicze serce do czerwoności.
Nie każda książka potrafi od pierwszych stron złapać człowieka za kołnierz, potrząsnąć nim solidnie i powiedzieć: „Zapomnij o wszystkim, teraz liczę się tylko ja”. „Artefakt” W.P. Rdzanka właśnie tak działa. To powieść, która nie prosi o uwagę. Ona ją przejmuje. Wchodzi do głowy z impetem, uruchamia wyobraźnię na najwyższych obrotach i nie pozwala odetchnąć aż do ostatniej strony.
To moje trzecie spotkanie z twórczością autora i z pełnym przekonaniem mogę powiedzieć jedno: po raz trzeci otrzymałem literacki konkret najwyższej próby. Trzecia wizyta w świecie wykreowanym przez W.P. Rdzanka pokazała się kolejną czytelniczą ucztą. Taką, przy której człowiek zapomina o herbacie stygnącej obok, o telefonie leżącym na stole i o całym świecie za oknem. Liczy się tylko fabuła, tajemnica i to nieustanne pytanie: co wydarzy się dalej?
„Artefakt” to ostatni tom trylogii „AI-gent. Mroczne kody”, ale zamiast spokojnego domknięcia historii dostajemy eksplozję pomysłów, napięcia i emocji. Autor nie idzie na skróty. Nie daje czytelnikowi łatwych odpowiedzi. Zamiast tego buduje opowieść, w której przeszłość zderza się z nowoczesnością, technologia ściera się z pradawną wiedzą, a człowiek ponownie musi zmierzyć się z pytaniem, czy naprawdę kontroluje świat, który sam stworzył.
Już sam punkt wyjścia robi ogromne wrażenie. Gocka bransoleta wyniesiona z muzeum. Ciało doktorantki archeologii znalezione nad Wisłą. Nordyckie runy wyryte na skórze. Znikający artefakt. Systemy bankowe padające jak kostki domina. Miliony rozpływające się z kont klientów. A gdzieś nad tym wszystkim unosi się widmo zemsty i pradawnego kodu, który może pogrzebać znany nam świat. Brzmi mocno? I takie właśnie jest.
Największą siłą tej książki jest kreatywność autora. W.P. Rdzanek nie serwuje historii wtórnej, odgrzewanej i przewidywalnej. On bierze elementy thrillera technologicznego, kryminału, sensacji, historii i teorii spiskowych, a następnie miesza je w sposób, który daje efekt świeży, dynamiczny i piekielnie wciągający. To właśnie ten rodzaj wyobraźni sprawia, że czytelnik nie przewraca stron z obowiązku, lecz z czystego głodu poznania dalszego ciągu wydarzeń.
Bardzo cenię twórców, którzy potrafią zaryzykować i wyjść poza schemat. W.P. Rdzanek zdecydowanie do nich należy. Stworzenie historii, w której pradawny kod może okazać się groźniejszy niż współczesne wirusy komputerowe, wymaga nie tylko odwagi, ale i umiejętności utrzymania wiarygodności całej konstrukcji. A tutaj wszystko działa. Czytelnik kupuje tę wizję, bo autor prowadzi ją pewnie, konsekwentnie i z wyczuciem.
Tempo tej powieści zasługuje na osobne brawa. Tu nie ma miejsca na fabularne przestoje. Jeśli na chwilę zwalniamy, to tylko po to, by za moment znów wpaść w wir wydarzeń. Autor doskonale wie, kiedy przycisnąć gaz, a kiedy pozwolić czytelnikowi zebrać myśli. Dzięki temu książka oddycha rytmem sensacyjnego filmu, ale zachowuje literacką głębię. Nie można też pominąć atmosfery.
"Artefakt” ma klimat, który czuć niemal fizycznie. Mrok, tajemnica, napięcie i poczucie zagrożenia unoszą się nad każdą stroną. Czytelnik ma świadomość, że stawka jest ogromna, a każdy błąd może kosztować więcej, niż ktokolwiek przypuszcza. To buduje emocje, które rozgrzewają czytelnicze serce do czerwoności.
Ogromnym atutem są również bohaterowie. Nie są papierowymi figurami przesuwanymi po planszy fabuły. Mają swoje motywacje, słabości, lęki i cele. Dzięki temu angażujemy się w ich losy, kibicujemy im, czasem się irytujemy, ale przede wszystkim – wierzymy w nich. A kiedy czytelnik wierzy bohaterom, historia zyskuje podwójną moc.
Szczególnie doceniam to, że autor nie zapomina o inteligencji odbiorcy. Nie prowadzi za rękę, nie tłumaczy wszystkiego łopatologicznie, nie upraszcza świata przedstawionego. Traktuje czytelnika jak partnera, zapraszając go do wspólnego odkrywania tajemnic. To podejście zawsze budzi mój szacunek.
Jako miłośnik dobrej literatury z radością obserwuję, jak polscy autorzy coraz śmielej sięgają po gatunkowe rozwiązania na światowym poziomie. W.P. Rdzanek jest jednym z tych twórców, którzy realnie dodają wartości polskiej literaturze. Pokazuje, że można pisać nowocześnie, dynamicznie, odważnie i z rozmachem, a jednocześnie nie tracić tożsamości oraz własnego stylu.
„Artefakt” to strzał w dziesiątkę. Książka, która dostarcza rozrywki, pobudza wyobraźnię, trzyma w napięciu i zostawia po sobie satysfakcję dobrze spędzonego czasu. Taka literatura przypomina, dlaczego kochamy czytanie – za emocje, za przygodę, za możliwość zanurzenia się w świecie większym niż codzienność. Dlatego też z uznaniem i pełną świadomością swej opinii mogę ogłosić, że „Artefakt” zasługuje na miano NIK – Najlepszej Interesującej Książki. To tytuł, który z pełnym przekonaniem trafia do czyt-NIKowej biblioteczki jako pozycja wartościowa, angażująca i godna polecenia.
Jeśli szukacie książki, która połączy technologiczną grozę z historyczną tajemnicą, sensacyjne tempo z klimatycznym mrokiem i fabularną brawurę z literacką jakością – właśnie ją znaleźliście. W.P. Rdzanek po raz kolejny udowodnił, że potrafi pisać historie nie tylko interesujące, ale wręcz uzależniające. A „Artefakt” jest tego najlepszym dowodem. To finał trylogii, który nie gaśnie cicho. On wybucha.
Książka pt. "Artefakt" ukazała się nakładem Domu Wydawniczego Rebis

