...Uwielbiam bawić się w psychologa, czy może raczej kolekcjonera zachowań. Kocham tworzyć wokół bohaterów otoczkę tajemniczości wymieszanej z moralnymi wyzwaniami, połączonymi z filozoficznymi dylematami, gdzie pytania pędzą jedne za drugimi w nieustannym powtarzalnym cyklu. Jestem człowiekiem niezwykle wrażliwym i często zastanawiam się, co ja bym zrobił gdyby to mnie dopadło coś z czym muszą mierzyć się inni...
Czyt-NIK: „Zapomniana miłość” to powieść bardzo cicha, oszczędna w słowach, a jednocześnie niezwykle intensywna emocjonalnie. Czy cisza była od początku świadomym narzędziem narracyjnym, czy wyłoniła się naturalnie w trakcie pisania?
Wojciech Burdelak: W moim przypadku w trakcie spisywania historii nic nie jest oczywiste do samego końca. Zwykle jest tak, że z planów, jakie sobie na początku założyłem niewiele zostaje, ponieważ najlepsze pomysły przychodzą, gdy palce uderzają w klawiaturę, a wzrok śledzi tworzone słowa. W tym przypadku potrzeba bazowania na niedomówieniach, okrojonych środkach przekazu była najlepszym wyjściem, gdyż czasami bywa tak, że czytelnik nie wszystko powinien mieć podane na tacy. Nie zawsze potrzeba słów, aby coś opisać. Bywa, że właśnie ich brak doskonale oddaje złożoność relacji międzyludzkich. Oczywiście chodzi mi o dialogi, monologi, które są zbyteczne, kiedy opis sytuacji jest właściwie skonstruowany.
Czyt-NIK: W „Zapomnianej miłości” choroba nie jest tematem samym w sobie, lecz tłem dla opowieści o uczuciach. Czy zgadza się Pan z tezą, że to przede wszystkim książka o miłości wystawionej na próbę, a nie o utracie pamięci?
Wojciech Burdelak: Nie lubimy, gdy wokół zaczyna się dziać coś niedobrego, jednak nie zawsze jest tak jak byśmy oczekiwali. Całe życie przygotowujemy się na problemy, tragedie, ale kiedy one w końcu przychodzą to okazuje się, że jesteśmy całkowicie nieprzygotowani. Jesteśmy istotami stadnymi i życie w społeczności jest nam pisane. Kiedy spotykają nas złe rzeczy wtedy nasza empatia jest wystawiana na próbę. Gdy w grę wchodzą tylko nasze problemy, to jeszcze pół biedy, gorzej kiedy to dotyczy rodziny. W tej powieści skumulowałem pewne wydarzenia, aby pokazać, jak los potrafi rzucić nas na głęboka wodę bez możliwości sięgnięcia po koło ratunkowe. Uczucia, które kiedyś wydawały się nie do podważenia rozsypują się w proch, a to co zdawało się stać na niepewnych fundamentach pokonuje próbę czasu.
Czyt-NIK: Po lekturze książki "Zapomniana miłość" odczułem, że ma Pan wyjątkową wrażliwość i sposób patrzenia na człowieka bez oceniania. Czy to cecha, którą pielęgnuje Pan świadomie, czy coś, co po prostu jest Panu bliskie jako autorowi i jako człowiekowi?
Wojciech Burdelak: Uwielbiam bawić się w psychologa, czy może raczej kolekcjonera zachowań. Kocham tworzyć wokół bohaterów otoczkę tajemniczości wymieszanej z moralnymi wyzwaniami, połączonymi z filozoficznymi dylematami, gdzie pytania pędzą jedne za drugimi w nieustannym powtarzalnym cyklu. Jestem człowiekiem niezwykle wrażliwym i często zastanawiam się, co ja bym zrobił gdyby to mnie dopadło coś z czym muszą mierzyć się inni. Zwykle są to pytania retoryczne, dlatego nauczyłem się nie stawiać not, bo być może to ja kiedyś zostanę oceniony. Nasza dusza jest tak doskonałym tworem, że wystarczy abyśmy choć część naszej wrażliwości potrafili oddać innym istotom, aby świat stał się doskonalszym miejscem. Wiem jak banalnie to brzmi, ale nigdzie nie jest powiedziane, że człowiek człowiekowi winien być potworem.

