...Na początku miała to być zupełnie inna sprawa, nie tak skomplikowana i o takim dużym zasięgu terytorialnym, ale w miarę prowadzenia śledztwa przez Okońskiego, pojawiały się coraz to nowe informacje. Jak zwykle finał miał być nieco inny, ale wyszło co wyszło, zapraszam do lektury...
Czyt-NIK: Skąd wziął się pomysł na historię, w której jedno nagranie uruchamia całą lawinę zdarzeń i czy od początku wiedział Pan, jak zakończy się ta historia, czy może finał ewoluował w trakcie pisania?
Rafał Glina: Z początku to była tylko taka „furtka” otwierająca drzwi do kolejnych części powieści, podobnie jak motyw z ucieczką Kidnapera. Pisząc „Zaszłość” już myślałem, co będzie dalej. To właśnie poszukiwania Kidnapera miał być częścią przewodnią „Martwych…”, ale ostatecznie uznałem, że to jednak sprawa nagrania stanie się osią powieści. Skąd wziął się pomysł? Jakoś trzeba było zwrócić uwagę Okońskiego na sprawę, a nagranie świetnie się do tego nadawało.
Na początku miała to być zupełnie inna sprawa, nie tak skomplikowana i o takim dużym zasięgu terytorialnym, ale w miarę prowadzenia śledztwa przez Okońskiego, pojawiały się coraz to nowe informacje. Jak zwykle finał miał być nieco inny, ale wyszło co wyszło, zapraszam do lektury.
Czyt-NIK: Gdyby miał Pan zachęcić jednym zdaniem do sięgnięcia po „Martwi też mówią”, co by Pan powiedział?
Rafał Glina: Zachęcam do przeczytania komentarzy odnośnie mojej najnowszej książki, bo ci co już ją przeczytali, wiedzą najlepiej, dlaczego warto sięgnąć po „Martwi też mówią”.
Czyt-NIK: W Pana książkach napięcie jest bardzo wyczuwalne – czy ma Pan swoje sprawdzone metody jego budowania?
Rafał Glina: Stosuję najprostszą metodę jaką tylko można. Staram się pisać takie książki, jakie sam chciałbym przeczytać. Dynamiczne, ze zwrotami akcji i szybko się czytające, jeśli można tak powiedzieć. No i oczywiście z zaskakującym zakończeniem oraz wiarygodnymi bohaterami.

