...Zwykle, kiedy zaczynam pisać książkę znam początek i zakończenie. Muszę się namozolić, aby wypełnić środek treścią, która połączy oba te momenty w interesujący i wciągający sposób. Staram się zawsze zacząć od spektakularnej sytuacji, aby czytelnika zainteresować. Potem równie ciekawe musi być zakończenie...
Czyt-NIK: Skąd narodził się pomysł na napisanie „Pancernika pod Tower Bridge” i co było pierwszym impulsem do stworzenia tej historii?
Artur Pacuła: Zbierałem materiały do książki DOBROWOLSKI i NUTY FRYDERYKA. Historia dziejąca się w Londynie w latach, kiedy budowano Tower Bridge jest gęsta jak zupa. Wkładałem do książki kolejne wątki, aż zrobiło się z tego ponad pięćset stronicowe tomisko o zagmatwanych opowieściach. Główny bohater rozwiązywał wiele spraw na raz. Wiedziałem, że to za dużo. Powiedziałem żonie, jaki mam problem, a ona odrzekła: napisz dwie książki. To było najlepsze rozwiązanie. Genialne. Zacząłem dzielić poszczególne elementy i porządkować. Mam zatem dwie książki dziejące się w tym samym czasie w tym samym miejscu, ale zupełnie odrębne. Czasem bohaterowie spotykają się na ulicy, albo na tej samej kolacji, ale obie powieści nie są powiązane w głębszy sposób. Dają się czytać kompletnie niezależnie. Zatem zadecydowała historia, której tryby pod koniec XIX wieku w Anglii lała się szerokim nurtem, jak Tamiza i można z niej było zaczerpnąć kilka razy.
Czyt-NIK: Pańska twórczość kojarzy się z oryginalnością i nieszablonowymi pomysłami. Skąd czerpie Pan inspiracje?
Artur Pacuła: Przede wszystkim z historii. Zanim zacznę pisać, dużo czytam. Poznaję wydarzenia, postacie historyczne, ciekawostki. W to wklejam swoich bohaterów. Łączę prawdę z fikcją literacką. Choć powtarzam często, że fikcja to prawda, tyle że zmyślona. Przecież mogło tak być, jak piszę. Mam zawsze satysfakcję, kiedy uda mi się połączyć kilka faktów z moją fantazją i wszystko wygląda wiarygodnie i jeszcze nie raz trudno się zorientować, co jest czym.
Czyt-NIK: Czy pisząc książkę "Pancernik pod Tower Bridge” znał Pan zakończenie od samego początku, czy rodziło się ono w trakcie pracy?
Artur Pacuła: Zwykle, kiedy zaczynam pisać książkę znam początek i zakończenie. Muszę się namozolić, aby wypełnić środek treścią, która połączy oba te momenty w interesujący i wciągający sposób. Staram się zawsze zacząć od spektakularnej sytuacji, aby czytelnika zainteresować. Potem równie ciekawe musi być zakończenie. Żeby nie zanudzić odbiorcy muszę zaskoczyć go kilka razy w środku. W przypadku tej książki zakończenie jest w 99 procentach takie, jakie miało być od początku.

