Czyt-NIK: W książce pt. „Po drugiej stronie strachu” opisuje Pani bardzo trudne doświadczenia – przemoc, depresję, problemy finansowe i chorobę. Czy był moment podczas pisania, kiedy strach przed ujawnieniem tej historii był większy niż chęć podzielenia się nią z czytelnikami?
Anna Korczyńska: Tak, miała taki moment podczas pracy redakcyjnej. Pojawiły się pytania, które zmusiły mnie, żeby zajrzeć głębiej w siebie. Musiałam rozgrzebać te wszystkie blizny i rany. W pewnym momencie zauważyłam, że moje samopoczucie się pogarsza, bo musiałam wracać wspomnieniami do tamtych nieprzyjemnych chwil. Był taki moment, kiedy chciałam się poddać. Ogarnął mnie paraliżujący strach: co będzie, jeśli to zostanie źle odebrane, jeśli pojawią się problemy? Ale w tym trudnym momencie, niespodziewanie, pojawił się film „Dom dobry”. Komentarze pod nim pokazały mi, że ludzie naprawdę potrzebują takich historii. Zrozumiałam wtedy, że nie jestem sama, że te tematy są już poruszane i że moja historia może pomóc innym. I dlatego odważyłam się wydać tę książkę, bo jeśli wszystkie kobiety będą milczeć, to nic się nie zmieni.
Czyt-NIK: „Po drugiej stronie strachu” pokazuje, że odzyskiwanie siebie to proces małych kroków. Jaki był ten jeden, najważniejszy krok, który zmienił Pani życie i pozwolił uwierzyć, że można zacząć od nowa?
Anna Korczyńska: Myślę, że tym najważniejszym krokiem było wzięcie odpowiedzialności za własne życie i zrozumienie, że nikt nie przyjdzie mnie uratować. Przez wiele lat czekałam, aż ktoś się zmieni, aż okoliczności będą lepsze, aż los w końcu się do mnie uśmiechnie. W pewnym momencie dotarło do mnie, że jeśli sama nie zrobię pierwszego kroku, to nic się nie zmieni.
Ale prawdziwym momentem przełomowym była moja choroba. Kiedy usłyszałam diagnozę, nagle zatrzymałam się i spojrzała na swoje życie z zupełnie innej perspektywy. Dotarło do mnie, że przez lata skupiałam się na przetrwaniu, ratowaniu innych i spełnianiu oczekiwań otoczenia, a zupełnie zapomniałam o sobie. Uświadomiłam sobie, że pozwalałam życiu po prostu się dziać i nie robiłam nic, by żyć inaczej.
Ta diagnoza była dla mnie jak przebudzenie. Po raz pierwszy naprawdę poczułam, że czas jest czymś bezcennym i że nie mogę dłużej odkładać siebie na później. Zrozumiałam, jak wiele lat zmarnowałam, godząc się na życie, które nie dawało mi szczęścia.
Pamiętam, że wtedy złożyłam sobie pewną obietnicę. Powiedziałam sobie, że jeśli Bóg da mi drugą szansę, nie zmarnuję jej. Że zrobię wszystko, co w mojej mocy, aby żyć najlepiej, jak potrafię. Nie tylko przetrwać, ale naprawdę żyć – odważnie, świadomie i w zgodzie ze sobą.
Czyt-NIK: Gdyby dziś obok Pani usiadła osoba tkwiąca w przemocy, depresji lub życiowym kryzysie i była gotowa usłyszeć tylko jedno zdanie, jakie słowa z własnego doświadczenia przekazałaby jej Pani jako pierwsze?
Anna Korczyńska: Wiem, że kiedy człowiek jest w samym środku cierpienia, często nie widzi sensu w tym, co go spotyka. Ale dziś, patrząc na własne doświadczenia, powiedziałabym jedno: to, przez co teraz przechodzisz, nie dzieje się po to, żeby Cię zniszczyć. To dzieje się po to, żeby Cię przebudzić. Czasami największy ból staje się początkiem największej przemiany.
Przez lata wydawało mi się, że wszystko, co mnie spotkało, było przeciwko mnie. Dziś wiem, że te doświadczenia nauczyły mnie siły, odwagi i szacunku do samej siebie. Gdyby nie one, nie byłabym kobietą, którą jestem dzisiaj.
Dlatego nie poddawaj się. Uwierz, że masz wpływ na swoje życie. I zrób wszystko, żeby kiedyś, patrząc wstecz, móc z uśmiechem powiedzieć: „Nie było łatwo, ale miałam piękne życie”.

