-
Kiedy fikcja zaczyna oddychać
To, co szczególnie mnie zachwyca, to sposób, w jaki Horowitz zamienia literaturę w pole śledztwa. Zabójca ma być ukryty w tekście powstającej powieści. Nie w dowodach, nie w aktach, ale w słowach, zdaniach, niedopowiedzeniach. To ukłon w stronę czytelników, którzy kochają czytać uważnie, czujnie, z ołówkiem w głowie. Akcja przenosi nas częściowo do południowej. Horowitz nie epatuje brutalnością, nie idzie na skróty. On dawkuje napięcie z zegarmistrzowską precyzją. Zdarza się, że otwieram książkę z czystej ciekawości, a po kilku stronach orientuję się, że nie mam już nad nią kontroli. To ona przejęła kontrolę nade mną. A raczej historia zapisana na jej kartach. Myśli zaczynają krążyć wokół fabuły, napięcie wpełza niepostrzeżenie…
-
Kiedy książka woła czytelnika z powrotem do gry
Horowitz robi tu coś, co uwielbiam: pokazuje, że fikcja potrafi mieć długie cienie, a zapisane kiedyś słowa mogą wrócić i zażądać odpowiedzi. Pragnę zaznaczyć, że zachwyca mnie sposób, w jaki ta historia została skonstruowana. Autor bawi się konwencją, miesza poziomy narracji, prowadzi czytelnika przez labirynt tropów, aluzji i niedopowiedzeń. To książka o książkach, zbrodni i odpowiedzialności autora za to, co zostawia na papierze. Są takie momenty w życiu czytelnika, kiedy książka trafia dokładnie w jego czytelnicze gusta. „Morderstwa w Suffolk” Anthony’ego Horowitza to właśnie taka lektura. Nie czyta się jej „przy okazji”. Ona wciąga, przyciąga i nie pozwala się odłożyć, jakby szeptała: jeszcze jeden rozdział, jeszcze jedna strona, jeszcze jedno…
-
Mistrz przed tronem – mroczne galaktyki George’a R.R. Martina
W „Piasecznikach” widać, że mamy do czynienia z twórcą w pełni świadomym swoich możliwości. On wie, jak dawkować informacje. Wie, kiedy przyspieszyć, a kiedy pozwolić historii oddychać. Wie też, jak sprawić, by czytelnik poczuł się nieswojo. Co ważne, mimo że to krótkie formy, żadna z nich nie sprawia wrażenia niedokończonej. Są autorzy, którzy zapisują się w historii literatury jedną serią. A są tacy, którzy zanim stworzyli swoje opus magnum, już dawno udowodnili, że potrafią budować światy z rozmachem, precyzją i niepokojącą przenikliwością. „Piaseczniki” George’a R.R. Martina to właśnie taki dowód. Zanim powstało Westeros, zanim rozbrzmiały słowa o nadchodzącej zimie, Martin eksplorował kosmos – i robił to z taką samą intensywnością,…
-
Lustro, które nie kłamie
Kamil Pomykała bardzo sprawnie buduje napięcie psychologiczne. Nie epatuje dramatem, nie gra na tanich chwytach. Zamiast tego dostajemy powolne odkrywanie ran, które nigdy się do końca nie zagoiły. Relacje międzyludzkie są tu pełne niedopowiedzeń, spojrzeń, półsłówek. Czytelnik musi czytać między wierszami – i to jest ogromny plus. Ta książka szanuje inteligencję odbiorcy. Ważnym motywem jest odwaga do kochania – nie tylko drugiego człowieka, ale też samego siebie. Są takie książki, które biorę do ręki bez wielkich oczekiwań, a potem orientuję się, że coś się wydarzyło. Że nie tylko przeczytałem historię, ale wszedłem w nią po cichu, bez pukania, i już nie bardzo chcę z niej wychodzić. „Twoje odbicie” Kamila Pomykały…
-
„Bunt mas” jako ostrzeżenie, które wciąż brzmi głośno
To książka, która wymaga odwagi – bo łatwo poczuć się w niej niekomfortowo. Ortega nie oszczędza nikogo. Każdy z nas może odnaleźć w sobie rysy „człowieka masowego”. I może właśnie dlatego ta lektura jest tak potrzebna. Nie mam wątpliwości: „Bunt mas” zdobywa miejsce na półce NIK – Najlepszych Interesujących Książek. Nie dlatego, że jest klasykiem. Nie dlatego, że wypada ją znać. Ale dlatego, że wciąż mówi rzeczy ważne. Niektóre lektury traktujemy jak intelektualny obowiązek – klasyka, którą warto znać, choćby po to, by móc odhaczyć ją na liście „ważnych dzieł XX wieku”. Inne z kolei zaskakują swoją świeżością i aktualnością, mimo że powstały w zupełnie innej epoce. Czytając je, trudno…
-
„Ludzie Karceru” – powrót do świata, który nie zna litości
Zdecydowanie Juszczak balansuje między okrucieństwem świata a głębią psychologiczną bohaterów – to sprawia, że nie są tylko pionkami w brutalnej grze, ale pełnokrwistymi ludźmi, których los naprawdę mnie obchodził. Muszę podkreślić geniusz autora, który zaimponował niepowtarzalny stylem tworzenia. Z jednej strony surowy, bez ozdobników, z drugiej pełen emocji i dramatyzmu, który wciąga bez reszty. Opisy świata są tak realistyczne, że niemal czułem pył i radioaktywne powietrze, które przenika bohaterów. Przyznaję bez bicia – gdy otworzyłem „Ludzi Karceru” Grzegorza Juszczaka, wiedziałem, że czeka mnie druga podróż w świat, który za pierwszym razem porwał mnie bez reszty. To moje drugie spotkanie z twórczością autora i ponownie czuję się oszołomiony jego kreatywnością w…
-
Nie każdy, kto wchodzi do puszczy, wraca cały
Czytałem tę książkę z narastającym napięciem i autentycznym podziwem dla warsztatu autora. Za to, jak prowadzi narrację. Za to, jak operuje ciszą i pauzą. Za to, że pozwala czytelnikowi samemu dopowiedzieć sobie najgorsze. I właśnie dlatego „Demon puszczy” działa tak mocno. To horror dla wytrawnych miłośników gatunku. Dla tych, którzy nie szukają tylko krzyku, ale dusznej atmosfery, emocjonalnego ciężaru i historii, która zostaje w głowie długo po odłożeniu książki na półkę. Nie sposób nie wspomnieć o stronie wizualnej tego wydania. Są takie historie, które nie zaczynają się w chwili otwarcia książki. One zaczynają się wcześniej – gdzieś w środku czytelnika. W niepokoju, który trudno nazwać. W przeczuciu, że za chwilę…
-
Człowiek, który nauczył animację marzyć
To, co szczególnie mnie ujęło, to portret samego Miyazakiego. Nie jako pomnika ani geniusza bez skazy, ale jako człowieka pełnego sprzeczności. Perfekcjonisty na granicy pracoholizmu. Marzyciela, który jednocześnie bywa pesymistą. Artysty wrażliwego, a momentami surowego – wobec świata i wobec siebie. Dzięki temu Miyazaki z kart tej książki nie spogląda na nas z piedestału. On siedzi obok, a za chwilę tworzy coś, co porusza miliony ludzi. Pewne lektury trafiają w ręce zupełnie niepozornie – bez fanfar, bez wielkich oczekiwań, z cichym założeniem, że będzie po prostu „dobrze i rzetelnie”. A potem dzieje się coś więcej. Kiedy zamykasz ostatnią stronę, masz wrażenie, że odbyłeś długą, emocjonalną podróż. Nie tylko przez czyjeś…
-
Między sumieniem a systemem. „Przemienienie” Szczepana Twardocha wciąga bez litości
Ogromną siłą tej książki jest styl. Twardoch pisze gęsto, intensywnie, momentami niemal duszno. Narracja jest przemyślana, rytmiczna, pełna napięcia, a dialogi brzmią naturalnie i wiarygodnie. Autor potrafi budować sceny tak, że czytelnik czuje się, jakby siedział w tym samym pokoju, słuchał szeptów, obserwował nerwowe gesty bohaterów. Kreatywność w konstruowaniu historii widać na każdym kroku – fabuła rozwija się w sposób nieoczywisty, zaskakuje, ale nigdy nie popada w chaos. Każdy element ma tu swoje miejsce, a napięcie jest dawkowane z wyczuciem doświadczonego rzemieślnika. Pewne powieści nie proszą czytelnika o uwagę – one ją po prostu zabierają. Od pierwszych stron wysyłają jasny sygnał: nie będzie lekko, nie będzie bezpiecznie i próżno tu…
-
3 Szoty z Moniką Dybowską
…Według mnie zapominanie pełni dwie funkcje. Pierwsza, to instynkt samozachowawczy, wymazywane są wspomnienia, które są na przykład traumatyczne i mogłyby paraliżować rozwój czy chęć do przetrwania. Druga, wydaje mi się jest bardziej praktyczna, to swego rodzaju oczyszczanie pamięci z rzeczy błahych i niepotrzebnych na rzecz istotnych informacji, które potrzebujemy do przetrwania… Czyt-NIK: W „Niezatartej pamięci” bohaterka pamięta absolutnie wszystko. Skąd wziął się pomysł na postać, która doświadcza świata w tak pełny, a zarazem bolesny sposób? Monika Dybowska: Dużo zastanawiałam się nad tym co sprawia, że postrzegamy świat w bardzo unikalny sposób, wyjątkowy tylko dla nas. Na przykład, kiedy rozmawiałam z moim rodzeństwem i wspominaliśmy niektóre wydarzenia z dzieciństwa, okazało się,…